68

Google pozazdrościło Apple przychodów z prowizji i wprowadza podobne regulacje. A jakoś nikt o tym nie mówi

Ostatnio ciągle mówi się o pazerności Apple, że ich 30-procentowa prowizja to kpina, że są monopolistami i wykorzystują swoją pozycję. Podkreśla się, że stworzyli zamknięty ekosystem i teraz zmuszają wszystkich do płacenia ogromnego haraczu. A tu okazuje się, że w tym całym zgiełku Google przemyka się po cichutku i wprowadza kilka zmian, które upodabniają go do Apple.

Sytuacja jest o tyle zabawna, że z tych dwóch firm to król wyszukiwarek był stawiany jako ten lepszy, a raczej mniej zły. Wynika to z tego, że w przypadku Google programiści i firmy nie są skazane na nich. Mogą dystrybuować aplikacje we własnym zakresie bez całej tej machiny jaką jest Google Play. Oczywiście jest to dużo trudniejsze i wymaga rozwiązania wielu dodatkowych problemów, ale w zamian nie muszą odprowadzać żadnej kasy do kasy giganta z Mountain View.

Nadchodzą zmiany w regulaminie

Co do zasady Google dostaje swoją działkę tylko w przypadku w którym użytkownik dokona płatności wewnątrz aplikacji za pośrednictwem ich systemu płatności. Jest on bardzo wygodny i ma swoje zalety, ale z perspektywy firmy produkującej oprogramowanie lepiej jak wybierze coś innego bo wtedy nie musi oddawać 30%. Ewidentny konflikt interesów.

Wiele dużych firm takich jak: Spotify, Netflix, Epic Games niejako omijają problem. Zachęcają one do dokonywanie płatności za pośrednictwem kart płatniczych z czego Google nic nie ma. Dlatego nadchodzą zmiany.

Jak donosi Bloomberg nowy regulamin będzie wymagał od twórców, aby Ci korzystali z systemu płatności Google w celu obsługi transakcji wewnątrz aplikacji (z wyłączeniem fizycznych dóbr). Tym samym firma znacząco zwiększy swoje przychody z tego tytułu, a jest się o co bić. Według wyliczeń Coalition for App Fairness, Apple zarabia blisko 15 miliardów dolarów rocznie z tytułu prowizji.

Posypią się bany?

Zgodnie z uzyskanymi informacjami, twórcy aplikacji będą mieli czas na dostosowanie się do regulacji, tak więc nie ma mowy o nagłym masowym wyrzucaniu apek ze sklepu. 

Co ciekawe Google rozgrywa to całkiem sprytnie. Zobaczcie jak wygląda ich oświadczenie:

Jako otwarta platforma, Android pozwala na instalowanie wielu sklepów. Co ważne, większość urządzeń z Androidem dostarczane jest od razu z co najmniej dwoma sklepami, a użytkownik może zainstalować więcej. Dla programistów, którzy zdecydują się na dystrybucję aplikacji w Google Play nasza polityka zawsze wymagała korzystania z naszego systemu płatności jeśli oferują oni zakupy cyfrowych produktów wewnątrz aplikacji. Zawsze pracujemy z naszymi partnerami, aby wytłumaczyć naszą politykę i upewnić się, że są stosowne sprawiedliwie i rozsądnie.

Dlaczego przytaczam to przydługawe oświadczenie? Bo Google robi to mądrze. Owszem, idą w kierunku Apple – chcesz sprzedawać to musisz korzystać z naszego systemu płatności żebyśmy mieli z tego naszą działkę. Jednak podkreślają kluczowe różnice: otwarty system, dostępność innych sklepów, możliwość dowolnej dystrybucji. Ty i ja wiemy, że to pic na wodę bo realnie jak chce się z sukcesem wydać aplikację to trzeba korzystać z Google Play, ALE teoretycnie jest wybór.

Zabrzmi to może dziwnie, ale naprawdę mnie to fascynuje. Google jest od dłuższego czasu pod istnym ostrzałem. Tworzą się koalicje, duże firmy otwarcie mówią o tym, że Apple jest złe, niszczy innowację i jest monopolistą, a Google po cichutku, do przodu.