14

Google Reader jako kolejne miejsce na dyskusje – niestety.

Jednym z bardziej interesujących zjawisk w internecie jest decentralizacja komentarzy czy też dyskusji dotyczących danej konkretnej treści. Jeszcze niedawno dyskusja funkcjonowała na bazie komentarzy pod artykułami. Dość niedawno zaczęła nam uciekać na różnego rodzaju serwisy społecznościowe i agregatory treści, chwilę później do internetu wpadł rozszalały Twitter a zaraz zanim friendfeed ze swoją wizją lifestreamingu. Oba […]

Jednym z bardziej interesujących zjawisk w internecie jest decentralizacja komentarzy czy też dyskusji dotyczących danej konkretnej treści. Jeszcze niedawno dyskusja funkcjonowała na bazie komentarzy pod artykułami. Dość niedawno zaczęła nam uciekać na różnego rodzaju serwisy społecznościowe i agregatory treści, chwilę później do internetu wpadł rozszalały Twitter a zaraz zanim friendfeed ze swoją wizją lifestreamingu. Oba te serwisy dołożyły swoje trzy grosze stając się ważnymi źródłami opinii i dyskusji. Wszystko to powoli (bardzo powoli) przeciętny właściciel treści zaczyna jak mówi młodzież „ogarniać” i śledzić – chociaż nadal uważam, że są tutaj spore możliwości do usprawnień.

Jednym słowem dyskusja już dawno nie skupia się wokół miejsca gdzie się narodziła, – nie wiem czy trend ten mi się do końca podoba bo jak osoba która wyraża swoją opinię w internecie lubię wiedzieć co o niej sądzą inni (dla mnie to esencja blogowania). Tym bardziej wiec nie podoba mi się, że do „demolowania” dyskusji włącza się niepotrzebnie Google z swoją nową funkcją dla Google Readera.

Na blogu zespołu tworzącego ten popularny czytniki RSS można przeczytać iż jedną z ulubionych funkcji autorów tej aplikacji jest możliwość współdzielenia wpisów znajomym. Przyznam, że dla mnie jest to jednak z bardziej zbędnych funkcji czytnika o której potrafię zapomnieć na całe miesiące.




Twórcy Readera dumnie ogłosili, że dodali możliwość komentowania współdzielonych prze naszych znajomych treści – możliwość komentowania i zasady na jakich się komentuje są mniej więcej tak łatwe do zrozumienia jak to kto jest moim znajomym i dlaczego. Jeśli ktoś poszukuje dokładniejszego opisu zasad działania komentarzy odsyłam do blog Google Readera.

Ja się natomiast zastanawiam po co Google wcina się między „wódkę a zakąskę” ? Chociaż przykład podany na blogu Readera pokazuje, że może chodzić tylko o krótki komentarz między dwojgiem znajomych – tylko, że tych znajomych nie będzie pewnie dwóch tylko dwudziestu czy dwustu a wtedy zaczynamy nową dyskusję w nowym miejscu, tylko że tym razem już zupełnie nie dostępnym dla autora treści.

Google natomiast nie pomaga nam w swoim czytniku zapoznać się z oryginalnymi komentarzami do artykułów które czytamy – jest to trudne? Bardzo możliwe, ale takich rozwiązań oczekiwał bym od takiej firmy a nie kolejnego pomysłu który na razie nie niesie za sobą żadnych korzyści. Google zapowiada, że z funkcją komentarzy związane są dalsze plany – mam nadzieję, że chodzi o wykorzystanie Google Friend Connect i pokazanie aktywności naszych znajomych a nie kolejny pomysł ze zrozumieniem którego będziemy mieli problem.