32

Recenzja Xbox Series X. Czy to jest najlepsza konsola na rynku?

Microsoft kontratakuje. Xbox Series X ma być najmocniejszą, najbardziej wszechstronną i oferującą najwięcej konsolą nowej generacji. I choć trudno mówić o rewolucji, to nie da się ukryć, że wizualnie i na papierze wydaje się po prostu lepszy od konkurencji. Czy jednak to wystarczy, żeby podbić rynek i odwrócić układ sił na rynku konsol?

Xbox Series X lub, jak to wolę go nazywać, Xbox X, to droższa ale i mocniejsza spośród dwóch nowych konsol Microsoftu. Ma ona wprowadzać nas do zupełnie nowego świata gier, oddając do dyspozycji rozwiązania wcześniej niespotykane w konsolach. I choć pewnie nie zrobi wrażenia na pecetowych graczach dysponujących najpotężniejszym sprzętem, nie mam wątpliwości, że będzie w stanie zagwarantować ogrom fantastycznych doświadczeń.

Xbox Series X – specyfikacja

Xbox Series X
CPU 8-Core AMD Zen 2 CPU @ 3,8 GHz 3,6 GHz z SMT
GPU AMD RDNA 2 GPU 52 CU @ 1,825 GHz
Moc GPU 12 teraflopów
Proces technologiczny Custom 7 nm Enhanced
RAM 16 GB GDDR6 RAM, 10GB @ 560 GB/s, 6 GB @ 336GB/s
Planowana wydajność 4K@ 60 FPS, możliwe nawet 120 FPS
Dysk 1 TB PCIe Gen 4 NVMe SSD o przepustowości 2.4 GB/s (surowa), 4.8 GB/s (skompresowana). Dla użytkownika 802 GB
Rozbudowa dysku 1 TB NVMe karta od Seagate lub inny dysk pod USB 3.2 ale tylko dla starszych gier
Wsteczna kompatybilność Tak — dostęp do gier z Xbox One, Xbox 360, Xbox, a ponadto wsparcie dla kontrolerów i akcesoriów
Napęd optyczny 4K UHD Blu-Ray
Wyjście wideo HDMI 2.1
Sugerowana cena 2249 zł

Xbox Series X – recenzja wideo

Wygląd

Teoretycznie wygląd odgrywa marginalną rolę w przypadku konsoli, która przecież i tak stoi sobie cały czas pod telewizorem. Nie tym razem. Obie z nowych konsol zostały zaprojektowane głównie pod kątem ustawienia w pionie. I choć da się je ustawić również poziomo, wygląda to niezbyt atrakcyjnie. Xbox Series X przez swoją grubość pewnie też w wielu szafkach pod TV się po prostu nie zmieści.

Ale może to i lepiej? Ta konsola jest po prostu tak ładna, że szkoda by było ją chować w szafce. Niby nic szczególnego – czarny klocek. Ale minimalistyczny design, matowa czerń, agresywny grill na wierzchu z zielonymi akcentami sprawiają, że Xbox Series X przykuwa wzrok i jest po prostu ładny. Nie da się tego powiedzieć o konkurencyjnym PlayStation 5 (a przynajmniej mnie nie przejdzie przez gardło).

Więcej na temat samego wyglądu pisałem przy okazji pierwszych wrażeń dotyczących Xboksa Series X, gdzie oczywiście Was odsyłam.

Minusy? Największym jest to, że obudowa zbiera bardzo łatwo odciski palców. Wystarczy chwila nieuwagi i nasza konsola wygląda jak po tygodniowej ekspozycji w markecie z elektroniką.

Drugi to niezbyt dobre przystosowanie konstrukcji do stawiania poziomo, o czym już wspomniałem wcześniej. Teoretycznie mamy na jednym z dłuższych boków nóżki, ale okrągłej podstawy nie odkręcimy, więc XsX w tej formie wygląda nieco komicznie.

Kontroler

Kontroler doczekał się pewnych usprawnień, choć i tutaj nie uświadczymy rewolucji. I z tym akurat się zgadzam, bo po co rewolucjonizować coś, co już wcześniej było bliskie ideału. Nowy pad zatem wyposażono w dodatkowy przycisk share na środku oraz wygodniejszy krzyżak (przypominający trochę ten z kontrolerów Elite), a na jego spodzie zastosowano chropowatą teksturę, która znacznie poprawia chwyt. Nieco lepiej pracują też bumpery, a spusty doczekały się matowego wykończenia. Pojawił się też port USB-C.

Pad w dalszym ciągu zasilany jest przez baterie AA. Mnie to przekonuje – kupiłem dwa zestawy akumulatorków i po prostu w trakcie grania je sobie wymieniam na nowe – nie muszę podłączać kabla, bo zawsze pod ręką mam drugą parę naładowanych “paluszków”. Zdania są jednak podzielone i wiele osób wolałoby, żeby kontrolery do Xboksa miały zintegrowaną baterię. Cóż, nie tym razem.

