16

Grzegorz, co Ty wiesz o graniu…

Grzegorzu (to już kolejny zwrot do Ciebie, a wpis dopiero się zaczyna), jeden z Twoich ostatnich tekstów wywołał spore poruszenie – zwłaszcza w szeroko pojętej „branży”. Nie ulega wątpliwości, że Antyweba czyta mnóstwo osób, które lubią rozrywkę w postaci gier. Dajmy im zatem to, na co liczą – fachowe testy. Nie wiem, czy wyścigi (to […]

Grzegorzu (to już kolejny zwrot do Ciebie, a wpis dopiero się zaczyna), jeden z Twoich ostatnich tekstów wywołał spore poruszenie – zwłaszcza w szeroko pojętej „branży”. Nie ulega wątpliwości, że Antyweba czyta mnóstwo osób, które lubią rozrywkę w postaci gier. Dajmy im zatem to, na co liczą – fachowe testy. Nie wiem, czy wyścigi (to nazwa umowna – mam nadzieję, że nikogo nie doprowadziłem tym do białej gorączki lub łez) zajmują numer jeden na liście popularności, ale od czegoś trzeba zacząć. Mam nawet pewną propozycję, która może zainteresować Ciebie, kolegów z AW i Czytelników.

Nie wiem, czy kojarzysz firmę FMCG International – ja usłyszałem o niej po raz pierwszy, ale natychmiast zrobili na mnie spore wrażenie. Panowie (choć nie wykluczam, iż przy projekcie pracowały także przedstawicielki płci pięknej – wszak i one lubią szybką jazdę) stworzyli symulator bolida F1. Już na pierwszy rzut oka widać, że firma podeszła do sprawy profesjonalnie – produkt wygląda jak prawdziwy bolid. Do dyspozycji użytkownika są m.in. trzy monitory (23-calowe), zestaw głośników, a rolę silnika pełni w tym przypadku komputer z procesorem Intel Core i7. Do tego dorzucono 16 GB pamięci operacyjnej, odpowiedni dysk twardy i zasilanie oraz bezprzewodowe klawiaturę i myszkę. Całość pracuje z Windows 7. Jeżeli to Cię nie przekonało, to przejdę do samego odwzorowywania szczegółów.


Konstruktorzy dbają o to, byś był zadowolony z ich produktu, więc dostosują kokpit do Twoich rozmiarów, po stworzeniu wymarzonego modelu (proces trwa ponoć do 18 tygodni), pojawią się z nim u Ciebie w domu i pokażą, jak to wszystko działa: co można dotykać, a czego lepiej nie ruszać, bo jeszcze uszkodzisz siebie albo maszynę. Zastosowano prawdziwe opony Pirelli, a nawet hamulce, ale pełnią one jedynie funkcje wizualne – i tak nigdzie się nie przemieścisz bolidem. Przynajmniej w realu. W wirtualu możesz się wcielać w kierowców różnych teamów F1 i śmigać po tych samych torach, po których swego czasu krążył Robert Kubica (i miejmy nadzieję, że na nie wróci). Wiadomo już, z czym mamy do czynienia – czas na chytry plan.

Skoro ludzie zarzucają Ci, że „skopałeś” tamtą recenzję i nie przyłożyłeś się jak należy, to zainwestuj w ten sprzęt – przecież on powinien zapewniać taką frajdę, że nie wyjdziesz z niego, nawet wtedy, gdy gra będzie mizerna. I już nikt nie powie, że poświęciłeś zagadnieniu zbyt mało czasu. Zachęcam Cię także do inwestycji w kilka modeli – roześlesz je nam, by każdy mógł napisać swoją recenzję. A jeden można przeznaczyć na nagrodę dla Czytelnika, który najciekawiej skomentuje wszystkie recenzje, a potem napisze własną.

Być może powiesz (napiszesz), że to trochę droga impreza (jeden symulator kosztuje 89 999 funtów), ale jestem przekonany, iż przy większych zakupach możesz liczyć na rabat. Użytkownicy są podobno zachwyceni, więc moim skromnym zdaniem, nie ma się and czym zastanawiać. Kiedy już podejmiesz jedyną słuszną decyzję w tej sprawie, prosiłbym Cię o w miarę szybką informację, bym mógł przygotować trochę wolnej przestrzeni dla tej „atrakcji” (po tylu latach przebiję kolegów ze szkoły, którzy chwalili się kierownicami). Ale będzie się działo!

Źródło grafiki: cda.pl