Gry

Kochasz westerny, ale szkoda Ci 250 zł na Red Dead Redemption 2? Podpowiadamy w jakie gry o kowbojach zagrać

PW
Paweł Winiarski
26

Premiera Red Dead Redemption 2 już w piątek 26 października, więc dosłownie za chwilę. Nie każdy jednak chce wydać ponad 250 złotych na premierową produkcję i zdecyduje się poczekać na pierwsze przeceny. No, ale klimat westernu woła. Cóż, mamy pewną radę - można sprawdzić starsze produkcje, które fajnie oddały klimat Dzikiego Zachodu.

Red Dead Redemption

Oczywiście nie mogę nie zacząć od największej perełki w tym zestawieniu, czyli Red Dead Redemption. Niesamowita, epicka wręcz historia przygód Johna Marstona, który musi mierzyć się z trudami życia na Dzikim Zachodzie. Red Dead Redemption jest nazywane takim Grand Theft Auto na dzikim zachodzie - i choć oczywiście to duże uproszczenie, to porównanie jest jak najbardziej trafione. RDR, podobnie jak sztandarowa produkcja Rockstar, zachwyca, oczarowuje i wciąga na długie godziny. To bez wątpienia najlepsza westernowa gra, jaka kiedykolwiek pojawiła się na rynku. Tę produkcje zdeklasuje dopiero Red Dead Redemption 2.

Oddworld: Stranger’s Wrath

Poprzednie odsłony serii były klasycznymi platformówkami, tym razem pokuszono się o coś na kształt miksu skradanki ze zręcznościówką i grą akcji. Akcja nie przenosi nas na Dziki Zachód, a raczej do dziwnego uniwersum, który Dziki Zachód przypomina. W Stranger's Wrath wcielamy się w łowcę nagród, który postanawia poświęcić swoje życie na łapanie rzezimieszków - oczywiście nie za darmo. Lubię kiedy jakaś produkcja wprowadza charakterystyczną broń, wtedy tytuł dłużej zostaje mi w pamięci - Oddworld: Stranger's Wrath ma taki smaczek w postaci dziwnej, strzelającej podwójnie kuszy.

Call of Juarez: Gunslinger

Bardzo u dana produkcja polskiego studia Techland (choć pewnie większość z Was zna tę ekipę za sprawą Dying Light), które w okolicach premiery gry uważane było za ekipę, która znalazła dla siebie doskonałą niszę, właśnie westernową. Call of Juarez: Gunslinger to FPS, czyli strzelanka z widokiem pierwszoosobowym - wcielicie się w niej w Silasa Greavesa, łowcę nagród który postanawia złapać sławnych łotrów Dzikiego Zachodu. Z tej produkcji najbardziej zapamiętam ciekawy i oryginalny sposób opowiadania historii - ale produkcja Techlandu charakteryzowała się też bardzo dobrą oprawą i fajnym mechanizmem strzelania.

Mad Dog McCree

Leciwy klasyk, który pewnie trochę trudno będzie dziś przetrawić, jednak warto - z dwóch powodów. Po pierwsze fajnie oddaje trochę niepoważny klimat Dzikiego Zachodu, po drugie pokazuje jak długą drogą przebyły gry. Produkcja American Laser Games to strzelanka na szynach, w dodatku taka, w której wykorzystano zarejestrowanych prawdziwą kamerą aktorów i tła. Na początku lat 90. ubiegłego wieku robiła piorunujące wrażenie, zacierając granice między grą a filmem. Dziś oczywiście będzie raczej budzić uśmiech, ale wciąż warto po nią sięgnąć.

Hard West

Jak widać Polacy bardzo lubią klimaty Dzikiego Zachodu, bo Hard West to produkcja naszego rodzimego studia CreativeForge Games. Nie jest to w stu procentach oddanie historycznego świata, raczej zgrabne połączenie westernu i klimatów fantasty. Co ciekawe, w przeciwieństwie do wymienionych wyżej gier, Hard West nie jest akcyjniakiem, ale strategią turową. Zaskoczeni? Niepotrzebnie, gra jest na tyle dynamiczna, że na pewno nie będziecie się przy niej nudzić.

Fistful of Frags

Początkowo była to jedynie modyfikacja do Half-Life 2, która przerodziła się w samodzielną sieciową strzelankę FPP rozgrywającą się na Dzikim Zachodzie. I choć ołowiem plusie się fajnie, jest sporo znanych i popularnych trybów (takich, jak na przykład deathmatch czy deathmatch drużynowy), to gra cały czas sprawia wrażenie niedopracowanej i może razić błędami. Ale rozgrywka jest na tyle fajna, że jeśli lubicie klimaty rewolwerowców, warto spróbować.

Gun

Często zahaczająca o prawdziwe historie strzelanka firmy Neversoft Entertainment. Wcielicie się w niej w niejakiego Caltona White'a, który chce pomścić śmierć swojego ojca. I choć oprawa z 2005 roku może już trochę razić w oczy, to bardzo płynna animacja wciąż robi wrażenie...no i gra się po prostu bardzo przyjemnie. Ciekawa podróż na Dziki Zachód.

Outlaws

Klasyk z 1997 roku autorstwa firmy LucasArts. I choć grę napędza silnik znany z leciwego Dark Forces, a gra ma ponad 20 lat to wciąż może się podobać - szczególnie, że od lat nikt nie robi już takich produkcji. Na szczególną uwagę zasługuje bardzo zgrabnie i dynamicznie opowiadana historia, gdzie wcielimy się w szeryfa Jamesa Andersona, emerytowanemu stróżowi prawa, któremu tytułowe bandziory zabiły żonę i porwały córkę. Chyba możecie się domyślić, że rewolwerowiec z dużym życiowym doświadczeniem nie puści tego płazem. Jeśli lubicie klasyki i Dziki Zachód - pozycja obowiązkowa.

To co? Kupujecie któryś z tych tytułów, czy jednak wybieracie Red Dead Redemption 2?

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu