Świat

Okej, co tu się właściwie stało? Badaczka mówi o gwałcie na platformie VR

Krzysztof Rojek
30

Ostatnie doniesienia pokazują wyraźnie, że Facebook nie ma sposobu by przeciwdziałać agresywnym zachowaniom użytkowników w VR. Doświadczyła tego jedna z badaczek.

Zakładając Google VR jesteśmy gotowi na to, że komputerowa rzeczywistość, która będzie nas otaczała, będzie przez nasz mózg odbierana bardzo immersyjnie. Nawet, jeżeli wiemy, że to, co jest na ekranie to tylko projekcja, w dalszym ciągu wiele znanych doświadczeń, jak gry czy filmy, można odczuwać zdecydowanie bardziej mając na głowie gogle. Bardziej immersyjna forma rozrywki, jaką zapewnia VR, składania wielu do myślenia, że to co nie wyszło przy projektach takich jak Second Life, może udać się w przypadku projektów takich jak Metaverse. Chodzi tu o kompletny, cyfrowy świat, w którym interakcje pomiędzy ludźmi były przeprowadzane za pomocą Avatarów. Ta utopijna wizja ma jednak jedną znaczącą wadę, o której się głośno nie mówi - za tymi awatarami nie staliby kosmici, tylko ludzie, których spotykamy na co dzień w normalnej rzeczywistości - jadąc tramwajem czy idąc przez miasto.

W związku z tym kwestią czasu było przeniesienie patologicznych zachowań do przestrzeni VR

Historia pochodzi od jednej z badaczek organizacji SumOfUS, która dołączyła do należącej do Facebooka platformy Horizon World i która w raporcie "Metaverse: another cesspool of toxic content" opisała, że jej zdaniem doszło do gwałtu na w rzeczywistości VR. Jak wynika jej zeznać, badaczka została zaproszona a prywatną imprezę na tej platformie, a następnie osoby, które się tam znajdowały, poprosiły ją o wyłączenie ustawienia blokującego możliwość zbliżenia się innych avatarów. To, co nastąpiło później można zobaczyć na krótkim klipie, którym badaczka zdecydowała się podzielić.

Czy to, co się tam działo, zwłaszcza bez czyjejś zgody jest właściwe? Absolutnie nie. Czy to, że takie zachowania się tam pojawiły jest w jakiś sposób szokujące? Również nie. Przemoc słowna czy seksistowskie zachowania wobec kobiet w internecie są przykrą codziennością i spodziewanie się, że takie osoby w jakiś sposób będą trzymały się z dala od platform VR. Z resztą, badaczka SumOfUs nie jest jedyną, która zgłaszała podobne zachowania użytkowników na platformie Horizon. Niestety, moje zdanie w tym temacie jest takie, że wraz z rosnącą popularnością, takie zachowania mogą być jedną z przyczyn złej sławy podobnych projektów. Już teraz uważamy social media za miejsce niebezpieczne, ale trzeba mieć na względzie że w przypadku Facebooka i Instagrama, 95 proc. szkodliwych treści jest odfiltrowywanych zanim je zobaczymy przez specjalne algorytmy albo moderatorów. W przypadku VR nie ma możliwości przeciwdziałać takim zachowaniom.

Oczywiście, trzeba wciąż pamiętać, że mamy do czynienia z rzeczywistością wykreowaną, a nie realną. Nikt nas do bycia w VR (czy też w rozszerzeniu - w social mediach) nie zmusza. A jako, że jak widać administratorzy nie mają kontroli nad tym, co dzieje się na ich platformie, to niestety, ale wydaje się, że jedyną obroną przed takimi zachowaniami jest po prostu... zdjęcie headsetu. I to na stałe. Tak, też jestem zdania, że na takie zdarzenia nie powinno być przyzwolenia, ale jestem realistą. Dopiero, gdy Facebook zauważy, że stanowią one poważny problem, odstraszają ludzi i robią czarny PR ich usługi, zdecyduje się on na coś więcej niż tylko oświadczenie, że zajmują się sprawą. Oczywiście, można także obwiniać ofiary (ponieważ mogły zdjąć headset wcześniej, ponieważ mogły nie włącząć funkcji zbliżania się) ale wtedy wpadamy w dokładnie tę samą narrację, co przy ofiarach realnego molestowania.

Jestem bardzo ciekaw, czy w najbliższym czasie będziemy słyszeć więcej informacji o podobnych sprawach. Moim zdaniem - tak. Dziś wiemy, że kontekście interakcji klasyczne social media potrafią być szambem pełnym wyzwisk, pyskówek, stalkingu i wielu gorszych rzeczy. Dlaczego social media VR miałyby być pod tym względem inne?

Źródło

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu