Motoryzacja

Faraday Future niebawem zaprezentuje samochód - powstanie solidny rywal dla Tesli?

MS
Maciej Sikorski
8

Rośnie konkurencja na rynku aut elektrycznych: jedne firmy prezentują swoje propozycje, inne zapowiadają, że wejdą do tego biznesu, czasem dodają, że spróbują w nim namieszać. Przykładem Faraday Future - startup, który chce pójść drogą Tesli i stać się znaną, pożądaną marką. Prawdopodobnie zaproponuje pojazdy nie tylko elektryczne, ale też autonomiczne i dostępne w nowych modelach biznesowych. A szczegóły zaczniemy poznawać już za kilka miesięcy: samochód pojawi się na targach CES 2017.

Faraday Future to nadal dość zagadkowy biznes. Pisząc o nim kilka kwartałów temu, zastanawiałem się, czy jest to firma tworzona przez Apple jako biznes, który pociągnie prace nad motoryzacyjnym projektem firmy z Cupertino (ten przechodzi ostatnio pewne perturbacje). W miarę szybko okazało się jednak, że korzeni startupu należy się doszukiwać w Chinach, pieniądze na jego rozwój wykłada m.in. Jia Yueting - gigant z pogranicza mediów i nowych technologii. Mogło się wydawać, że głośne zapowiedzi wejścia na rynek elektryków to zwyczajne przechwałki, że więcej w tym PRu, niż konkretów. Ale firma zaczęła np. budować fabrykę, w której mają powstawać jej samochody.

Faraday Future to nadal dość zagadkowy biznes. Pisząc o nim kilka kwartałów temu, zastanawiałem się, czy jest to firma tworzona przez Apple jako biznes, który pociągnie prace nad motoryzacyjnym projektem firmy z Cupertino (ten przechodzi ostatnio pewne perturbacje). W miarę szybko okazało się jednak, że korzeni startupu należy się doszukiwać w Chinach, pieniądze na jego rozwój wykłada m.in. Jia Yueting - gigant z pogranicza mediów i nowych technologii. Mogło się wydawać, że głośne zapowiedzi wejścia na rynek elektryków to zwyczajne przechwałki, że więcej w tym PRu, niż konkretów. Ale firma zaczęła np. budować fabrykę, w której mają powstawać jej samochody.

Spore nadzieje wiązano z prezentacją samochodu, do jakiej doszło podczas targów CES 2016. Tyle, że emocje szybko opadły: firma pokazała coś w rodzaju Batmobila. Pojazd może i efektowny, ale oderwany od realiów. Firma przekonywała, że to wstęp do czegoś większego, przedsmak premier, które odcisną piętno na rynku. Media, przedstawiciele biznesu i zwykli pasjonaci mówili zatem "ok, czekamy na więcej". I prawdopodobnie doczekają się kolejnych kroków. Mniej więcej w tym samym czasie, gdy Elon Musk opowiadał o Autopilocie w Tesli, Faraday Future zaintrygowało świat swoim pokazem w ramach CES 2017. To może być coś większego: podczas zeszłotygodniowego spotkania z szefami tej wielkiej imprezy usłyszałem właśnie o premierze Faraday Future - wiązane są z nią spore nadzieje.

Co konkretnie zobaczymy? Wiadomo niewiele. Oczekuje się jednak samochodu, który trafi na ulice - koniec z prototypami z komiksu, czas na pojazd, który będzie produkowany na większą skalę i sprzedawany. Trafiłem na doniesienia, że miałby to być elektryk klasy premium, konkurent dla Tesli Model X. Nie ma się zatem czym interesować, bo to nie trafi do naszych garaży? Możliwe. Ale Faraday Future może pójść tą samą drogą, co Tesla: od samochodów drogich, do relatywnie tanich - wraz z rozwojem firmy, oferta będzie się rozszerzać i stanie się bardziej masowa. Warto też pamiętać, że Chińczycy stojący za tym biznesem mówią o nowych modelach własności - przewiduje się np. wykorzystanie autonomicznej jazdy, wspomina się o abonamentach, zarabianiu na treściach oferowanych kierowcy i pasażerom. Przypominam, że chodzi o medialnego giganta, dla którego samochód może się stać po prostu kolejnym urządzeniem z wyświetlaczem serwującym treści i reklamy - wkraczamy na zupełnie nowe pole.

Czy Elon Musk i jego ludzie mają powody, by obawiać się tego konkurenta? Na razie mogą się czuć bezpieczni, bo FF nie pokazało nic wielkiego. Ale nie jest tajemnicą, że gracz przejmuje ludzi z różnych sektorów i tworzy coś dużego. Stoi za nim duży chiński biznes, ambicje są całkiem spore. nie zdziwiłbym się gdyby w sprawę zaczęło się poważnie mieszać chińskie państwo, które pomoże firmie. Tesli raczej to nie zaszkodzi, ale może rozruszać rynek, podkręci jego rozwój - przedstawiciele tzw. tradycyjnego sektora motoryzacji, starzy wyjadacze, będą się musieli naprawdę postarać, by nie zostać w tyle.

Spore nadzieje wiązano z prezentacją samochodu, do jakiej doszło podczas targów CES 2016. Tyle, że emocje szybko opadły: firma pokazała coś w rodzaju Batmobila. Pojazd może i efektowny, ale oderwany od realiów. Firma przekonywała, że to wstęp do czegoś większego, przedsmak premier, które odcisną piętno na rynku. Media, przedstawiciele biznesu i zwykli pasjonaci mówili zatem "ok, czekamy na więcej". I prawdopodobnie doczekają się kolejnych kroków. Mniej więcej w tym samym czasie, gdy Elon Musk opowiadał o Autopilocie w Tesli, Faraday Future zaintrygowało świat swoim pokazem w ramach CES 2017. To może być coś większego: podczas zeszłotygodniowego spotkania z szefami tej wielkiej imprezy usłyszałem właśnie o premierze Faraday Future - wiązane są z nią spore nadzieje.

