24

Nie Apple a Chińczycy stoją za Faraday Future – firmą, która rzuca wyzwanie Tesli

Jakiś czas temu pisałem o tajemniczej firmie Faraday Future. Zastanawiałem się, kto za nią stoi i nie była to zagadka, nad którą tylko ja się głowiłem. W pogłoskach pojawiła się firma Apple, wspominano o Google, zastanawiano się, czy wypłynąć może ktoś zupełnie nowy. Okazało się, że ślady prowadzą do Chin. Konkretnie do biznesmena, który ubiera […]

Jakiś czas temu pisałem o tajemniczej firmie Faraday Future. Zastanawiałem się, kto za nią stoi i nie była to zagadka, nad którą tylko ja się głowiłem. W pogłoskach pojawiła się firma Apple, wspominano o Google, zastanawiano się, czy wypłynąć może ktoś zupełnie nowy. Okazało się, że ślady prowadzą do Chin. Konkretnie do biznesmena, który ubiera się niczym Jobs i nazywany jest już chińskim Elonem Muskiem. Jia Yueting, bo to o nim mowa, ma w kieszeni miliardy dolarów i najwyraźniej chce te środki pomnożyć…

Nie będę ponownie opisywał szumu wokół Faraday Future – odsyłam do swojego tekstu z pierwszej połowy listopada. Zastanawiałem się kto stoi za tym biznesem, Czytelnicy też to robili – niektórzy wskazywali na Chińczyków. I mieli rację. Dlaczego firma z Państwa Środka nie przedstawiła swoich planów wprost, tylko bawiła się z mediami? Odpowiedzią może być chyba marketing – chcieli narobić hałasu i skupić na sobie uwagę. Gdyby powiedzieli: zamierzamy produkować samochody elektryczne, mamy pieniądze i pokażemy światu, że stać nas na wiele, to większość odbiorców pewnie machnęłaby na to ręką. Takie czasy, że nikogo nie dziwi wielka chińska kasa i dążenie do opanowania rynku.

flaga-chiny-panstwa.jpeg 2 560×1 600 pikseli

Postawiono zatem na tajemnicę, zagadkę i to się opłaciło. Warto przy tym dodać, że ta firma wcześniej narobiła szumu innym zabiegiem, część z Was pewnie ją pamięta – to oni porównali Apple do Hitlera (niewtajemniczonych odsyłam do tekstu Jakuba). Korporacja, o której piszę nazywa się LeTV (Leshi Internet Information & Technology), pół roku temu pisałem o niej tak:

Firma wystartowała w Chinach ponad dziesięć lat temu, fundament stanowi dość popularny w Państwie Środka serwis wideo – każdego dnia notowanych jest około 300 mln wyświetleń filmów. Produkują też smartTV, teraz chcą to rozszerzyć o smartfony (a w przyszłości także o samochody…).

Zwróćcie uwagę na ostatnie słowa, już wtedy mowa była o samochodach. Ten wątek sięga roku 2014, gdy szef chińskiego gracza zaczął snuć wizję elektrycznych pojazdów, które dostarczy światu, a zwłaszcza Chinom, by pomóc w eliminacji smogu zabijającego miliony ludzi. Zapowiedzieć, że zrobi się samochód to jedno – zrobić zupełnie inna kwestia. Ale dlaczego nie miałoby się im udać? Skoro mógł Musk, może i chiński miliarder. Zwłaszcza, gdy otrzyma wsparcie rodzimego biznesu i władz…

Przeczytałem, że Jia Yueting lubi chodzić w dżinsach, adidasach i T-shirtach, przez to porównywany jest do Jobsa (chociaż tamten wolał golfy), ale trzeba wspomnieć, że Chiny mają już swojego Jobsa – przecież tak nazywany jest szef Xiaomi. Zaczęto go zatem porównywać do Muska. Są w podobnym wieku (po czterdziestce), obaj znajdują się na liście miliarderów (majątek Chińczyka wyceniany jest na ponad 7 mld dolarów), obaj fortunę zawdzięczają swojej pracy, obaj zbudowali ją zaczynając od biznesu w Sieci. Jeden i drugi mówi o czystej energii, ograniczaniu zanieczyszczeń, ekologicznej przyszłości. Amerykanin patrzy w stronę Marsa, a Chińczyk ma chyba bardziej przyziemne plany – zamierza wszystkim dostarczać treści za pomocą swojej platformy.

LeTV to ciekawy twór, łączy się w nim sporo biznesów i pomysłów. Platforma internetowa, twórca treści i ich dystrybutor, firma dostarczająca sprzęt oraz aplikacje, działające w e-commerce. Interes rośnie. Wzdłuż i wszerz chciałoby się napisać. Działają, by stać się globalnym graczem, są w stanie sprzedać milion smartfonów w krótkim czasie, o czym pisał swego czasu Jakub, a niedawno okazało się, że firma zamierza przejąć pakiet kontrolny w Yidao Yongche, czyli chińskiej konkurencji Ubera. Coraz ciekawiej, prawda?

W swojej fabryce w USA korporacja zamierza produkować samochody, ale na tym nie koniec – przy okazji doniesień na temat Gigafactory (biznes Muska) pisałem, że problemem w tym sektorze są baterie. Konkretnie ich niedobór i wysokie ceny. Faraday Factory musiałoby zatem tworzyć także akumulatory na swoje potrzeby. Ale to są pewnie w stanie szybko załatwić, Panasonic czy inna korporacja (LG, Samsung?) ucieszą się na wieść o dużym kliencie. Wszystko musi się jednak dziać szybko – przecież samochód Faraday Future ma się pojawić już za parę lat. Tak przynajmniej wynika z zapowiedzi. Na dobrą sprawę nie wiemy, jak zaawansowane są prace – może Chińczycy zabrali się za ten projekt już jakiś czas temu, a teraz zaczynają odkrywać karty?

Intryguje model biznesowy tego przedsięwzięcia – nie jest powiedziane, że firma będzie sprzedawać samochody, że zamierzają robić interes na samym wręczeniu klientowi kluczyków i pożegnaniu go w salonie. Wspomina się o ekonomii współdzielenia, o abonamencie, zastanawia oczywiście motyw nabycia udziałów w chińskim Uberze i można to łączyć z faktem, że Faraday Future wspomina o pojazdach autonomicznych. Jest jeszcze coś – samochód w ich wizji jest narzędziem do sprzedawania treści. Niczym Kindle czy Kindle Fire dla Amazona.

To może brzmieć niedorzecznie, ale trzeba brać pod uwagę, że rynek się zmienia. Za kilka lat aplikacje dla samochodu faktycznie mogą być niezłym biznesem. Weźmy też pod uwagę, że trzeba zająć jakoś kierowcę, który nie musi już patrzeć na drogę. Kierowcę i pasażerów. Samochód stanie się centrum rozrywki. A to przestrzeń, w której porusza się dzisiaj LeTV. To nie SF – to prawdopodobnie rzeczywistość w kolejnej dekadzie. Przyszłość, o której już myśli chiński miliarder. Czy to konkurencja dla Muska? Przekonamy się, ile wyjdzie z ich zapowiedzi. Jeśli jednak wejdą na rynek z przytupem, to plany Tesli związane z podbojem rynku w Państwie Środka zderzą się z mocną przeszkodą.