26

Wypakowany pompatyczną akcją finał. “Gwiezdne Wojny – Skywalker. Odrodzenie” – recenzja

Gwiezdne Wojny - Skywalker. Odrodzenie to trzecia, ostatnia część najnowszej trylogii i dziewiąta odsłona sagi o Skywalkerach. To zakończenie historii, która trwa od 1977 roku, gdy po raz pierwszy pokazano w kinach Gwiezdne Wojny. Czy Disney, Lucasfilm i J. J. Abrams stanęli na wysokości zadania i stworzyli godne zakończenie dla całej tej opowieści? Tego dowiecie się z naszej recenzji Gwiezdne Wojny - Skywalker. Odrodzenie pozbawionej spoilerów.

Powrót Gwiezdnych Wojen do kin w 2015 roku był ogromnym wydarzeniem. Pamiętam nie niekończące się kolejki w kinach, gdzie odbywały się jednoczesne pokazy VII epizodu na kilku salach. Ekscytacja sięgała zenitu i choć nie był to idealny film, to powracam do “Przebudzenia Mocy” dość regularnie. Wielokrotnie podkreślałem, że nie przeszkadzała mi w nim powtórka z rozrywki, którą zaserwował nam Abrams, bo 7. część to źródło sporej frajdy, dobrego humoru i produkcji, która ducha Star Wars potrafiła obudzić. Dwa lata później, w 2017 roku otrzymaliśmy “Ostatniego Jedi”, który postawił na głowie część konceptu całej sagi i wprowadził ogromne ilości humoru.

Wróciły Gwiezdne Wojny J. J. Abramsa

Fani Przebudzenia Mocy będą czuli się jak u siebie

Niektórzy uznali to za potrzebne odświeżenie formuły Gwiezdnych Wojen, inni nie mogli znieść naruszenia status quo w tak wielu kwestiach. Gdyby była to oddzielna produkcja w uniwersum Star Wars, uznałbym ten film za naprawdę udany pod tak wieloma względami. Jednak w mojej ocenie „Ostatni Jedi” nie wpisał się zbyt udanie ani w całą sagę, ani w najnowszą trylogię i najwyraźniej podobnie uważa też Abrams, bo już sam początek Gwiezdne Wojny – Skywalker. Odrodzenie pokazuje, że scenarzysta i reżyser kierują historię na inne tory.

Gwiezdne Wojny wypakowane akcją po brzegi

Jeśli wydawało Wam się, że “Ostatni Jedi” był filmem pełnym dynamicznej akcji, to będziecie (mile?) zaskoczeni tempem, w jakim rozgrywa się epizod IX. Ewidentnie widać, że Chris Terrio i J. J. Abrams postanowili nie zwlekać ani sekundy z rozpoczęciem wyjaśniania wszystkich najważniejszych wątków trylogii oraz sagi. Sprawia to, że nie jesteśmy rzuceni na głęboką wodę, lecz na solidny sztorm, w którym jednak nie będziecie mieli trudności się odnaleźć. Dość szybko narzucona zostaje główna linia fabularna filmu, wokół której rozgrywają się późniejsze wydarzenia. Co istotne, ani na sekundę nie spada tempo akcji i w zawrotnym tempie odhaczamy kolejne lokalizacje w galaktyce, czasem nawet szybciej niż kiedykolwiek wcześniej w całej sadze. Abrams wprowadza pewne nowości do Gwiezdnych Wojen, ale robi to z umiarem i w takich sytuacjach na twarzy może pojawić się tylko uśmiech. Ponad 2-godzinny seans mija naprawdę bardzo szybko.

A ten towarzyszy nam przez większość seansu, bo choć Skywalker. Odrodzenie miewa mroczniejsze momenty, to nikt nie zamierzał stworzyć filmu, który będzie dołował widzów. To, co podoba mi się najbardziej, to powrót humoru z “Przebudzenia Mocy” i poprzednich odsłon Gwiezdnych Wojen – subtelnej dawki dowcipów, które nawet w najtrudniejszych dla bohaterów chwilach potrafią rozluźnić atmosferę. Ani razu nie odczułem zażenowania z ich powodu i była to dla mnie miła odmiana w porównaniu do poprzedniego filmu.

