24

Śmieją się, że mam obudowę na etui ładujące słuchawki. Ale to ja będę śmiał się ostatni

Kruchość niektórych urządzeń elektronicznych nie tylko mnie zastanawia, ale czasami wręcz przeraża. I nie mówię tu o jakichś drobiazgach z chińskich sklepów wysyłkowych, ale drogich AirPodsach Pro. Na szczęście są sposoby na ich ochronę i dziś się o tym przekonałem.

O AirPodsach Pro pisałem już na łamach Antyweba kilka razy. Jeśli chodzi o same słuchawki, wygodę i brzmienie – jak na taką konstrukcję jest naprawdę bardzo dobrze. To wciąż moje ulubione samodzielne, bezprzewodowe dokanałówki. W swojej recenzji po pół roku napisałem jednak:

Słuchawki wydają się bardzo odporne na zniszczenia, etui już niestety nie. Sama konstrukcja jest solidna i dobrze spasowana, jednak biały połyskujący plastik lubi się rysować. Pooglądałem jak wyglądają pudełeczka poprzedniego modelu na zdjęciach w sieci i szybko zainwestowałem w tanie silikonowej etui. Wygląda tak sobie, powycierało się już i nieco straciło na kształcie – ale przynajmniej mam świadomość, że nie porysuję kejsa i guma zamortyzuje ewentualne uderzenie.

Zdania nie zmienię, zmieniłem natomiast etui dla etui. Wiem, jak to brzmi, może lepiej użyć słowa „case” lub pokrowiec. Początkowo korzystałem ze zwykłego taniego silikonu z Allegro, ale na dobrą sprawę chronił on tylko od zarysowań. Ostatecznie zdecydowałem się na dużo grubszy i solidniejszy pokrowiec firmy Spigen. Wygląda świetnie, sprawia wrażenie solidnego, zastosowano w nim fajny mechanizm otwierania – najciaśniej case ściska etui na wieczku, pozostała część jest natomiast ruchoma, przy każdym otwarciu applowskie plastikowe pudełko wysuwa się więc z pokrowca.

Spigen Urban FIT Apple Airpods PRO Case Black

Ale komukolwiek je pokazałem (ze szczególnym uwzględnieniem Twittera), śmiechów nie było końca:

etui do etui, aahahahah

Tak, etui do etui. Nie jestem jakimś specjalnym estetą, ale widziałem jak paskudnie rysują się te plastikowe pudełeczka od Apple i jak krucha jest to konstrukcja. Nie jestem jakąś przesadną niezdarą, ale zdarza mi się upuszczać elektronikę, nie za często, ale jednak. I dziś przekonałem się na własnych AirPodsach jak miło jest odetchnąć z ulgą.

Zwykły czwartkowy poranek, godzina 6 z hakiem, parking przed siłownią, zwykła kostka pod nogami. Chwila nieuwagi, etui ląduje z hukiem obok moich butów, na szczęście bez słuchawek w środku. Apple zastosowało w swoim pudełeczku magnetyczny zatrzask i jest to super sprawa w takim codziennym użytkowaniu, ale przy impecie uderzenia nie utrzyma wieczka zamkniętego. Na szczęście gumowe bumpery na rogach i „wytrzymały materiał z poliwęglanem” zdaje egzamin. Etui jest całe, pokrowiec też nie odniósł ran po kontakcie z kostką bauma. Schowałem sprzęt do kieszeni i poszedłem dalej. Mam już tyle lat i korzystałem z tylu plastikowych przedmiotów, że mam całkowitą pewność jak wyglądałoby teraz moje etui na AirPodsy Pro gdyby nie miało żadnej ochrony. Z ciekawości zajrzałem, czy w polskim sklepie Apple mógłbym w ogóle dokupić nowe – nie, nie ma go w ofercie Apple, więc sprawa stałaby się problematyczna.

Nosić etui, czy nie nosić?

Wiem, że pokrowiec na etui brzmi śmiesznie. Śmieszne nie jest natomiast to, że jedna z części AirPodsów Pro obsługuje indukcyjne ładowanie, wygląda zgrabnie, ale jednocześnie sprawia wrażenie kompletnie nieodpornego na codzienne użytkowanie. Wydaje mi się również, że większość użytkowników płacąc ponad 1000 złotych za słuchawki chciałoby, żeby po kilku miesiącach nie wyglądały jak wyciągnięte z… (resztę dopiszcie sobie sami).

Podobnie mam z telefonami, które od lat wkładam do etui. Jasne, psuję tym cały wygląd telefonu – cały desing, przy którym w pocie czoła pracowali projektanci, ale mam przynajmniej więcej spokoju kiedy smartfon wysunie się z kieszeni lub w coś uderzy. A, tak jak każdemu, mi również się to zdarza. Nikogo nie namawiam, bo etui to z jednej strony kwestia gustu (lub jak wolicie – jego braku), z drugiej samodzielne podejmowanie ryzyka. Oczywiście standardowa ochrona nie daje stuprocentowej pewności, że telefonowi nic się podczas upadku nie stanie, ale ja to nazywam minimalizowaniem ryzyka. O ile oczywiście dobrze je dobierzecie, bo cienki silikon za kilka złotych z aukcji jedyne przed czym ochroni to rysy. Przekonałem się o tym korzystając ze Spigen Neo Hybrid do Samsunga Galaxy S7 Edge. Wtedy stałem się fanem produktów tej firmy (Apple Watcha również chronię case’m Spigena) i kupiłem kolejny egzemplarz do Samsunga. Ale żeby nie było, że tylko Spigen – aktualnie na iPhonie mam całkiem solidne, drewniane – i moim zdaniem bardzo ładne – etui Bewood. W zapasie leżą dwa kolorowe silikony Puro. W przypadku tych ostatnich ostrzegam jednak, że z czasem tracą na swoim uroku i guma zaczyna się powoli wycierać.

Już dawno minęły czasy kiedy można było powiedzieć, że elektronika użytkowa jest trwała. Katowałem swoje walkmany i wciąż wyglądały dobrze, nic od nich nie odpadało – smartfony potrafią się natomiast rysować od samego patrzenia, plastikowe obudowy słuchawek po miesiącu wyglądać jakby miały 2 lata, a małe gadżety po jednym kontakcie z betonem nadają się na śmietnik. Szkoda, że technologia poszła tak bardzo do przodu, a trwałość urządzeń i ich odporność na codzienne użytkowanie z każdym rokiem cofa się o kilka kroków.