google wyszukiwarka lupa
16

Żyjemy w ciekawych czasach. Google walczy z rasizmem w… reklamach

Gdyby przyszło nam zdefiniować jakiekolwiek zachowanie sprzyjające spychaniu konkretnych osób lub grup poza margines, to mielibyśmy spory problem. Postępujący rozwój politycznej poprawności oraz absurdy z tym związane zaczynają pozbawiać ten świat logiki. Zresztą, spektrum naszych działań jest obecnie zbyt szerokie, by zamknąć rasizm, seksizm, ageism i inne tego typu zjawiska w sztywnych definicjach.

Dlatego też, gubiąc się już w tym, co rasizmem, seksizmem i innymi jest, a co do nich nie należy pewnie byśmy się nie spodziewali, że również w reklamach Google może się czaić pierwiastek tego typu zachowań. Okazuje się jednak, że tak – owe zjawiska również są tam obecne i gigant deklaruje walkę z nimi.

Jak działają reklamy Google? Tworząc kampanię (w ogromnym uproszczeniu) można naszą treść odpowiednio „wycelować”, albo jak ktoś woli „po mordorowemu” – wytargetować. Konstruowanie kampanii wymaga od nas określenia, do kogo chcemy zaadresować naszą reklamę. Dajmy na to nie będziemy przecież oferować podpasek mężczyznom, a kobietom środków na potencję. W sumie można, ale z biznesowego punktu widzenia jest to niesamowicie nieefektywne. Wiedząc już, do kogo chcemy zaadresować nasz produkt, możemy to określić w platformie reklamowej udostępnianej przez Google.

rasizm, google

Okazuje się jednak, że targetowanie reklam może służyć również… rasizmowi

Czy da się oferować swoje produkty pewnej specyficznej grupie osób, które deklarują się jako rasiści? Ależ oczywiście! Z marszu byłbym w stanie wymienić kilka takich przypadków, powiązanych zresztą z tym, co aktualnie dzieje się m. in. w Polsce, ale oszczędzę sobie tego, bo Antyweb to raczej słabe miejsce na politykę – wałkowaliśmy to już przecież tak wiele razy. Niemniej, Google w walce z przypadkami pozycjonowania reklam pod rasistowskie frazy pozwolił sobie zablokować większość z nich. To akurat bardzo zrozumiałe działanie – Google tym samym chce uniknąć roszczeń od grup zajmujących się likwidowaniem nierówności powstających w wyniku eskalacji ksenofobicznych nastrojów.

Podobnie ostatnio zrobił Facebook, który od teraz nie pozwala już na targetowanie reklam do użytkowników uwzględniając to, jakie deklaracje złożyli względem miejsca pracy, czy też swojej edukacji. Polscy twórcy reklam nie będą zatem mogli wycelować swoich treści do osób, które na przykład kończyły „Wyższą Szkołę Robienia Hałasu”, czy też pracowały w całkiem prężnie działającej w Polsce firmie: „Szlachta nie pracuje”. Odrobinę smutne.

Nie mnie jednak oceniać, czy Google oraz Facebook postępują słusznie. Pewien jestem natomiast, że robią to, co po prostu muszą robić. Gdyby takie kroki nie zostały poczynione, zapewne po jakimś czasie wybuchłby skandal z udziałem tych firm – które co warte jest odnotowania, kreują się na ostoje tolerancji i dobrych praktyk.