19

Google Now podoba mi się bardziej od Siri, o ile faktycznie będzie działać jak obiecują

Walka o najlepszego prywatnego asystenta nabiera rumieńców. Co prawda rozmaitych programów mających ułatwiać nam życie było zawsze nie mało, jednak Apple jako pierwsze nazwało ta funkcję prywatnym asystentem i nadało jej bardziej ludzki obraz. Następnie Samsung zaprezentował Svoice podczas premiery Galaxy S3, dalej LG wprowadziło Quick Voice, a teraz Google przedstawia własnego asystenta wraz z […]

Walka o najlepszego prywatnego asystenta nabiera rumieńców. Co prawda rozmaitych programów mających ułatwiać nam życie było zawsze nie mało, jednak Apple jako pierwsze nazwało ta funkcję prywatnym asystentem i nadało jej bardziej ludzki obraz. Następnie Samsung zaprezentował Svoice podczas premiery Galaxy S3, dalej LG wprowadziło Quick Voice, a teraz Google przedstawia własnego asystenta wraz z Androidem Jelly Bean. Tym razem jednak jest on zrealizowany zgoła inaczej, zamiast mówić do telefonu w oczekiwaniu na uzyskanie informacji, informacja zostanie nam podana jeszcze zanim o nią poprosimy. Brzmi to zarówno obiecująco jak i wzbudza pewne obawy co do skutecznej realizacji takiej obietnicy.

Pomysł jest prosty, ale zwykle dobre pomysły są proste. Co może być lepsze od poproszenia o alternatywna trasę dojazdu do wskazanego miejsca, ze względu na korek i uzyskania stosownej odpowiedzi? Lepsze może być wyświetlenie alternatywnej trasy na ekranie telefonu jak tylko weźmiemy go do reki, ale zanim zdążymy cokolwiek powiedzieć czy robić. Takie jest właśnie założenie Google Now, na ekranie telefonu maja pojawiać się te informacje, które są dla nas w danym momencie istotne i wystarczy rzut oka, aby po nie sięgnąć.

Jakiego rodzaju informacje może zaoferować Google Now? O ruchu na drogach i alternatywnych trasach dojazdu, o komunikacji miejskiej, o umówionych spotkaniach, rozkładzie lotów, wynikach ulubionych drużyn sportowych, mijanych i godnych polecenia restauracjach, pogodzie. Oprócz tego pojawiają się tłumaczenia z obcych języków, przeliczenia walut oraz czas w rodzinnym mieście. Całą wyjątkowość rozwiązania polega na tym, że gdy zaczynamy dzień, mamy od razu wyświetlona informację o pogodzie i ruchu drogowym na trasie do naszej pracy, oraz ewentualne objazdy. Gdy wciągu dnia jesteśmy na mieścicie, dostajemy informację o rozkładzie jazdy przystanku, na którym akurat stoimy, oraz o wartych polecenia restauracjach w naszej okolicy. Jeśli szukaliśmy określonych połączeń lotniczych, Google Now poinformuje nas o ewentualnych opóźnieniach. Wszystko dzieje się automatycznie i samoczynnie. Coś jak spersonalizowana reklama, tyle, że to nie reklama…

Najwyraźniej Google postanowił zrobić użytek ze wszystkich informacji jakie zbiera na nasz temat i zaprezentować coś, co faktycznie może się przydać jego użytkownikom. Oprócz informacji które sami wprowadzimy, zapewne do prezentowania informacji przydadzą się wszystkie nawyki, które udało się firmie z Mountain View zarejestrować. Rozpracować nasz typowy plan dnia nie jest przecież trudno. Zwykle jedziemy do pracy określonym środkiem komunikacji, a następnie z niej wracamy, czasami jemy coś na mieście. Można to wszystko odpowiednio przeliczyć i zaprezentować w odpowiednim momencie.

Trzeba jednak przyznać, że granica pomiędzy genialnym podaniem informacji w momencie, kiedy ta jest akurat potrzebna, a spamowaniem nas informacjami o rozkładzie jazdy na mijanych przystankach jest cienka. Dlatego dopiero praktyka pokaże, czy to się sprawdzi. Przyznam jednak szczerze, że gdyby się jednak sprawdziło, to wolałbym jednym spojrzeniem sprawdzić ruch na drodze przed wyjściem z domu, niż konwersować sobie na tent temat z Siri. W końcu to nie rozmowa z telefonem jet tutaj wartością dodaną, lecz jak najszybsze i wymagające jak najmniej wysiłku uzyskanie informacji.

Mam pewne obawy o to, jak Google Now skróci żywotność baterii poprzez nieustanne kontrolowanie mojego położenia GPSem, oraz jak dużo będzie pochłaniać megabajtów transferu pracując w tle, ale tego rodzaju ograniczenia techniczne zapewne da się z czasem pokonać i staną się nieistotne. Głównym problemem pozostanie rozpracowanie jaka informacja jest w danym momencie potrzebna, a jaka nie. Wystarczy kilka razy podać użytkownikowi nie to czego szuka, aby go całkiem zniechęcić. No ale na tym akurat Google zna się najlepiej, to znaczy na badaniu naszych nawyków i przyzwyczajeń :)

Oprócz tego Google Now to także bardziej tradycyjny asystent głosowy, z którym tez możemy sobie pogadać i wypytać o różne rzeczy. The Verge przeprowadził porównanie z Siri włączając obu asystentów i wydając im polecenia. Produkt Google radzi sobie nadzwyczaj dobrze i oferuje wyniki zwykle zauważalnie szybciej, chociaż i jednemu i drugiemu zdarzają się potknięcia.

I jak wam się podoba tego rodzaju rozwiązanie? Będziecie chcieli stosować, czy może niekoniecznie?