157

“Da radę coś taniej?” — wystawiłem kilka aukcji na Allegro i… cieszę się, że nie robię tego na co dzień

Kilka lat temu uznałem że większość rzeczy którymi na co dzień się otaczam jest mi zbędna. To wtedy lwia część mojej kolekcji gier, filmów, seriali i książek znalazła nowych właścicieli. Sentymenty jednak robią swoje — z częścią tytułów trudno było się rozstać, ale przy ostatnich porządkach i uświadomieniu sobie, że przez lata nie skorzystałem ani razu, postanowiłem wystawić je na Allegro.

Mówiąc szczerze — od lat nie korzystałem z największego polskiego serwisu akcyjnego. Byłem więc bardzo zaskoczony całym pakietem usprawnień i zmianami, które przez lat tam zawitały. Stworzenie kilku ofert zajęło mi nie więcej niż kwadrans, i choć niespecjalnie się tego spodziewałem — zainteresowanie było naprawdę duże. O ile jednak portal zmienił się nie do poznania, o tyle schematy działania klientów — wręcz przeciwnie.

allegro

Zasady są po to, by je łamać

Nie bez powodu zanim wystawiłem przedmioty sprawdziłem ceny w sklepach i inne oferty, przejrzałem cenniki popularnych film kurierskich i Poczty Polskiej — a następnie zaserwowałem oferty w formie takiej, a nie innej. Nie oferowałem odbioru osobistego, bo najzwyczajniej w świecie nie bardzo mam na to czas: a wcześniejsze doświadczenia nauczyły mnie już, że ludzie są w tej kwestii dość niesłowni, lubią się spóźniać i kombinować. Ceny były jasne (odrobinę tańsze niż u konkurencji, bo nie tyle chodziło mi o zarobek, co o znalezienie im nowego domu), zasady wysyłki — również. Dość szybko jednak trafiły do mnie pierwsze wiadomości i telefony z prośbą o zbicie ceny. Na moją sugestię wzięcia udziału w licytacji która zaczyna się od jeszcze niższej niż zaproponowana kwota — kontakt się kończył. Wiadomości związane z propozycją odbioru osobistego też pojawiły się w mgnieniu oka — nie wiem, najwyraźniej wszyscy uznali, że ją przeoczyłem i nie zaznaczyłem odpowiedniego pola. Po mojej odpowiedzi większość wydawała się niezwykle zawiedziona, chociaż znaleźli się też tacy, którzy wzięli to na klatę i wytrzymali te dwa dni, nim listonosz nie zapukał z zakupioną grą. Szczerze mówiąc — jeżeli wziąć pod uwagę moje ostatnie rozjazdy, to prawdopodobnie i tak szybciej, niż udałoby nam się spotkać.

Nie ma targowania, więc trzeba się obrazić

Ale przecież klienci doskonale wiedzą jak działa Allegro i że każdy sprzedawca musi później procentem podzielić się z serwisem. Uznali więc że bez sensu, bym płacił za usługę — oni chętnie zrobią zakupy zakulisowo, a ten procent po prostu im odejmę od ostatecznej kwoty — no i wysłał za pobraniem. Naturalnie nic takiego nie wchodziło w grę, ale moja odmowa wyraźnie im się nie podobała. No trudno. Na szczęście nie dla wszystkich stanowiło to problem, bo ostatecznie zarówno gry i konsole o których mowa trafiły w dobre ręce, którym dokarmianie Allegro nie przeszkadzało — ostateczna cena również. W końcu i tak była niższa niż w przypadku konkurencyjnych ofert.

Na szczęście to nie reguła

Cwaniacy, miłośnicy targowania, szukający okazji — jakkolwiek by ich nie nazwać, wciąż wpisują się w krajobraz tamtejszego handlu. Na szczęście nie są oni regułą, a pośród wszystkich znaleźli się także użytkownicy, którzy doskonale poradzili sobie z tematem. Dopytywali o jakość, prosili o więcej zdjęć, czy po prostu zrobili większe zakupy — wcześniej umówiliśmy się więc na wystawienie nowej, zbiorczej, aukcji z odrobinę niższą ceną i dostosowaną do pakietu wysyłką. Widać w tym pewną moją niekonsekwencję, ale każdy kto polował kiedyś na klasyczne gry, prawdopodobnie natknął się na zestawy gdzie pośród kilku średniaków i tandety znaleźć można było prawdziwe diamenty — ostatecznie więc tak wyglądały te pakiety, zatem finalnie wilk był syty, a owca cała.

Pewne rzeczy się nie zmieniają

Może jestem naiwny, ale w dobie prężnie działającego handlu na Facebooku i OLX, wydawało mi się że… Allegro bliżej po prostu do internetowego sklepu, gdzie zagląda się by coś kupić i nie kombinować. Najwyraźniej jednak byłem w błędzie, chociaż może to tyczy się wyłącznie użytkowników, którzy mają raptem kilka ofert i na tym koniec? Jakoś trudno mi sobie wyobrazić analogiczną sytuację przy zakupie od sprzedawców oferujących setki przedmiotów. Wiecie, mam tu na myśli kombinowanie, targowanie i proszenie o kilkuprocentowy upust, albo zamówienia zakulisowe. Co się nadenerwowałem to moje, ale przynajmniej mam puste regały i na jakiś czas spokój. Natomiast historie które przeżyłem w lokalnej placówce Poczty Polskiej to zupełnie inna bajka ;-).