Gry

Gram w stare gry na najnowszej konsoli i myślę sobie, że one powinny tak działać od początku

Kamil Świtalski
9

Nowa generacja konsol ruszyła. Im dłużej gram na niej w usprawnione gry z poprzedniej generacji, tym bardziej dociera do mnie że... tak być nie powinno. I nie — nie mam tu na myśli wyjątkowo biednej biblioteki gier na starcie a fakt, że te tytuły powinny tak dobrze działać w dniu swojej premiery. A nie kilka, kilkanaście czy nawet kilkadziesiąt (!) miesięcy później.

Od kilku dni zagrywam się w Devil May Cry 5 Special Edition na Xbox Series X. Fenomenalny slasher, który tak naprawdę debiutował już na poprzedniej generacji. Tym razem dostaliśmy jego usprawnioną wersję: z nowym trybem, nowym bohaterem i... graficznymi wodotryskami. Bo jest wyraźnie lepiej, gra robi użytek z bajerów oferowanych na nowej generacji sprzętu — chociaż to jeden z tych tytułów, który od początku chwalony był za optymalizację. Gra nie była idealna, acz jeżeli sprawdzicie materiały porównawcze czterech konsol poprzedniej gen: Xbox One, Xbox One X, PlayStation 4 i PlayStation 4 Pro okaże się, że — na tle lwiej części — były to raptem drobne niedoskonałości... no chyba, że chodzi o walkę z bossami. Tam moje premierowe PS4 tak bardzo zawodziło, że ostatecznie grę skończyłem na gamingowym PC.

Ale Devil May Cry 5 to jedna z tych gier, do których wraca się z przyjemnością. Wspomniany komputer gamingowy szybko musiałem pożegnać, a skoro nadarzyła się okazja zagrania na nowej konsoli — chętniej z niej skorzystałem. Tym bardziej, że można poszaleć z rozdzielczością (do 4K), Ray Tracingiem, HDR... a nawet 120 klatkami na sekundę. To po prostu działa. Jest jednak pewno "ale" — nie można mieć wszystkiego jednocześnie. Zgodnie ze wcześniejszymi zapowiedziami, twórcy gry dali nam wybór:

  • 4K @ 30FPS + Ray Tracing
  • 1080p @ 60FPS + Ray Tracing
  • 4K @ 60FPS (bez Ray Tracingu)
  • nawet do 120FPS (bez Ray Tracingu).

I kompromisy są super — bo każdy może wybrać formę, która mu najbardziej odpowiada. Na poprzedniej generacji sprzętowej nie mogliśmy sobie gry zeskalować (tak, wolałbym 720p płynne zawsze, niż 1080p które w sumie działa, ale właściwie to nie zawsze), teraz każdy może grać na własnych zasadach. I choć naprawdę doceniam wszystkie nowości oferowane w wersji Special Edition, to gdybym miał "zwykłą" wersję, po tę bym już nie sięgnął. Gdyby naszła mnie ochota na powrót, po prostu zajrzałbym do biblioteki i pobrał grę na nową konsolę, albo wrzucił płytkę do czytnika. Ale nie mam jej ani w bibliotece, ani na półce — bo działała niesatysfakcjonująco, więc znalazła nowy dom. Mam nadzieję, że komuś sprawiła radość.

Devil May Cry 5 to dobry przykład, ale obawiam się, że wkrótce dziesiątki innych gier zadziała jak powinno. A za część trzeba będzie zapłacić

I choć nie brakuje gier które dostają darmowe łatki by skorzystać z mocy drzemiącej w nowej generacji konsol, to nie jest to reguła. Tak jak początek minionej generacji to była niekończąca się fala remasterów, tak teraz nadchodzi lawina aktualizacji. I w chwili publikacji tego wpisu — lwia część jest darmowa. Ale wierzę w to, że tylko kwestią czasu jest, aż to się zmieni. W gronie tytułów w których za aktualizację trzeba zapłacić znalazły się m.in. NBA 2K21 czy Call of Duty: Black Ops - Cold War. No i nie zapominajmy o aktualizacji dla Control, która wzbudziła spore kontrowersje. Bo gracze, owszem, będą moli za darmo cieszyć się lepszym wydaniem, ale tylko pod warunkiem, że posiadają "Ultimate Edition". Posiadanie "zwykłej" wersji i wszystkich dodatków (które składają się na UE) nie wystarcza. Czyli, de facto, lwia część zainteresowanych musiała zakupić grę na nowo.

I choć mogę w sporym stopniu usprawiedliwić gry, które faktycznie dostają lepsze wersje: bardziej rozbudowane, z wyższą rozdzielczością (te wszystkie poprawki nie biorą się znikąd), to mam w tym temacie jedno spore "ale". Bo wiele z tych nowości to tak naprawdę żadna rewolucja, a rzeczy od jakiegoś czasu (czasem nawet latami) dostępne były na mocnych PC. I z mojej perspektywy wygląda to tak, jakby wydawcy sobie pokpili z graczy każąc im czekać nawet kilka lat dłużej na wydanie, które działa równie dobrze / wygląda równie pięknie, co tam. Można powiedzieć że wcześniej brakowało mocy? No tak, można. Ale równie dobrze można powiedzieć, że poszli na łatwiznę — bo wiele studiów pokazało co potrafiły sprzęty przemijającej generacji kiedy wyciśnięto z nich ostatnie soki.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy: