14

Grałem w najlepsze gry na leciwym sprzęcie i telefonie. Ile warta jest Google Stadia?

Od kilku dni gram znacznie więcej, niż na przestrzeni ostatnich miesięcy. Bawię się prześwietnie i ogrywam najnowsze tytuły, mimo że nie robię tego na najlepszym sprzęcie, jaki można dostać. Gry w chmurze dzięki Google Stadia to coś więcej niż koncept, to usługa po którą sięgnie już każdy z Was, ale do ideału jeszcze trochę brakuje.

Google Stadia w Polsce – wszystko, co musisz wiedzieć

Gry w chmurze, czyli streaming podbija kolejną branżę

Doskonale pamiętam dziś komentarze osób, które natknęły się na usługę OnLive. Opinie graczy były raczej skrajne: niektórzy byli zachwyceni nowymi możliwościami, inni twierdzili, że taki model nigdy się nie przyjmie. Dziś, dekadę później, każdy z większych na rynku ma lub będzie mieć tego rodzaju platformę, co mnie niezmiernie cieszy. Streaming to wynalazek, który nabiera wiatru w żagle z każdym rokiem dzięki coraz większym możliwościom infrastruktury Internetu, a do tej pory krok po kroku udawało się dzięki tej technologii zrewolucjonizować branżę muzyczną i filmową (w tym przypadku jesteśmy na krawędzi rewolucji, bo HBO Max w przyszłym roku wyda wszystkie filmy Warner Bros. jednocześnie online i w kinach).

Google Stadia dołącza do GeForce Now, Xbox Gry w chmurze oraz PlayStation Now

Można by powiedzieć, że nadszedł właściwy czas na gry, gdzie możliwości Sieci mają jeszcze większe znaczenie, gdyż wymiana danych jest obustronna. Gry są interaktywne, więc użytkownicy nie są tylko odbiorcami, ponieważ biorąc udział w rozgrywce wysyłają swoje komendy do oddalonych serwerów, gdzie rzeczywiście została uruchomiona gra. Jako pierwsza w Polsce pojawiła się usługa Nvidii GeForce NOW, a później nadszedł czas na Gry w chmurze w ramach Xbox Game Pass Ultimate. Do tej pory nie doczekaliśmy się debiutu PlayStation Now (a wielka szkoda!), mimo że to ta platforma była najbardziej kojarzona przez polskich użytkowników dzięki marce PlayStation.

Prawie każda z firm stosuje delikatnie inne podejście do swojego rozwiązania i podczas gdy Gry w chmurze w ramach Xbox Game Pass Ultimate to rozszerzenie samej platformy Xbox o dostęp do gier na urządzeniach mobilnych, a Nvidia GeForce NOW to świetne rozwiązanie dla posiadaczy gier na Steam, Uplay czy GOG-u, tak Google Stadia to kompletnie nowa platforma obok każdej z nich. Jej logo znajduje się w tym samym rzędzie, co oznaczenia Xboksa, PlayStation, PC czy Switcha i w takich kategoriach należy ją rozpatrywać. Rozgrywka multiplayer toczona jest w zamkniętej przesterzeni tylko z innymi użytkownikami usługi, a cross-play obecny jest tylko dzięki gestowi twórców gier. Nie ma go więc zbyt wiele.

Jak się gra na Google Stadia?

Podczas kilkudniowych testów postawiłem przede wszystkim na gry jednoosobowe, w tym Hitmana (1 i 2) czy Star Wars Jedi: Upadły Zakon. To całkiem dobre tytuły pozwalające sprawdzić możliwości Google Stadia, gdyż w obydwu przypadkach ogromną rolę odgrywa timing i precyzja w trakcie sterowania. Pod tym względem Stadia nie różni się od innych usług i jeśli nie występują jakiekolwiek problemy po naszej stronie, to platforma zapewnia płynną i responsywną rozgrywkę przez cały czas. Moje łącze oferuje prędkość do 50 Mbps, więc w teorii powinienem otrzymywać maksymalną jakość obrazu i najmniejsze opóźnienia na każdym podłączonym do Wi-Fi urządzeniu.

Wymagające dokładności skakanie po wnętrzach gigantycznych statków i walka z przeciwnikami w Upadłym zakonie lub wykonywanie misji w Hitmanie, gdzie ogromną rolę odgrywa wyczucie czasu nie było dla mnie wyzwaniem. W obydwa tytuły grałem na MacBooku Air sprzed kilku lat (early 2015) na klawiaturze i myszce nie doświadczając większych problemów. Kłopoty pojawiły się późnymi wieczorami, gdy obciążenie sieci w okolicy czasami wpływało na jakość obrazu i opóźnienia w sterowaniu. Kosztowało mnie to odrobinę nerwów i trochę życia w grze (opóźniona zmiana kierunku biegu skutkowała spadnięciem w przepaść), ale są to raczej odosobnione przypadki. Nie mniej musiałem wtedy po prostu zrezygnować z grania i nie miałem kompletnie nic do powiedzenia będąc zależnym od obciążonej infrastruktury.

Jakość grafiki na Google Stadia

Kilka słów należy też napisać o oprawie wizualnej gier, która przy pierwszym spotkaniu robi dobre wrażenie. Na około 13-calowym ekranie laptopa wypada korzystnie, choć da się zauważyć, że nie jest to maksimum, na co stać grę. W przypadku Star Wars Jedi: Upadły zakon zauważalne są nieco rozmazane tekstury, mniejsze nasycenie barw oraz wyszarzenie czarnego koloru na obiektach czy cieniach. W bezpośrednim porównaniu,  które możecie zobaczyć poniżej, wskazanie zrzutu ekranu przechwyconego z uruchomionej gry natywnie na komputerze vs. z Google Stadia nie powinno być problemem (zalecam oglądać na komputerze z dużym ekranem).

Dla purystów grafiki w grach usługi w chmurze nie są i prędko nie będą alternatywą. Dla pozostałych osób to fajny sposób na pominięcie przeszkody z kosztownym zakupem konsoli czy peceta. Tak jakby. I dlatego łatwo jest wskazać potencjalnego klienta tej usługi – to nie jest hardkorowy gracz, lecz raczej ten niedzielny.

Bo choć Google Stadia nie wymaga od nas abonamentu za to, by grać w zakupione gry, to bez promocji przyjdzie nam za nie sporo zapłacić. Pewien koszt w takim razie ponosimy, bo wygląda na to, że cena posiada w sobie podatek od serwera. Jest to dość logiczne, ponieważ chyba nie sądziliśmy, że Google odda nam możliwości swoich serwerów zupełnie za darmo, a gry będziemy kupować po średnich lub najniższych stawkach. W związku z tym Stadia to platforma dla tych, którzy są pewni, że to właściwe dla nich miejsca na ogranie konkretnych tytułów. Można to robić masowo, jak ci, którzy nie planują zakupu lepszego peceta czy nowej konsoli i wolą dopłacić przy zakupie gry albo wybiórczo, czyli wybierając te tytuły, których na pewno nie uruchomimy na własnym sprzęcie.

O Google Stadia napisał także kilka słów Paweł Winiarski:

Streaming gier to przyszłość. Ale nie teraźniejszość?

Od lat mówi się o tym, że streaming to przyszłość gier i naprawdę trudno się z tym nie zgodzić. Granie na obojętnie jakim sprzęcie w maksymalnych detalach i ograniczenie wyłącznie prędkością internetu brzmi świetnie i pewnie kiedyś będzie realne. Google Stadia udowadnia jednak, że jeszcze nie teraz.

Trudno mi ocenić na ile prędkość działania usługi uzależniona jest od jej aktualnej dostępności i na ile zmieni się kiedy Stadia trafi na wszystkie zapowiadane rynki – ale o ideale mówić nie można. Gry faktycznie ładują się szybko i działają w przeglądarce, ale o perfekcyjnej jakości w żadnym aspekcie nie ma mowy. Destiny 2 wydaje się wyglądać gorzej niż na PlayStation 5 bez next-genowego patcha, czyli w sumie gorzej niż na PlayStation 4 Pro, nie powiedziałbym też żeby działało w pełnych, stałych 60 fps-ach. Nastawcie się też na kompresję wideo, co najbardziej widać na czarnych lub ciemnych planszach w grach –  da się zauważyć w tych rejonach ekranu „plamy”.

Ceny gier: sklep vs. Stadia

Niektóre produkcje wydawały się też wyglądać lepiej od innych – część gier jest nieco „mydlana”, zblurrowana – dziwnie to wygląda, szczególnie jeśli widzieliście ten sam tytuł uruchomiony normalnie. Stadia nie jest też tania – rozumiem, że oprócz gry wykupujemy możliwość jej uruchomienia i opłacamy w pewnym sensie technologię oraz sprzęt, ale taki na przykład Far Cry 5 kosztuje w RTV Euro AGD 59 złotych. W sklepie Google Stadia…199 złotych, różnica jest więc zasadnicza.

Testowałem Google Stadia Pro, gdzie dostajemy niektóre produkcje w ramach abonamentu – no cóż, poza drobnymi wyjątkami, to nie są duże, hitowe produkcje. W dodatku dużą część z nich da się uruchomić normalnie na średniej klasy laptopie, więc nie do końca wiem, co gracz może w ten sposób zyskać. Generalnie więc tak – usługa działa dobrze, nie odczuwałem lagów, ale oprawa gier (czy raczej to, co z niej zostaje po przesłaniu do gracza) oraz model dystrybucji pokazały mi jasno, że to jeszcze nie to. Za kilka lat, ale nie teraz.

Takie gry jak nowa odsłona Star Wars czekają zaledwie kartę obok

Przyszłość (streamingu) gier to coś pięknego

Jest w tym coś pięknego, bo o takiej rzeczywistości kiedyś tylko marzono i snuto piękne plany, a dziś każdy z Was może wpisać w pasek adresu stadia.google.com, by rozpocząć przygodę z topową grą w przeglądarce lub sięgnąć po smartfon i uruchomić grę stworzoną z myślą o wielokrotnie silniejszej maszynie. Ale jednocześnie taka zmiana zasad gry reorganizuje całkowicie rynek jako taki, ponieważ już całkowicie tracimy kontrolę nad nabywanymi dobrami. Nie pobierzemy ich na dysk, nie zrezygnujemy z aktualizacji i nie odsprzedamy. Dlatego bardziej naturalnym sposobem dystrybucji gier w streamingu wydaje się abonament, podobnie jak przy muzyce i filmach, bo gdy platforma zwinie się z rynku, to nie stracimy ani grosza. Po prostu przestaniemy opłacać subskrypcję.