Felietony

Honor, ZTE i Google. Tych firm brakuje mi w Polsce

MM
Mirosław Mazanec
8

Od przybytku głowa nie boli. Choć rynek smartfonów jest nasycony, to jednak jest kilka firm które z chęcią zobaczyłbym oficjalnie w naszym kraju.

Zacznijmy od Honora, bo ta historia wydaje się najciekawsza. Młodszy i biedniejszy brat Huaweia był bowiem nad Wisłą bardzo popularny.

Honor

Marka, która starała się zawsze przedstawiać jako niezależna od Huaweia, jako pierwsza padła ofiarą amerykańskiego embarga. W maju 2019 r. Donald Trump oficjalnie zbanował firmę ze względów bezpieczeństwa. To uruchomiło lawinę – odcięcie od usług Googla, podzespołów, patentów – całą resztę wszyscy dobrze znają. Ofiarą okazał się również Honor, który po prostu… zniknął. Firma po cichutku zwinęła się z naszego kraju. Zamknięto oddział zajmujący się smartfonami, przez jakiś czas były jeszcze zegarki ale w końcu i na nie przyszła pora.

Ja bardzo żałowałem, bo Honory były doskonałą alternatywą dla drogich urządzeń Huawei. Co prawda nie miały wyświetlaczy AMOLED – producent jakoś musiał pokazać, że nie są one tak Premium jak starszy brat. Ale cała reszta, ze świetnym działaniem i bardzo dobrymi zdjęciami – została. A że cena była odpowiednio niższa, Honory w Polsce cieszyły się sporą i zasłużoną popularnością.

Po jakimś czasie okazało się jednak, że Honor żyje. Marka została sprzedana grupie tajemniczych chińskich inwestorów, więc nie ma już powiązania z Huawei. A dzięki temu nie jest objęta amerykańskim embargiem i może w swoich urządzeniach instalować usługi Googla oraz korzystać ze wszystkich technologii. Cała sprawa jest oczywiście grubymi nićmi szyta i amerykanie się jej przyglądają, ale póki co Honor ma się dobrze. I od jakiegoś czasu znów wypuszcza na rynek urządzenia. A że nie muszą one już być słabsze – bo nie ma przecież starszego, lepszego brata – doczekały się w końcu i wyświetlaczy AMOLED i topowej optyki.

Smartfony są sprzedawane w całej Europie. A raczej w prawie całej – bo na liście państw w których jest Honor są chociażby Czechy, Niemcy, Włochy, Francja, Hiszpania, Serbia czy Słowancja, a nie ma Polski. Tak jakby firma nie chciała jednak wchodzić w drogę Huaweiowi walczącemu u nas o przetrwanie… I np. Honor Magic4 Pro czy Honor 50 (który można pomylić z wyglądu z Huaweiem nova 9) kupimy w Europie, a w Polsce nie. Szkoda.

ZTE

Kolejną firmą o której warto napisać, jest ZTE. W Polsce występuje niestety bardziej „wirtualnie” niż faktycznie. Tzn. ma swoją siedzibę, prezesa zarządu i stronę internetową w języku polskim, przez którą można zamawiać jej smartfony. W tym najnowszy, niedawno pokazany ZTE Axon 40 Ultra.

Ale to niestety wszystko. Nie doczekamy się raczej oficjalnej premiery tego modelu w naszym kraju.  A ja z rozrzewnieniem wspominam np. Axona 7 – który był w oficjalnej dystrybucji w Polsce. Model sprzed pięciu lat do dziś moim zdaniem nie ma sobie równych pod względem jakości dźwięku zarówno na głośnikach jak i słuchawkach. Smartfon robił bardzo ładne zdjęcia, miał wyświetlacz AMOLED oraz mega solidną, metalową konstrukcję. Teraz takich urządzeń już się nie robi. Firma nie zwojowała jednak nim ani kolejnymi modelami naszego rynku, głównie ze względu na dość wysokie ceny i małą rozpoznawalność marki. Dlatego na jakiś czas zniknęła, by w zeszłym roku nieśmiało się znów odnaleźć. Osobiście mam nadzieję, że zdecyduje się kiedyś mocniej zaistnieć nad Wisłą, potencjał moim zdaniem jest.

Google

Ostatnią firmą której w Polsce nie ma, choć trochę jest, jest Google. Tzn. technologiczny gigant działa prężnie, ale na dystrybucję smartfonów się nie zdecydował. Mówiąc szczerze nie mam pojęcia dlaczego, z pewnością grono nabywców byłoby spore. Tym bardziej, że i tak dużo osób używa Pixeli (sam jestem jedną z nich), choć są one z założenia upośledzone. Przez brak certyfikacji u rodzimych operatorów nie ma na nich ani 5G, ani VoWiFi ani VoLTE czyli rzeczy które dla wielu użytkowników są kluczowe.

Smartfony nadrabiają systemem a przede wszystkim – jakością zdjęć. To co Google potrafi wyczarować za pomocą oprogramowania wciąż robi wrażenie. Miłośnikom tych urządzeń pozostaje więc zamawianie Pixeli w zagranicznych sklepach (ale z dostawą do Polski) i życzeniowe myślenie, że kiedyś firma zmieni politykę i zacznie zauważać nasz kraj także jeżeli chodzi o smartfony. Zwłaszcza że na tle tego co dzieje się na rynku, telefony są dość sensownie wycenione.

Pieniądze

Na koniec trzeba napisać o pieniądzach właśnie. Więcej firm na rynku oznacza większą konkurencję i walkę o klienta. A to w prosty sposób przekłada się na wycenę urządzeń. Na wojnach cenowych wygrywa konsument. Gdy rynek jest zabetonowany między dwoma, trzema producentami i kilkoma mniejszymi graczami walczącymi o resztki tortu – nie ma co liczyć na cuda. Gdy graczy jest więcej, jest również szansa na jakieś okazje. Dlatego ja cieszę się na wejście do naszego kraju marki Infinix, dzięki temu powinno się coś zadziać w najniższej półce. Podobnie jak było z pojawieniem się realme, które w stosunkowo krótkim czasie wskoczyło na trzecie miejsce w ilości sprzedawanych smartfonów. Firma zdecydowanie najlepiej potrafiła wykorzystać kryzys Huaweia. I coś mi mówi, że ma ambicje na więcej.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy:

felieton