6

Człowiek pracujący ramię w ramię z robotem – taką wizję prezentuje Ford. Ciekawe, jak długo to potrwa?

Czy roboty zdołają odebrać ludziom miejsca pracy? Chodzi o skale masową, zjawisko, którego efektem będzie wielkie bezrobocie - nieusuwalne i pogłębiające się z każdym rokiem. Zdania są podzielone: jedni wieszczą apokalipsę, drudzy zapewniają, że siła robocza przepłynie z jednych sektorów do innych. Jest jeszcze grupa przekonująca, że ten proces będzie długotrwały i przeceniamy jego zasięg - w tym ujęciu roboty mają się pojawiać w gospodarce raczej powoli i będą wspierać ludzi, a nie doprowadzać do ich zwolnień. Prawdopodobnie w ten ostatni model wpisuje się eksperyment przeprowadzany przez korporację Ford: robot pomaga tu człowiekowi, ale nie czyha na jego etat. Kuszący obraz, lecz trudno stwierdzić, na ile realny.

Ford to firma, która w proces mechanizacji produkcji wniosła naprawdę wiele – przecież to m.in. za sprawą automatyzacji tworzenia samochodów wprowadzonej przez założyciela firmy, przyspieszono cały proces i sprawiono, że cena aut spadła. Od tych wydarzeń dzieli nas już ponad wiek, ale to nie oznacza, że Ford nie ma ambicji, by nadal usprawniać linię produkcyjną. Firma chce wejść w erę przemysłu 4.0, o którym mówi się już od kilku lat i w tym celu testuje różne rozwiązania, jednym z nich są tzw. co-boty.

Pomaga, ale nie zastępuje żywego pracownika

Co-boty są rozwiniętymi maszynami, które potrafią się uczyć i coraz lepiej przystosowywać do wykonywanych zadań. Na razie sprzęt testowany jest w zakładach w Kolonii, ale jeśli eksperymenty przyniosą pozytywne rezultaty, to Ford zacznie wdrażać rozwiązanie na większą skalę. Maszynę można nauczyć przeróżnych czynności – obecnie pomaga montować amortyzatory w modelu Fiesta, lecz jeśli zajdzie taka potrzeba, może i kawę zaparzyć, wystarczy, że wyda się odpowiednie komendy. Dlaczego teraz postawiono na amortyzatory? Ponieważ do ciężka i żmudna praca, w której człowiekowi przyda się dodatkowa para silnych rąk, ewentualnie jedno ramię, które przyspieszy i ułatwi cały proces.

Ford przekonuje, że ten model nie eliminuje człowieka z procesu produkcyjnego – pracownik wyłącznie zyskuje, bo jego praca staje się łatwiejsza. Stworzenie takiego duetu sprawia, że czerpie się z pozytywnych cech człowieka i maszyny, a to po prostu musi przynosić pozytywne rezultaty. Przy tym rozwiązanie jest bezpieczne – co-bot został wyposażony w szereg czujników, które mają uchronić ludzi przed wypadkiem. Spada zatem ryzyko kolejnych doniesień o robotach, które zabiły ludzi. A przecież mieliśmy już z tym do czynienia i to za Odrą – rok temu media donosiły, że wyspecjalizowana maszyna w fabryce Volkswagena zabiła człowieka.

Ford korzysta z urządzeń firmy Kuka

Warto zwrócić uwagę, że roboty stosowane przez amerykańską korporację motoryzacyjną, nie są jej dziełem – sprzęt dostarczyła firma Kuka, o której niedawno pisałem. Chodziło wówczas o przejmowanie tego niemieckiego potentata przez chińską firmę. Jeśli wierzyć świeżym doniesieniom, proces ten zakończy się sukcesem i pakiet kontrolny trafi w ręce Chińczyków, zdobędą nawet większe udziały niż pierwotnie zakładali. Wypada zatem przyjrzeć się, jakie maszyny stworzyli Niemcy i zastanowić się nad tym, jaki użytek, na jaką skalę i w jakim tempie zrobią z nich Azjaci.

Pisałem kiedyś, że Mercedes poinformował, iż mimo postępującej automatyzacji będzie zatrudniał więcej ludzi, bo roboty nie radzą sobie nadal z wieloma zadaniami. W innym tekście zastanawiałem się, czy nasze obawy nie są przesadzone – może od rewolucji, w której maszyny zabiorą pracę setkom milionów ludzi, dzielą nas długie dekady? Teraz ten film i doniesienia z Forda, w którym widzimy sielankę przy taśmie produkcyjnej. Będzie dobrze? Może i będzie. Zastanawiam się jednak, jak długo to ramię marki Kuka zaprezentowane w filmie, będzie potrzebowało żywego partnera? W ciągu roku wielkie zmiany tu nie nastąpią. Ale w przeciągu dekady? Może ta radość i zabawa pracowników (pewnie i tak na pokaz) szybko ustąpi miejsca strapionym minom, gdy pomocne ramię robota pomacha człowiekowi na do widzenia. Po raz ostatni…