10

Google nadal nie wie jak zarobić na wideo w sieci

YouTube wygeneruje do końca roku 200 mln dolarów przychodu, w każdym razie tak donoszą dwa źródła związane z Wall Street Journal. Jest to jednak wynik dużo niższy od przewidywanego przez Google. Szef sprzedaży – Tim Armstrong od dłuższego czasu pracuje nad zmianą drogiego i skomplikowanego modelu sprzedaży reklam rozpatrując coraz bardziej drastyczne zmiany w dotychczasowych […]

YouTubeYouTube wygeneruje do końca roku 200 mln dolarów przychodu, w każdym razie tak donoszą dwa źródła związane z Wall Street Journal. Jest to jednak wynik dużo niższy od przewidywanego przez Google. Szef sprzedaży – Tim Armstrong od dłuższego czasu pracuje nad zmianą drogiego i skomplikowanego modelu sprzedaży reklam rozpatrując coraz bardziej drastyczne zmiany w dotychczasowych rozwiązaniach.

W Wall Street Journal czytamy:

Google plans to begin accepting „preroll” and „postroll” ads, which will run before and after some YouTube video clips, according to one person familiar with the matter. The plan under consideration, this person says, would give companies that post video clips the option to sell such ads, and share the revenue with Google. YouTube has long forsworn such ads because consumers don’t like them. But advertisers consider them highly effective.

Wbrew pozorom, zmiany w sprzedaży reklam na YouTube mogą okazać jednym z punktów zwrotnych w historii reklamy internetowej. Google zawsze szczyciło się tym, że reklamy sprzedawane przez tą firmę nie są agresywnie „wciskane” internautom. Jednak to co sprawdza się w reklamie tekstowej i graficznej, nie koniecznie musi działać w reklamie wideo. YouTube stoi przed perspektywą wprowadzenia reklam w filmach dostępnych w serwisie. Google obawia się jednak, że posunięcie te może doprowadzić do spadku ilości odsłon gdyż według analiz 80% do 90% osób oglądających filmy w sieci, wyłącza je napotykając reklamy nie do ominięcia.

Według Silicon Alley Insider najprostszą metodą uczynienia YouTube dochodowym byłoby po prostu umieszczenie reklam AdSense na stronach serwisu, gdyż obecnie większość jest od nich wolna. YouTube wyświetla codziennie ponad miliard filmów, a każdy film to co najmniej jedna odsłona. Jak się jednak okazuje, są dwa bardzo znaczące powody, dla których Google dotychczas nie wprowadziło zaproponowanych powyżej zmian.

Pierwsza z nich to potencjał reklamowy YouTube, który według analizy Wall Street Journal zdolny byłby wykorzystać 96% zamówionych w Google reklam, tych które codziennie wyświetlane są na milionach stron internetowych korzystających z AdSense.

Przegapiłeś najnowszy odcinek Hell’s Kitchen? Poszukaj na YouTube

Drugim powodem jest obawa przed zamieszczeniem reklam na stronach z filmami o niejasnej sytuacji prawnej. Toczące się ostatnio postępowanie sądowe Viacom przeciw Google sprawiło, że firma zaczęła kłaść jeszcze silniejszy nacisk na ochronę praw autorskich.

Jak widać, sukces YouTube wydaje się przerastać nawet Google.