Co w środku?

Sercem konsoli jest procesor AMD Ryzen Zen 2, na który składa się 8 rdzeni pracujących z maksymalną częstotliwością 3,8 GHz (3,66 GHz z SMT). Za grafikę odpowiada natomiast układ bazujący na architekturze RDNA 2 o wydajności na poziomie 12 teraflopów. I choć niektórym z Was nic to nie powie, trzeba zaznaczyć, że GPU ma aż 3328 procesorów strumieniowych, a jego taktowanie wynosi 1825 MHz. Całość wykonano w procesie technologicznym 7 nanometrów.

A to oczywiście nie wszystko, jeśli chodzi o specyfikację. Xbox Series X posiada 16 GB pamięci GDDR6, z czego 10 GB o przepustowości 560 GB/s, a 6 GB o przepustowości 336 GB/s). Nasze gry i aplikacje będziemy instalować natomiast na dysku SSD NVMe o pojemności 1 TB, który ma być aż 40-krotnie szybszy od dysku w Xboksie One. W praktyce do dyspozycji otrzymujemy 802 GB przestrzeni. 

Jeśli to dla nas za mało, konsolę wyposażono w specjalne gniazdo na dodatkowe nośniki SSD NVMe wyglądem przypominające kartridże. Póki co na rynku dostępne są tylko modele Seagate o pojemności 1 TB w cenie ok. tysiąca złotych. Mają one być tak samo szybkie, jak wbudowany SSD. I jestem przekonany, że większość z posiadaczy Xboksa prędzej czy później je kupi. Rozmiary gier rosną (nowe Call of Duty na XsX ma pochłaniać 136 GB) w zastraszającym tempie.

W ostateczności pozostaje nam USB 3.2, do którego podłączymy dysk zewnętrzny. Ale tu czeka nas niespodzianka, bo na takim dysku nie zainstalujemy gier przeznaczonych (w tym tych upgrade’owanych) na najnowszą generację – po prostu jest za wolny. 

Co ciekawe, jeśli mieliśmy wcześniej zewnętrzny dysk podłączony do Xboksa One i teraz “przepniemy” go do portu USB nowego Xboksa X – wszystkie zainstalowane na nośniku gry będą działały normalnie. Kompatybilność wsteczna od Microsoftu to wspaniała sprawa.

Dysk SSD nowego Xboksa jest fundamentem rozwiązania, które Microsoft nazwał Xbox Velocity Architecture. Składają się na nie jeszcze sprzętowo akcelerowany mechanizm dekompresji danych, API DirectStorage skracające czas operacji na plikach, a także Sampler Feedback Streaming odpowiadający za dynamiczne dostosowywanie rozdzielczości tekstur.

To wszystko ma sprawiać, że niektóre gry na Xboksie Series X mają działać w rozdzielczości 4K nawet w 120 klatkach na sekundę. Ale powiedzmy sobie szczerze – będzie to raczej mniejszość.

Dość jednak teorii. Jak to wszystko spisuje się w praktyce?

Xbox jeszcze nigdy nie działał tak dobrze. Trudno w to uwierzyć, ale interfejs konsoli nigdy nie był tak płynny jak obecnie. Dopiero teraz zdałem sobie z tego sprawę, jakim koszmarem było nawigowanie po sklepie i ekranach menu na Xboksie One – w tym na jego ulepszonej wersji One X. I to dość smutny wniosek, bo musieliśmy czekać na 12 teraflopów, żeby ekran domowy w Xboksie zaczął działać płynnie…

Sam interfejs nie uległ jednak większym przeobrażeniom. Największą zmianą jest właściwie sklep z grami, który zaprojektowano całkowicie od nowa. I trzeba przyznać, że UX-owcy spisali się na medal, bo przeglądanie zawartości i kupowanie stało się o niebo przyjemniejszym doświadczeniem. Warto jednak dodać, że nowy sklep trafił też do posiadaczy starych konsol.





Największych różnic powinniśmy zatem szukać w grach. Tych jest póki co zaledwie kilka – większość to produkcje obecne już na rynku, które otrzymają (lub otrzymały) aktualizacje z efektami graficznymi lub trybem 120 FPS wykorzystującym możliwości nowej konsoli. Mam tutaj na myśli takie tytuły jak Forza Horizon 4, Gears 5, Ori and the Will of the Wisps czy Sea of Thieves. Wśród gier Xbox Game Studios mamy też jedną nowość – to turowa strategia Gears Tactics, która dotąd była dostępna wyłącznie na PC.

Jeżeli chodzi o głośne produkcje zewnętrznych deweloperów, na premierę zagramy w Watch Dogs: Legion, Assassin’s Creed: Valhalla oraz Dirt 5. Ten ostatni ma nawet działać w 120 FPS. Na resztę przyjdzie nam poczekać. Niektóre gry, jak FIFA 21 czy Destiny 2: Beyond Light otrzymają nextgenowe aktualizacje w grudniu. Na inne, jak np. Avengers poczekamy nawet do lutego. W każdym razie tych produkcji ma stale przybywać i dopiero z czasem tak naprawdę przekonamy się, na co stać Xboksa Series X.

