30

Groupon w tarapatach. Mogą ze łzami w oczach wspominać propozycję Google

Nie dalej jak 1,5 roku temu Google złożyło Grouponowi propozycję, która wywołała spore poruszenie na rynku: przejęcie za 6 mld dolarów. Prawdziwą konsternację wywołała jednak odpowiedź założyciela portalu – Andrew Masona: nie był on zainteresowany takim rozwiązaniem. Ostatnie dni pokazały, że mógł to być wielki błąd – Groupon szybko traci na wartości, a akcjonariusze zadają […]

Nie dalej jak 1,5 roku temu Google złożyło Grouponowi propozycję, która wywołała spore poruszenie na rynku: przejęcie za 6 mld dolarów. Prawdziwą konsternację wywołała jednak odpowiedź założyciela portalu – Andrew Masona: nie był on zainteresowany takim rozwiązaniem. Ostatnie dni pokazały, że mógł to być wielki błąd – Groupon szybko traci na wartości, a akcjonariusze zadają sobie pytanie, czy jeszcze leci z nimi pilot? Leci?

Wspominaliśmy dzisiaj o przejęciu na polskim ryku zakupów grupowych – Polskapresse stała się właścicielem Grupera, drugiego co do wielkości gracza w tym sektorze w Polsce. Nie obserwowaliśmy jednak walki o tę firmę. Wręcz przeciwnie – cała sprawa została załatwiona niejako na zapleczu rynku, a przejęciu nie towarzyszyły fajerwerki i zapowiedzi bujnego rozwoju. Pojawiły się natychmiast pytania o przyszłość Grupera i całego sektora. A gdzie szukać na nie odpowiedzi, jeśli nie u źródeł, czyli w założonym cztery lata temu Grouponie?

Ostatnie dni to prawdziwe biczowanie firmy na amerykańskiej giełdzie. W piątek jej akcje potaniały o ponad 9%, a wczoraj o kolejne 8%. W ciągu tygodnia kapitalizacja skurczyła się aż o 25% – to już nie są spadki, lecz prawdziwy pogrom. Co nagle spowodowało tak gwałtowny spadek wyceny firmy? Otóż zakończeniu uległ właśnie lock-up, czyli zobowiązanie głównych udziałowców do niesprzedawania swych akcji. Inwestorzy zdają sobie sprawę z tego, że starzy akcjonariusze zapewne będą chcieli szybko upłynnić swoje papiery wartościowe i zarobić na tym biznesie, nim będzie za późno. A wszystko zapowiadało się tak pięknie…

Groupon wszedł na giełdę na początku listopada ubiegłego roku. Cena emisyjna akcji firmy wyniosła 20 dolarów, co oznaczało poważny wzrost w porównaniu do wspominanych wcześniej 16-18 dolarów. Akcjonariusze nie mogli sobie chyba wyobrazić lepszego startu – na otwarciu akcje zdrożały o ponad 40%, w trakcie sesji przekroczono nawet próg 50%, a notowania zakończono ze świetnym wynikiem ponad 30% na plusie. Jednego dnia kapitalizacja spółki wzrosła z poziomu 12,8 mld dolarów do 16 mld dolarów, a przez chwilę wyceniano ją nawet na 19 mld dolarów. Stosunkowo szybko miało się jednak okazać, że to koniec dobrych informacji – potem było już tylko gorzej.

Po zakończeniu piątkowej sesji kapitalizacja Groupona wynosiła 6,3 mld dolarów i tym samym zbliżono się do kwoty, jaką pod koniec 2010 roku zaoferowało Google. Nie ulegało wątpliwości, iż niebawem wycena może spaść poniżej tego progu i stało się to stosunkowo szybko – wczoraj na zakończenie sesji spółka warta była już „zaledwie” 5,8 mld dolarów. Panowie Brin i Page powinni mieć teraz mieć niezły ubaw. Jednocześnie akcjonariusze Google mogą być wdzięczni, że 1,5 roku temu do transakcji nie doszło – okazuje się bowiem, że zakupy grupowe wcale nie muszą być kurą znosząca złote jaja.

Jeszcze kilkanaście miesięcy temu na rynku trwało prawdziwe szaleństwo wycen firm związanych z tym sektorem. W I kwartale 2011 roku pojawiały się analizy, w których Groupona wyceniano na kilkanaście, a nawet na grubo ponad 20 mld dolarów. Stosunkowo szybko okazało się jednak, że przyszłość zakupów grupowych jest dość niepewna. Serwisy tego typu powstawały niczym grzyby po deszczu (w tym także w Polsce), ale z czasem ludzie po prostu znudzili się tą formą oszczędzania (choć w wielu przypadkach owe oszczędności są co najmniej sporną kwestia) i powiedzieli pas. Być może się mylę i Groupon zaskoczy nas czymś nowym albo ludzie zwariują na punkcie promocji tego typu, ale na dzień dzisiejszy nic na to nie wskazuje. Póki co wszystkich bije po oczach, iż na przestrzeni siedmiu miesięcy akcje Groupona potaniały o ponad 65%.

Przy okazji spadków wartości akcji tej firmy wszyscy przypomnieli sobie o innym wielkim przegranym ostatnich tygodni – Facebooku. W ciągu dwóch tygodni kapitalizacja imperium Zuckerberga spadła o 30% i pojawiają się już pytania, jak sprawa będzie się przedstawiała, gdy zakończy się lock-up tej korporacji…?

Foto: 1,2