36

Facebook daje darmowy „Internet”, a urzędnicy… banują tę usługę

Mark Zuckerberg prawdopodobnie ma dzisiaj nietęgą minę. Jeden z jego sztandarowych projektów, "darmowy Internet" dla ubogich właśnie został zbanowany w Indiach. Wielki kraj, olbrzymie możliwości, świetne perspektywy rozwoju i... spory kłopot. Natychmiast pojawia się pytanie: jak to, w Indiach nie chcą darmowego neta? Może i by chcieli, ale to musi być pełnowartościowa Sieć. A Zuckerberg dawał coś, co nazywano protezą.

Internet.org, czyli już ja was podłączę

Podejrzewam, że spora część z Was kojarzy ten projekt (a jeśli nie, to odsyłam do wcześniejszego wpisu). Facebook i szereg innych gigantów technologicznych ogłosili kilka lat temu, że będą podłączać do Sieci miliardy osób, które dzisiaj są wykluczone z cyfrowego świata. Na słowach się nie skończyło: w Ameryce Łacińskiej, Azji i Afryce zaczęto realizować ten projekt. Pisały o nim media, chwalił się tym Zuckerberg. Jakiś czas temu usługa doczekała się nazwy Free Basics i tak jest dzisiaj kojarzona. W nazwie skrywa się haczyk, za który Zuckerberg i spółka są krytykowani.

Facebook podpisywał umowy z lokalnymi dostawami Internetu i zapewniał ludziom darmowy dostęp do Sieci, ale nie była to Sieć w pełnym wymiarze. Wybrane strony, wybrane usługi. Mieliśmy BBC, Wikipedię, serwisy poświęcone zdrowiu czy edukacji oraz… niebieski serwis społecznościowy. Było to uszyte tak, by np. odciąć ludzi od usług Google czy innych mediów społecznościowych. Mechanizm wydaje się zatem prosty: podłączymy was, lecz do Internetu, który my wykreujemy, okroimy. Chyba nie trzeba nikomu tłumaczyć, jaki w tym zysk Facebooka.

To nie Internet. To getto

Czy wszyscy byli zachwyceni i bili brawo? Nie. Pojawiło się sporo głosów krytycznych, a swoista fala sprzeciwu wobec poczynań Facebooka rosła. Bo nie można mówić o naprawianiu świata, gdy robi się biznes. Przynajmniej nie można robić tego w ten sposób. Podkreślano, że Facebook mija się z prawdą mówiąc o podłączaniu ludzi do Internetu. Bo to nie jest Internet, lecz jego proteza, poletko wykrojone przez szereg firm. To nie tylko nieetyczne, ale też szkodliwe dla konkurencji – przecież sporo stron, w tym lokalne serwisy, byłyby dyskryminowane rozszerzaniem tej usługi.

Protesty w tej sprawie przybierały różną formę. Jedni pisali artykuły i posty, drudzy pisma do władz, jeszcze inni pikietowali. Zrobił się z tego poważny temat. Ale czy to powinno dziwić? Mówimy o Indiach – rynku, na którym znaleźć można setki milionów klientów. A który nadal jest nienasycony. Chiny to dla Facebooka czy Google raczej zamknięty temat. Ale Indie? Miliard ludzi może tam mieć smartfon. Miliard ludzi może korzystać z Internetu. Może nie za rok czy dwa, lecz w dłuższej perspektywie ten kraj bardzo pobudza wyobraźnię firm technologicznych. Nie dziwi więc, że Facebook odpierał ataki i przeznaczał sporo pieniędzy na przekonanie do swoich racji. Ostatnie wydarzenia pokazują, że bezskutecznie.

Internet w jednej formie

Przy tym temacie działo się sporo w ostatnich kwartałach, ale teraz zadziało się na poważnie. Indyjski regulator TRAI (Telecom Regulatory Authority of India) zbanował dzisiaj usługi typu Free Basics. Czy decyzja jest wymierzona konkretnie w usługę wspieraną przez Facebooka? Nie, konkretnie nie, ale i tak wszyscy mówią o ciosie, jaki musi przyjąć serwis Zuckerberga. Taryfy, w których oferowano „darmowy Internet” przestają obowiązywać, nie będzie już można udostępniać niektórych stron czy aplikacji bez pobierania opłat. Albo wszystko albo nic.

Ta decyzja wywoła pewnie wielkie kontrowersje. Oburzy się Facebook, oburzą się przeciwnicy wtrącania się państwa w biznes. Stwierdzą, że Facebook jest niesłusznie karany za swój pomysł. Owszem, buduje w ten sposób zasięg, ale przecież nie ma nic za darmo. A w ten sposób może pomóc ubogim ludziom. Gdy się już wzbogacą (kto wie, może za sprawą Internetu), to wykupią lepszą taryfę, dostęp do „całego Internetu”. Sęk w tym, że wtedy mogą już machnąć ręką na niektóre serwisy i strony, bo będą przyzwyczajeni do tych, które oferowano im wcześniej…

Co dalej? Oto jest pytanie. Zastanawia zarówno to, jak potoczą się losy tej usługi w Indiach, jak i to, co zrobią urzędnicy w innych krajach – przecież mogą pójść śladem „największej demokracji świata” i utrudnić funkcjonowanie Free Basics. Wielka kłoda rzucona pod nogi Facebooka. Serwis zapowiada jednak, że się nie podda i będzie przekonywał do swoich racji, dostosowywał usługę do lokalnych wymogów. To oznacza spore wydatki. Ale w dłuższej perspektywie do ugrania jest sporo, więc korporacja raczej się nie podda…