W kwestiach realizacyjnych Gwiezdne Wojny – Skywalker. Odrodzenie to oczywiście najwyższa półka. Na każdym kroku widać przeogromny budżet, który pozwolił twórcom (ponownie) pokazać nasze ulubione lokalizacje, ale także nowe miejsca, na których z przyjemnością można zawiesić oko. Jeśli chcecie teraz zapytać, czy odwiedzamy ikoniczne planety i lokacje znane z poprzednich filmów, to chyba nikt nie będzie miał mi za złe, jeśli zdradzę w tym miejscu, że tak właśnie jest. To finał całej sagi, więc jest to w pełni zrozumiałe i było niezwykle łatwe do odgadnięcia jeszcze zanim cokolwiek dowiedzieliśmy się o tym filmie. To właśnie dzięki tym lokalizacjom można poczuć prawdziwą więź filmu z poprzednimi epizodami, szkoda tylko, że to wszystko dzieje się tak szybko, że czasem nie ma po prostu czasu, by się w pełni takim powrotom nacieszyć. Rozbrzmiewająca w tle muzyka to w większości znane nam motywy i melodie, także te, które pamiętamy ze starszych filmów, a które niekoniecznie pojawiały się w nowej trylogii.

Powroty, powroty, powroty…

“Gwiezdne Wojny – Skywalker. Odrodzenie” to oczywiście również powrót wielu znanych z poprzednich odsłon bohaterów. Terrio i Abrams przygotowali dla widzów kilka solidnych niespodzianek, z których większość uważam za bardzo udane pomysły. Nie wiadomo, czy przed powstaniem “Ostatniego Jedi”, w którym ginie Snoke, plan na epizod IX zakładał powrót Dartha Sidiousa, ale dość rozsądne wydaje się sięgnięcie po tę postać w kontekście całej sagi. Nie wiem, czy będziecie w pełni usatysfakcjonowani wyjaśnieniem powrotu Imperatora i jego Imperium, ale to Gwiezdne Wojny, więc wszystko może się wydarzyć.

Na marginesie dodam, że Abrams daje też drugą szansę postaci, z którą Johnson rozprawił się w “Ostatnim Jedi” oraz kilku innym, których uwikłania w całą tę historię moglibyście już się nie spodziewać. Wykorzystanie wcześniej nagranych scen z udziałem Carrie Fisher (Generał Leia) wypadło całkiem nieźle. Abramsowi zgrabnie udało się wpleść je w nową fabułę, ale nie będę ukrywał, że świadomość odejścia aktorki przed wkroczeniem na plan IX epizodu sprawia, że jeszcze dokładniej przyglądałem się tym scenom.

Zamknięcie sagi Skywalkerów

Ostatnie kilka minut “Gwiezdne Wojny – Skywalker. Odrodzenie” to próby zamknięcia całej sagi i zakończenia większości wątków z aż 8 poprzednich filmów. Nie było to łatwe zadanie, tym bardziej, że Disney nie oczekiwało od twórców najnowszych epizodów pełnej współpracy nad scenariuszami pozwalając im działać niezależnie przy każdym z filmów. W efekcie Abrams musiał w pierwszej kolejności rozprawić się z tym, co wydarzyło się w “Ostatnim Jedi”. Moim zdaniem finał epizodu IX – “Skywalker. Odrodzenie” zmierzał w bardzo dobrym kierunku, lecz ostatnie kilka minut nie do końca pokryło się z moją wizją udanego zakończenia trylogii oraz całej sagi, ponieważ wybrano chyba najbardziej oczywiste rozwiązanie ze wszystkich. Moje wrażenie po ostatniej scenie było bardzo konkretne.

Jestem bowiem przekonany, że ci którzy nie byli zadowoleni z tego, co serwowało nam Disney do tej pory, po seansie “Gwiezdne Wojny – Skywalker. Odrodzenie” zdania nie zmienią. Jeśli jednak podobały Wam się dwa ostatnie filmy (lub co najmniej jeden z nich), to IX epizod dobrze wpisze się w ten całokształt. To są nowe Gwiezdne Wojny. Star Wars, jakie powstawały około 40 lat temu już nie wrócą. 

Ocena filmu “Gwiezdne Wojny – Skywalker. Odrodzenie” – 7/10

Zdjęcia: Lucasfilm