Co konkretnie zobaczymy? Wiadomo niewiele. Oczekuje się jednak samochodu, który trafi na ulice - koniec z prototypami z komiksu, czas na pojazd, który będzie produkowany na większą skalę i sprzedawany. Trafiłem na doniesienia, że miałby to być elektryk klasy premium, konkurent dla Tesli Model X. Nie ma się zatem czym interesować, bo to nie trafi do naszych garaży? Możliwe. Ale Faraday Future może pójść tą samą drogą, co Tesla: od samochodów drogich, do relatywnie tanich - wraz z rozwojem firmy, oferta będzie się rozszerzać i stanie się bardziej masowa. Warto też pamiętać, że Chińczycy stojący za tym biznesem mówią o nowych modelach własności - przewiduje się np. wykorzystanie autonomicznej jazdy, wspomina się o abonamentach, zarabianiu na treściach oferowanych kierowcy i pasażerom. Przypominam, że chodzi o medialnego giganta, dla którego samochód może się stać po prostu kolejnym urządzeniem z wyświetlaczem serwującym treści i reklamy - wkraczamy na zupełnie nowe pole.

Faraday Future to nadal dość zagadkowy biznes. Pisząc o nim kilka kwartałów temu, zastanawiałem się, czy jest to firma tworzona przez Apple jako biznes, który pociągnie prace nad motoryzacyjnym projektem firmy z Cupertino (ten przechodzi ostatnio pewne perturbacje). W miarę szybko okazało się jednak, że korzeni startupu należy się doszukiwać w Chinach, pieniądze na jego rozwój wykłada m.in. Jia Yueting - gigant z pogranicza mediów i nowych technologii. Mogło się wydawać, że głośne zapowiedzi wejścia na rynek elektryków to zwyczajne przechwałki, że więcej w tym PRu, niż konkretów. Ale firma zaczęła np. budować fabrykę, w której mają powstawać jej samochody.

Spore nadzieje wiązano z prezentacją samochodu, do jakiej doszło podczas targów CES 2016. Tyle, że emocje szybko opadły: firma pokazała coś w rodzaju Batmobila. Pojazd może i efektowny, ale oderwany od realiów. Firma przekonywała, że to wstęp do czegoś większego, przedsmak premier, które odcisną piętno na rynku. Media, przedstawiciele biznesu i zwykli pasjonaci mówili zatem "ok, czekamy na więcej". I prawdopodobnie doczekają się kolejnych kroków. Mniej więcej w tym samym czasie, gdy Elon Musk opowiadał o Autopilocie w Tesli, Faraday Future zaintrygowało świat swoim pokazem w ramach CES 2017. To może być coś większego: podczas zeszłotygodniowego spotkania z szefami tej wielkiej imprezy usłyszałem właśnie o premierze Faraday Future - wiązane są z nią spore nadzieje.

Co konkretnie zobaczymy? Wiadomo niewiele. Oczekuje się jednak samochodu, który trafi na ulice - koniec z prototypami z komiksu, czas na pojazd, który będzie produkowany na większą skalę i sprzedawany. Trafiłem na doniesienia, że miałby to być elektryk klasy premium, konkurent dla Tesli Model X. Nie ma się zatem czym interesować, bo to nie trafi do naszych garaży? Możliwe. Ale Faraday Future może pójść tą samą drogą, co Tesla: od samochodów drogich, do relatywnie tanich - wraz z rozwojem firmy, oferta będzie się rozszerzać i stanie się bardziej masowa. Warto też pamiętać, że Chińczycy stojący za tym biznesem mówią o nowych modelach własności - przewiduje się np. wykorzystanie autonomicznej jazdy, wspomina się o abonamentach, zarabianiu na treściach oferowanych kierowcy i pasażerom. Przypominam, że chodzi o medialnego giganta, dla którego samochód może się stać po prostu kolejnym urządzeniem z wyświetlaczem serwującym treści i reklamy - wkraczamy na zupełnie nowe pole.

Czy Elon Musk i jego ludzie mają powody, by obawiać się tego konkurenta? Na razie mogą się czuć bezpieczni, bo FF nie pokazało nic wielkiego. Ale nie jest tajemnicą, że gracz przejmuje ludzi z różnych sektorów i tworzy coś dużego. Stoi za nim duży chiński biznes, ambicje są całkiem spore. nie zdziwiłbym się gdyby w sprawę zaczęło się poważnie mieszać chińskie państwo, które pomoże firmie. Tesli raczej to nie zaszkodzi, ale może rozruszać rynek, podkręci jego rozwój - przedstawiciele tzw. tradycyjnego sektora motoryzacji, starzy wyjadacze, będą się musieli naprawdę postarać, by nie zostać w tyle.

Czy Elon Musk i jego ludzie mają powody, by obawiać się tego konkurenta? Na razie mogą się czuć bezpieczni, bo FF nie pokazało nic wielkiego. Ale nie jest tajemnicą, że gracz przejmuje ludzi z różnych sektorów i tworzy coś dużego. Stoi za nim duży chiński biznes, ambicje są całkiem spore. nie zdziwiłbym się gdyby w sprawę zaczęło się poważnie mieszać chińskie państwo, które pomoże firmie. Tesli raczej to nie zaszkodzi, ale może rozruszać rynek, podkręci jego rozwój - przedstawiciele tzw. tradycyjnego sektora motoryzacji, starzy wyjadacze, będą się musieli naprawdę postarać, by nie zostać w tyle.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu