27

Google+? Tak, korzystam codziennie!

Podobno jest tam tak pusto, że po załadowaniu strony robi się przeciąg. Podobno nad martwymi profilami użytkowników krążą setki sępów, a w padliną bawią się hieny i szakale. Podobno mieli już zamknąć, ale jak wysłali administratora do serwerowni, to wciągnęła go martwa pustka. Oto Google+, czyli serwis, z którego korzystam codziennie. Google+ przestał już być priorytetowym projektem […]

Podobno jest tam tak pusto, że po załadowaniu strony robi się przeciąg. Podobno nad martwymi profilami użytkowników krążą setki sępów, a w padliną bawią się hieny i szakale. Podobno mieli już zamknąć, ale jak wysłali administratora do serwerowni, to wciągnęła go martwa pustka. Oto Google+, czyli serwis, z którego korzystam codziennie.

Google+ przestał już być priorytetowym projektem Google’a. Jeszcze za czasów, gdy w firmie ważne stanowisko zajmował Vic Gundotra, próbowano ten serwis wciskać wszędzie, gdzie tylko było to możliwe. W pewnym momencie wymuszono nawet komentowanie na YouTube tylko pod własnym imieniem i nazwiskiem. Dziś jesteśmy świadkami odwilży. Google+ jest odseparowywany od kolejnych usług. Na pierwszy ogień poszedł wspomniany YouTube, a niebawem mają pojawić się kolejne informacje tego typu. Doszło też do podziału serwisu, z którego wydzielono część odpowiedzialną za gromadzenie, zarządzanie i edycję zdjęć. W rezultacie powstała całkowicie autonomiczna usługa Google Photos. Jaki los czeka jednak samego Plusa?

Google Plus

Z serwisu korzystam codziennie odkąd jeszcze dostęp do niego był mocno ograniczony. W moich kręgach mam 289 osób, stron i marek. Mnie natomiast obserwuje tutaj nieco ponad 750 internautów. Nie jest to jakiś obłędny wynik, a już szczególnie powód do chwalenia się. Nie w tym jednak rzecz. Google+ jest dla mnie stałym źródłem informacji. Tak szczerze mówiąc, to jest mi tutaj łatwiej wyłapać wartościowe treści niż w kanałach RSS, które czytam za pomocą natywnego interfejsu Feedly lub (znacznie częściej) genialnego NextGen Readera. W Google+ jest bowiem obecna niemal każda duża technologiczna marka oraz serwis. Treści zatem mi nie brakuje. Wypełniają je posty zwykłych użytkowników – tych bardziej lub mniej znajomych. Te pochodzą nie tylko z moich kręgów, ale również społeczności, które obserwuję. Te stanowią tutaj ogromną wartość. Dyskusje w grupach poświęconych Androidowi czy CyanogenModowi są naprawdę wartościowe i merytoryczne. A to jedynie przykłady!

Google+ jest dla mnie trochę właśnie taką alternatywą dla kanałów RSS wzbogaconą o komentarze, a także linki i treści podsuwane przez zwykłych użytkowników (lub niezwykłych – blogerów, dziennikarzy i im podobnych). Nie czuję absolutnie żadnej pustki, bo każdy dzień to tysiące nowych treści, które często wykorzystuję do przygotowywania artykułów na Antyweb. Spośród wszystkich trzech serwisów społecznościowych, których używam (G+, Twitter, Fb), tego od Google cenię chyba najbardziej.

Dlatego z niepokojem patrzę na to, co dzieje się z platformą. Jeżeli sprawy będą dalej przybierały taki obrót, zanim się obejrzę, zobaczę na mailu komunikat: „Drogi użytkowniku, serwis Google+ zostanie zamknięty wraz z końcem tego miesiąca”.