Póki co jest bardzo dobrze. Gry wczytują się zdecydowanie szybciej (co jednak nie znaczy, że ekrany ładowania zniknęły całkowicie – są i to czasem zaskakująco długie). Do płynności działania nie można mieć żadnych zarzutów, a pozytywne wrażenie potęgują funkcje takie, jak Quick Resume – pozwalające na coś w rodzaju uśpienia gry i powrotu do niej w dowolnym momencie zupełnie tak, jakbyśmy jej nigdy nie wyłączali.

Tutaj od razu warto też podkreślić, że do grania w 120 FPS będziemy potrzebowali odpowiedniego telewizora z obsługą formatu 4K 120Hz oraz HDMI 2.1. Pochwalić się tym mogą wyłącznie nowsze modele – głównie z 2019 i 2020 roku. My testowaliśmy konsolę na telewizorze LG OLED GX, któremu pod tym względem nie brakuje niczego.

Oczywiście nie można zapominać, że konsole Xbox to również potężne maszyny multimedialne. Dotąd mogliśmy na nich instalować m.in. Netfliksa, YouTube, Spotify, Plex czy Kodi. Teraz dojdą jeszcze Apple TV, Disney+, HBO Max, i wiele innych. Oczywiście idzie to w parze z pełnym wsparciem dla takich technologii jak Dolby Vision czy Dolby Atmos. Tym samym posiadając Xboksa, nie musimy szukać żadnej dodatkowej przystawki telewizyjnej. Szkoda tylko, że konsolą nie zainteresowali się jeszcze żadni polscy dostawcy treści (Player, Ipla, WP.tv) – oby to szybko uległo zmianie.

I to ciągle nie wszystko, jeśli chodzi o możliwości Xboksa, bo trzeba dodać do tego jeszcze obsługę niektórych aplikacji z Windows Store (np. Fitbit Coach, VLC). Niewykluczone, że po premierze nowej generacji będzie ich przybywać.

Kulturę pracy Xboksa Series X póki co należy ocenić raczej pozytywnie. Konsola rzeczywiście robi się dość ciepła w trakcie grania. Czy jednak gorąca? To kwestia indywidualnej percepcji. Wynika to głównie z faktu, że cały wierzch obudowy to jeden wielki wylot gorącego powietrza. Z drugiej strony w trakcie pracy nowy Xbox pozostaje praktycznie niesłyszalny. Dla posiadaczy Xboksów One to nic nowego, ale jeżeli ktoś przesiada się z PS4, będzie pewnie zszokowany.

Dla kogo Xbox Series X?

Xbox Series X to świetna konsola. Z całą pewnością za 2250 złotych, które kosztuje, nie złożylibyśmy peceta do gier o takich możliwościach. Na poznanie ich w pełni przyjdzie nam jednak jeszcze chwilę poczekać. Póki co wiadomo jednak, że potencjał, jaki drzemie w tym pudełku, jest bardzo duży. Być może nawet na tyle, by zmotywować niektórych do wymiany telewizora. 

Zdecydowanie daje się odczuć dużą różnicę względem poprzednika. Ray Tracing w grach wygląda znakomicie, a w funkcji Quick Resume już zdążyłem się zakochać. Z drugiej strony interfejs, pad i cała otoczka pozostały praktycznie bez zmian, więc przesiadka ze starego Xboksa wydaje się dość płynna i sprowadza głównie do doświadczeń w grach.

A te będą z każdym kolejnym miesiącem i każdą kolejną premierą (oraz aktualizacją) coraz lepsze. Nie zapominajmy też o jednym z największych atutów Xboksa – abonamencie Game Pass, w ramach którego dostajemy dostęp do obszernej biblioteki produkcji (w tym również opcję grania w gry streamowane z chmury na smartfonach i tabletach). 

Niezwykle ciekawie zapowiada się też przyszłość. Microsoft dokonał kilku zakupów (w tym przejął Bethesdę za astronomiczne 7,5 mld dolarów), co jest niejako pewną deklaracją, że gier zaprojektowanych specjalnie pod Xboksa (i Windows) nie zabraknie.

Plusy:

+ Świetnie wygląda

+ Fenomenalny pad stał się jeszcze lepszy

+ Game Pass

+ Pełna kompatybilność wsteczna

+ Mnóstwo aplikacji VOD i nie tylko

+ W środku drzemie ogromny potencjał…

Minusy:

– …ale czy na tyle duży by nie powtórzyć błędów minionej generacji?

– Obudowa łatwo zbiera odciski palców i źle wygląda przy poziomym ustawieniu

– Niezbyt rewolucyjne zmiany w oprogramowaniu

– 1 TB na dane w dłuższej perspektywie to bardzo mało