6

Roboty zabiorą wszystkim pracę? Fabryki Mercedesa temu przeczą – będą zatrudniać więcej ludzi

Nadciąga era robotów, wszyscy stracimy pracę. A może i życie... Mniej lub bardziej apokaliptycznych tekstów czy filmów poświęconych temu zagadnieniu przybywa. W każdym tygodniu trafiam na kilka artykułów dotyczących zmian na rynku pracy wywołanych przez rozwój technologiczny - jeszcze kilka lat temu ten wątek nie był tak mocno eksploatowany. Co jakiś czas można jednak trafić na inne spojrzenie na tę kwestię, przeczytać, że jednak znajdzie się dla nas praca. Doniesienia z zakładów Mercedesa wskazują nawet na to, iż ludzie będą... przejmować zadania robotów.

Jakiś czas temu pisałem, że ludzka praca nie zniknie, ponieważ człowiek będzie chciał, by robił coś dla niego inny człowiek. Po prostu. Powody różne, ale efekt ten sam. Niektórzy klienci będą chcieli mieć niepowtarzalny i oryginalny produkt ze śladami niedoskonałości ludzkiej pracy, inni poczują się lepiej, gdy kawę zaserwuje im żywa jednostka. W niektórych kręgach pewnie bardziej „modne” stanie się posiadanie żywego szofera niż autonomicznego samochodu. Ale czy taki stan rzeczy będzie wynikał jedynie z zachcianek? Niekoniecznie – przez jakiś czas totalną robotyzację ograniczy technika.

Na tle doniesień z branży, w ktorych zapowiadany jest kres ludzkiej pracy, wyróżniają się wieści z fabryk Mercedesa. Okazuje się, że niemiecki koncern zamierza zwiększać zatrudnienie, przyjmować nowych ludzi. Powód? Roboty nie są w stanie sprostać wymaganiom. Maszyny są mocne, silne, dokładne, wytrzymałe, świetnie sprawdzają się w wykonywaniu określonych zadań, powtarzalnych czynności. Zostały jednak pomyślane, zaprojektowane i zaprogramowane tak, że elastyczność nie jest ich mocną stroną. To wręcz pięta achillesowa.

Jaki ma to wpływ na funkcjonowanie Mercedesa? Firma poszerza ofertę o nowe modele, a w tych modelach rośnie liczba funkcji, opcji, możliwości. Zwiększa się po prostu poziom personalizacji. Klient nie musi kupować takiego samochodu, jak osoby dokonujące wyboru przed nim i po nim. Jeżeli zechce materiał X, ma szansę go dostać, jeśli ma się pojawić kolor Y, to producent uszanuje decyzję. Firmy wychodzą naprzeciw rosnącym oczekiwaniom i chcą mieć elastyczne oferty. Problem polega na tym, że trudno stworzyć linię produkcyjną funkcjonują w takim modelu. Robot może montować jakiś element z metalu, ale jeśli klient zechce, by był on z drewna, skóry albo tworzywa sztucznego, to może się pojawić kłopot.

Powtórzę: roboty nie są elastycznymi elementami linii produkcyjnej. Człowiek na tym polu wypada znacznie lepiej. Im większy będzie zatem popyt na samochody (a szerzej także na inne produkty) ekskluzywne lub przynajmniej takie, w których jest szeroki wybór opcji, tym większy może być popyt na pracowników. Tych żywych. Personalizacja zakupów prowadzi zatem do personalizacji produkcji. Ciekawa rzecz – odradza się system, w którym towar był „krojony” pod wymogi konkretnego klienta.

Czy to jednak oznacza, że roboty zaczną znikać? Nie, z każdym rokiem będzie ich przybywać, a wzrost liczby maszyn powinien zmieniać się dynamicznie. Dla mas przewidziano przecież… produkt masowy. Podkreślam, że w tym przypadku mowa o fabryce Mercedesa. Zresztą, ona też jest i będzie zmechanizowana – potrzebne są zarówno wielkie maszyny do przenoszenia pojazdów (polecam krótki film z linii produkcyjnej Tesli), jak i maszyny wykonujące zadania właściwe dla wszystkich pojazdów. I na tym polu można się jednak spodziewać zmian. Podobno Mercedes chce mniejszych maszyn, które łatwiej przystosować do wykonywania innych prac.

Jak widać, nie jest tragicznie. Przynajmniej do momentu, gdy maszyny będą mogły działać tak, jak ludzie…