89

Możliwe, że niebawem w sprzedaży pojawią się flagowce Samsunga w znacznie niższych cenach

Jak zarobić dwa razy na tym samym produkcie? Firmy sporo by dały za jasną odpowiedź na to pytanie, jednocześnie dwoją się i troją, aby maksymalizować zyski i niskim kosztem zwiększać rynkowe udziały - nie dotyczy to jedynie biznesu nowych technologii. Możliwe, że niebawem sposób na "łatwe pieniądze" przedstawi Samsung. Koreański gigant odparł ofensywę Apple i Chińczyków na rynku mobilnym, znowu pochwalił się rosnącymi wynikami, lecz na tym nie poprzestaje. Prawdopodobnie czeka nas wysyp "odnowionych" smartfonów w niższej cenie.

Flagowce Samsunga do tanich nie należą – podkreślał to m.in. Tomasz w tekście poświęconym Galaxy Note 7. Ten sprzęt kosztuje kilka tysięcy złotych, tyle, co niezły pecet. I nie wnikam w to, czy jest wart swej ceny – stwierdzam po prostu, że trzeba dysponować większą sumą, zwłaszcza, gdy płaci się jednorazowo, bez rozbijania na raty czy abonament. To sprawia, że w krajach słabiej rozwiniętych szanse na dobrą sprzedaż droższych modeli są znacznie mniejsze. A właśnie na topowych urządzeniach zarabia się najwięcej…

Odświeżone flagowce Samsunga w niższej cenie

Pół roku temu Tomasz pisał o programie, w którym Apple jeszcze mocniej przywiązuje do siebie klientów:

Na wrześniowej konferencji Apple zainicjował projekt iPhone Upgrade Program. Jego zasady są bardzo proste i przejrzyste. Podpisujemy umowę (na minimum 2 lata) i płacimy comiesięczną kwotę. W zamian każdego roku, w dniu sklepowej premiery wymieniamy starego iPhone’a na nowszy model oraz jesteśmy objęci programem AppleCare+. Ceny zaczynają się tutaj od 32 dolarów za „małego” iPhone’a w wersji 16 GB. Całość jest realizowana tylko i wyłącznie przez Apple’a. Operatorzy nie mają zatem tutaj swojego udziału, a klienci otrzymują odblokowane telefony i nie są zobowiązani do korzystania z żadnych dodatkowych ofert.[źródło]

Ten sam pomysł może chodzić po głowach decydentów innych producentów, chociaż nie jest pewne, że w ich przypadku odzew ze strony klientów byłby duży i program rzeczywiście przyniósłby im korzyści. Dlatego trzeba ten koncept trochę podrasować (co również stosuje Apple) – można przywiązać do siebie klientów i zarabiać na starszym, używanym sprzęcie, który ludzie zwracają w ramach abonamentu. Tak zamierza ponoć zrobić Samsung.

Pojawiły się plotki, z których wynika, że flagowce Samsunga, które wrócą do firmy w ramach wspomnianego abonamentu, zostaną ponownie wprowadzone na rynek. Korporacja je odświeży (przynajmniej tę część, którą da się odświeżyć za rozsądne pieniądze) i zaoferuje klientom. Kłania się dobrze już dzisiaj znane pojęcie „refurbished” – po prostu zmienia się jego skala. Do Samsunga mogłyby w każdym roku wracać miliony egzemplarzy w miarę świeżych telefonów i co roku byłyby one ponownie sprzedawane. Gdzie takie rzeczy i na jakie obniżki cen mogą liczyć klienci? Tego na razie nie wiadomo, ale program ma ruszyć już w przyszłym roku.

Zyskają obie strony

Czy plotki znajdą potwierdzenie w rzeczywistości? To całkiem możliwe. Samsung zyska szansę na podkręcenie zysków i utrzymanie pozycji lidera w branży mobilnej. Klienci będą z kolei mieli okazję kupić dobry, topowy model w niższej cenie. Używany, ale jednocześnie dostarczony przez firmę – to pewniejsze źródło. W krajach takich jak Indie, Brazylia czy nawet Polska to może się cieszyć zainteresowaniem. W efekcie wzrósłby oczywiście handel używanymi smartfonami – obecnie stanowi on kilka procent całości (co i tak daje miliardy dolarów) i mogłoby dojść do kolejnych przetasowań w biznesie oraz długoterminowych zmian na rynku. Samsung zyskałby np. broń w walce z chińskimi firmami, które oferują sprzęt w niższej cenie.

Wspomniane rozwiązanie ma jedynie plusy i starsze flagowce Samsunga zaczną zalewać rynek? Niekoniecznie – istnieje ryzyko, że klienci zwracaliby mniejszą uwagę na „średniaki” Samsunga, mogliby też czekać na flagowce w obniżonej cenie, a nie decydować się na wydanie pełnej sumy na topowy model w dniu premiery (lub krótko po niej). Dlatego z takimi eksperymentami trzeba uważać. Oczywiście może się okazać, że program niewiele zmieni i przejdzie bez echa. Albo w ogóle nie wystartuje lub nie będzie prowadzony na większą skalę. Trzeba czekać na propozycje firmy.