86

Szef Fiata nie wierzy w sukces Tesli i… twierdzi, że może szybko skopiować osiągnięcia firmy

Na rynku motoryzacyjnym sporo się ostatnio dzieje - kolejne firmy prezentują samochody przyszłości: elektryczne, naszpikowane elektroniką, a nawet autonomiczne. Jednocześnie toczy się dyskusja dotycząca nadchodzących zmian, tego kiedy nastąpią i na jaką skalę. Nie brakuje w niej głosów sceptyków, a jednym z nich wydaje się być szef Fiata, który na razie nie zamierza stawiać na elektryki - poczeka aż Elon Musk udowodni, że można na tym zrobić biznes. A potem... skopiuje amerykańskie rozwiązania.

Tesla nie zamierza zwalniać

Niedawno amerykański producent samochodów elektrycznych zaprezentował Model 3, czyli tańszy samochód dla mas (nadal lepiej sytuowanych). Już wtedy pisałem, że zainteresowanie pojazdem jest spore, potem informowałem, że liczba zamówień szybko rośnie: z ponad 100 tysięcy skoczyła do blisko 300 tysięcy, a jakiś czas temu wspominano już o przekroczeniu granicy 400 tysięcy samochodów, za które wniesiono przedpłatę. Robi wrażenie, zwłaszcza w przypadku Tesli, która do tej pory sprzedawała kilkanaście tysięcy samochodów w kwartale – roczna sprzedaż tego producenta wyniosła w ubiegłym roku około 50 tysięcy aut.

Nowy samochód okazał się silnym podmuchem w firmowy żagiel. Trudno stwierdzić, ilu klientów zaczeka kilka lat na samochód, ale Tesla z pewnością nie będzie narzekać na brak chętnych i wstrzymywać produkcji. Problem stanowią teraz zbyt niskie moce wytwórcze…

Fiat woli poczekać

Poczynania Tesli obserwują potencjalni klienci, analitycy, branżowi spece, media i… konkurencja. Wszystkie te grupy są podzielone w ocenie tego, jak Tesla wpłynie na rynek – jedni uważają, że zaczęła się rewolucja, inni studzą entuzjazm. W tej drugiej grupie znajduje się szef koncernu Fiat, Sergio Marchionne. Biznesmen stwierdził, że nie dziwi go dobra przedsprzedaż Modelu 3, że szanuje Elona Muska, ale jednocześnie czeka na dobre wyniki firmy. Bo, jak to ujął, samochody trzeba zrobić, sprzedać je i zarobić na tym.

Z jednej strony trudno nie przyznać szefowi Fiata racji – Tesla nadal nie zarabia i trudno stwierdzić, kiedy się to zmieni. Firma powoli zwiększa skalę działalności, przedsprzedaż Modelu 3 pokazała, że zainteresowanie pojazdem jest spore, ale nie pokazała, że to prowadzi do zysków. Wyliczano miliardy dolarów, jakie producent zarobi na dostarczeniu zamówionych pojazdów, lecz nie pokuszono się o prognozy dotyczące zysków. To rzeczywiście jest terra incognita: może rację ma Musk i Tesla zacznie zarabiać kokosy, a może przez kolejne długie lata będziemy oglądać sprzedaż, która nie pozwoli wyjść nad kreskę?

Druga strona medalu to wspomnienie… Steve’a Ballmera. Tak, byłego szefa Microsoftu. Gdy czytam wypowiedzi szefa koncernu Fiat, przypomina mi się poprzedni szef korporacji z Redmond, który drwił z iPhone’a. Trudno dzisiaj stwierdzić, czy Ballmer rzeczywiście nie wierzył w smartfonową rewolucję czy też próbował jej ukręcić łeb kpiąc z drogiego telefonu. I trudno dzisiaj stwierdzić, czy Sergio Marchionne nie wierzy w elektryki czy też próbuje drwić ze zmian, by osłabić szanse Tesli oraz innych producentów, którzy już zaczęli eksperymentować z pojazdami tego typu.

Fiat póki co nie będzie tworzył elektryków, bo w nie nie wierzy. Możliwe, że firma ma rację – zwłaszcza, że nie wiadomo, w którą stronę potoczą się sprawy. Wszak może się okazać, że biznes będzie się rozwijał w kierunku aut wodorowych. A w takim przypadku nie ma sensu marnować pieniędzy na rozwój „zwykłych elektryków”. Pragmatyczne, ale i niebezpieczne podejście. Przywołany już Microsoft swoją szansę przespał i potem musiał wydać mnóstwo pieniędzy, by nadrabiać zaległości. Z mizernym skutkiem. Chytry dwa razy traci…

Skopiujemy, dorzucimy włoski design…

Najbardziej zastanawia mnie inna wypowiedź włoskiego szefa:

If he can show me that it can be done, I will do it as well, copy him, add Italian style to it and put it on the market within 12 months.[źródło]

To o Elonie Musku i Tesli. Można nie wierzyć w sukces amerykańskiego producenta i samochodów elektrycznych, ale podejście w stylu „szybko nadrobimy” wydaje się naprawdę niebezpieczne dla firmy. Przypominam o Microsofcie. Szef Fiata naprawdę myśli, że gdy biznes się rozkręci, to włoski koncern da radę w ciągu roku opanować to, co od kilku lat opracowuje Tesla? Zresztą, nie chodzi tylko o kwestie techniczne – liczy się również budowanie marki, a to wychodzi firmie Muska świetnie. Wątpię, by Fiat nadrobił to dodając „włoski styl” do elektryków.

A zatem: są aż tak pewni siebie czy aż tak zdesperowani i przestraszeni zmianami?