20

Wszystko chcą mi zabrać – nawet sen

Sen? Jaki sen, po co spać, skoro jest tyle lepszych rzeczy do zrobienia: możesz przeczytać książkę, obejrzeć film, pograć na konsoli, nauczyć się czegoś pożytecznego albo... popracować. Szkoda życia na objęcia Morfeusza, wyśpisz się po śmierci (o ile ta nastąpi). Takie uwagi może usłyszeć za kilkanaście-kilkadziesiąt lat człowiek, który najzwyczajniej w świecie będzie chciał się kimnąć. Chociaż za te kilka dekad takie zachowanie nie musi być już czymś zwyczajnym - zagwarantują nam to nowe technologie, rozwój nauki i presja: społeczna oraz wewnętrzna.

Hackowanie życia to spolszczona i może nie do końca udana wersja pojęcia lifehack. Podejrzewam, że większość z Was kojarzy temat, niezorientowanym napiszę, że chodzi o triki, które pozwalają oszczędzić czas, siły, pieniądze w codziennym życiu. Ludzie wprowadzają to hackowanie do swojej pracy, do codziennych obowiązków, ale i przyjemności. Od majstrowania przy czynnościach przechodzą do „oszukiwania” organizmu. I tu zaczyna się robić niebezpiecznie. A do tego nieprzyjemnie.

Nie marnuj czasu, możesz to zrobić bardziej efektywnie

Wczoraj trafiłem na tekst poświęcony wizjom snu za kilka dekad. Futurologów i naukowców spytano o to, jak możemy spać w 2030 czy 2050 roku. Odpowiedzi nie były wielką niespodzianką – będziemy dążyć do optymalizacji snu. Przyczynią się do tego m.in. nowe technologie, które zagoszczą w naszych domach, trafią do łóżek, na nadgarstki czy w piżamy. Sensory różnego typu w połączeniu ze sztuczną inteligencją mogą mierzyć nasze funkcje życiowe podczas snu i tak nami oraz otoczeniem pokierować, by było efektywnie. W efekcie może uda się urwać kilka godzin z tego bezproduktywnego procesu?

W tych wizjach sen przedstawiany jest jako zwyczajne doładowywanie baterii, a to kiedyś będzie przecież można załatwić inaczej. Możliwe, że dosłownie będzie to doładowywanie baterii. Człowiek pokona swoje słabości, gdy owe baterie staną się bardziej pojemne lub będzie je można doładować w krótkim czasie. Sukces! Nie musisz już spać. Albo śpij robiąc coś pożytecznego – w tym czasie możesz się uczyć języków obcych czy pakować do głowy jakieś cenne informacje. Sen, jaki znamy dzisiaj, stanie się zbędny lub przynajmniej niemile widziany.

Tu pojawia się problem, przynajmniej dla mnie: ja po prostu lubię spać. Dzisiaj może nie poświęcam na tę formę rozrywki tyle czasu, co kiedyś, ale nadal uważam to za coś przyjemnego. Człowiek może się rozluźnić na te kilka godzin i ma szansę doświadczyć figli, jakie zaserwuje mu mózg. Po co starać się o czary w ramach rzeczywistosci wirtualnej, skoro dzisiaj to samo może zapewnić realistyczny sen?

Ktoś powie: ok, ale kto ci broni lub będzie bronił spać? W odpowiedzi napiszę, że pewnie sam sobie zabronię. Może się pojawić presja społeczna, a potem i wewnętrzna, by ze snu zrezygnować. Bo to jakieś barbarzyńskie metody regeneracji z analogowej przeszłości. Nie po to technologia, nauka i medycyna szukały sensownych rozwiązań, nie po to nastąpiło hackowanie organizmu, byś teraz miał się wyłamywać.

Hackowanie, czyli oszukiwanie siebie

Czy ten problem dotyczy jedynie snu? Nie, zmiany zaczynają być widoczne np. w przypadku jedzenia. Kolejna czynność, która może przynosić satysfakcję i relaks, zostanie sprowadzona do postaci pakowania w organizm składników odżywczych. Pół godziny na posiłek? Przecież możesz wziąć tabletkę czy zastrzyk. Albo wypić szejka, który zapewni siłę i zdrowie, a który przygotujesz w pół minuty. Bo pochodzi z torebki opracowanej przez osobę albo firmę, dla której hackowanie organizmu i rzeczywistości to cel nadrzędny. Zyskuje się czas. Cenny czas, który można spożytkować w inny sposób.

W tym kontekście można też wspomnieć o prowadzeniu samochodu – autonomiczne pojazdy sprawią, że zyskamy większą swobodę, będziemy mieli więcej czasu dla siebie. To samo z autonomicznym odkurzaczem, zakupami robionymi przez lodówkę, mailami, na które odpowie za nas wirtualny asystent. Wszędzie zdobywamy cenne minuty. I cieszymy się, bo życie się wydłuża. To prawdziwe, takie, o którym możemy w pełni decydować sami. Rzeczywiście tak jest? Rzeczywiście zyskujemy więcej czasu dla siebie czy rodziny? Odnoszę wrażenie, że to hackowanie prowadzi do tego, iż ostatecznie coraz więcej pracujemy. A jeżeli poświęcamy czas sobie, dajemy zarabiać przeróżnym firmom, które najbardziej na tym lifehacku zyskują: nie śpisz, nie jesz, nie odkurzasz i masz kilka wolnych godzin? No to chodź, mamy dla ciebie mnóstwo treści, które możesz obejrzeć. Wcześniej zapłać, w trakcie obejrzyj reklamy, a na końcu kup jakiś produkt w wirtualnym supermarkecie. Masz na to czas, mnóstwo czasu – przecież po to zrezygnowałeś ze snu…