4

Google+ Create to jasny dowód na to, że twórcy mają nowy pomysł na ten serwis

Historia Google+ jest dość burzliwa. Dziś właściwie trudno powiedzieć, w jakim kierunku zmierza serwis. Szczególnie, gdy spojrzymy na nowe funkcje. W końcu jednak mam wrażenie, że w głowach twórców kiełkuje jakaś idea.

Zanosi się na kolejne zmiany w Google+. Tym razem twórcy przygotowują się do wdrożenia funkcji Create, która ma być dedykowana ludziom aktywnym i posiadającym pasje, szeroko pojętym twórcom treści: podróżnikom, artystom, fotografom, grafikom, blogerom itp. Będzie to narzędzie do promowania swoich materiałów. Chyba nie pomylę się dużo, pisząc, że w ten sposób stworzymy takie wirtualne portfolio, do którego przyciągniemy internautów.

Google+ Create jest na razie zapowiedzią, z której niewiele wynika. Na oficjalnej stronie znajdziemy kilka podniosłych fraz i nic poza tym. Twórcy przygotowują się do pilotażu oraz testów, dlatego szukają pierwszych ochotników. Zgłoszenia można składać za pomocą specjalnego formularza. O planowanej dacie startu póki co nic jednak nie wiemy.

Jaka w tym logika? Otóż Google+ już od jakiegoś czasu skręca w kierunku platformy do promocji treści – pewnej wariacji na temat Pinteresta. A skoro o nim mowa – czy ktoś jeszcze korzysta? Jeszcze kilkanaście miesięcy temu nie było dnia, żebym nie znalazł w RSS-ach wzmianki o nim. Klony serwisu wyrastały w internecie jak grzyby po deszczu. Dziś format chyba się trochę przejadł – prym wiedzie mobile i te wszystkie Snapchaty, Vine’y i inne Instagramy. Powstała zatem pewna luka, którą G+ może zapełnić. A przynajmniej tak sądzą twórcy.

Dowodem na to niech będą wprowadzone jakiś czas temu kolekcje tematyczne, w których każdy użytkownik może gromadzić treści związane z danym tematem (lub inaczej je klasyfikować). Wprowadzono też nowy interfejs, który jest stale udoskonalany i rozwijany – on również wydaje się być tworzony z myślą o takim przeznaczeniu serwisu. To samo właściwie mogę napisać o aplikacji mobilnej. I wiecie co? Po tych wszystkich zmianach, nie czuję, żebym korzystał z G+ częściej. Wręcz przeciwnie, mam wrażenie, że jest mnie tam coraz mniej.

Sęk w tym, że Google+ w portfolio kalifornijskiej firmy zaczyna być piątym kołem u wozu. Platforma jest regularnie odseparowywana od innych usług. Ostatnio oddzielono od niej usługę Google Play Games. Teraz profile użytkowników są tutaj całkowicie niepowiązane z kontem na G+. Taki sam los podzieliło wiele innych usług. Czy ta autonomiczność się serwisowi opłaci?

Niekoniecznie, bo autonomiczny G+ to G+ niszowy i przeznaczony raczej do wąskiej grupy użytkowników. Trudno bowiem wskazać powód, dla którego użytkownik Facebooka i Twittera miałby jeszcze interesować się trzecim serwisem. Stąd zapewne wynikały początkowe ambicje Google’a, żeby prześcignąć Facebooka i stworzyć dla niego skuteczną przeciwwagę. Zakończyło się to sromotną porażką. Kto wie, czy gdyby Google od samego początku nie rozwijał swojego serwisu społecznościowego w kierunku platformy do dzielenia się ciekawymi treściami (a nawet uzewnętrzniania całej naszej aktywności na koncie Google: zainstalowaliśmy aplikację – share, zapisaliśmy playlistę Play Music – share, Oceniliśmy film – share itd.), nie wyszedłby na tym lepiej.