elon musk tesla
34

„Chciałbym być taki jak Elon Musk”. Naprawdę? Wcale byś nie chciał

Czasami i ja, a znacznie częściej moi znajomi zastanawiali się, skąd w ogóle Elon Musk ma tyle energii - prowadzi dwie firmy, zmienia świat, wymyśla nowe rzeczy i zarabia potężne pieniądze. Dla osób, które jeszcze nie mają poukładanej hierarchii wartości i funkcjonują na tzw. "dorobku", Musk zdaje się być kimś w rodzaju autorytetu - stanowi dowód na to, "że się da" i jeżeli się tylko chce - można wszystko.

Tymczasem, akcji m. in. Tesli spadły tuż po tym, jak w jednym z wywiadów Elon Musk przyznał się do tego, że stan jego zdrowia – także psychicznego jest naprawdę fatalny. Facet cierpi z powodu przepracowania, jego stosunki z rodziną są coraz słabsze, a on sam zmaga się z uzależnieniem od leków nasennych – bez nich nie jest w stanie zasnąć. Nic dziwnego – mnogość bodźców w ciągu dnia, a może i (to już akurat moje spekulacje) jakiekolwiek wspomagacze mogą rozregulować rytm dobowy i doprowadzić do niebezpiecznej w skutkach bezsenności. Chcielibyście tak żyć? Chcielibyście być jak Elon Musk? Nigdy tak bogaty nie byłem i prawdopodobnie nie będę – natomiast jestem niemalże pewien, że nawet miliony (albo i miliardy) na koncie nie zrekompensowałyby mi fatalnego samopoczucia. Choć pewnie byłoby znacznie łatwiej to udźwignąć.

Żyj tak, jakby miało nie być jutra

Takich „Elonów Musków” na świecie możemy mieć więcej – ale naturalnie mówimy tylko o tych najgłośniejszych, najbardziej medialnych przypadkach. Wśród nas, nawet w kręgu naszych znajomych mogą być ludzie, którzy już dawno zatracili zdrowe priorytety i żyją w pułapce złożonej ze swoich potrzeb i pragnień. Też mogą nie spać, leczyć się lekami nasennymi, a może i nawet próbując „wspomagać” swój umysł. Wydaje nam się, że mają dosłownie wszystko – kochającą rodzinę, dobre stanowisko w pracy, niemałe sukcesy, świetne auto. Wiecie, u sąsiada trawa jest zawsze bardziej zielona od tej, która rośnie na naszym podwórku. Widzimy jedynie urywek czyjegoś życia – nie mamy okazji poznać tych ludzi wtedy, gdy są sami i trawią ich nieznane nam problemy.

Elon Musk najprawdopodobniej padł ofiarą własnej ambicji. W pewnym momencie uznał, że „może wszystko”, tyle że on sam jest przecież tylko człowiekiem. Nie wiem czy ktokolwiek z nas jest w stanie pracować umysłowo przez więcej niż 12 godzin i mówić o sobie, że jest „efektywny”. Uwierzcie mi, że w takich sytuacjach zwykła kawa nie wystarcza. Ba, nie wystarczy nawet pseudoefedryna, ani jej „mocniejsza siostra”.

Niewiele się o tym mówi, ale branża IT – choć jest pociągająca, ciekawa, wręcz magiczna – jest odrobinę zepsuta i niestety, ale zachodnie wzorce zaczynają się powielać również na naszym rodzimym poletku. Sam wśród znajomych mam typowych „korposzczurów”, którzy wyjechali z małego miasta, sprawdzili się w swojej pracy i poza nią świata nie widzą. Jedni radzą sobie bez wspomagaczy, natomiast inni mówią wprost: „koks jeszcze jakoś trzyma mnie przy życiu”. Wydaje Wam się, że sceny z „Wilka z Wall Street” są mocno przesadzone? Macie rację! Wspomaganie się i cierpienia z tego powodu odbywają się bardzo często po cichu – bez udziału publiki.

Ukierunkowanie na target, konieczność zrealizowania celów, skończenia jeszcze jednego projektu i dysponowania siłą na jeszcze jeden wypad ze znajomymi z biura. I w branży IT i tam, gdzie liczy się jak najwyższy wynik popularny jest także… Ritalin. Lek przepisywany dzieciakom z ADHD (który pozwala im się normalnie skupić), na zdrowych dorosłych działa zupełnie odwrotnie – uzupełnia pasek „staminy” uruchamiając w człowieku nowe pokłady siły i kreatywności. Można go dostać na czarnym rynku – jest drogi, ale jak mówią jego użytkownicy: wart swojej ceny.

elon musk

Elon mógł trafić znacznie gorzej

Ja tu się rozpisałem o faszerujących się wspomagaczami szczurkach, a tu Elon Musk zgłasza jedynie uzależnienie od leków nasennych. Nie zrobiłem tego jednak do końca bezzasadnie, bo jestem niemalże pewien, że choćby jeden raz ten człowiek spróbował wspomóc się farmakologią, choćby dla faktu samej próby. Nie podlegające dyskusji jest natomiast to, że jego styl życia doprowadził go do stanu, w którym trudno jest mówić o ciekawych perspektywach na przyszłość: uzależnienie od jakiegokolwiek leku to droga przez mękę. Elon nie pochwalił się nam co takiego bierze codziennie przed snem, ale doskonale wiadomo, że nawet niezwykle popularny w Polsce zolpidem (Stilnox, Nasen, Polsen, Apo-Zolpin) może powodować bardzo przykre objawy odstawienne – z bezsennością „z odbicia” włącznie.

Cokolwiek Elon nie bierze – ma spory problem. Dlaczego wspomniałem o zolpidemie? Bo przepisuje się go… wręcz mechanicznie nie tylko w Polsce i na całym świecie. Doskonały z punktu widzenia zadowolenia pacjentów i nie tak niebezpieczny według lekarzy (bo krótkodziałający) niebenzodiazepinowy lek nasenny. Bierzesz 15 minut przed zaśnięciem, od razu idziesz do łóżka i rzeczywiście śpisz. Niedawno sam musiałem wspomóc się czymś mocniejszym od melatoniny, czy ziółek z powodu niesamowitych nerwów i zwyczajnie – rozregulowanego rytmu dobowego. Lekarz był jednak o tyle przytomny, że pozwolił mi kontynuować terapię jedynie przez 7 następnych dni. Czy pomogło? Średnio – po dwóch miesiącach dalej mam okresy bezsenności. Leków nasennych nie przyjmuję – dziwne są jakieś.

Nieco gorzej jest w USA natomiast z opioidami, które dzielą i rządzą w zakresie śmiertelnych incydentów z lekami w tym kraju. Mówi się nawet, że broń w Stanach zabija mniej ludzi niż takie specyfiki – zaczynając od „pluszowej” kodeiny, a kończąc na ciężkozbrojnym fentanylu. Lekarzom udało się wmówić w pewnym momencie, że nawet na najprostsze dolegliwości bólowe można przepisywać mocne, aczkolwiek „bezpieczne” specyfiki. Dlaczego? Bo są naprawdę skuteczne – już pal licho drabinę analgetyczną, w której do ciężkich opioidów dochodzi się dopiero wtedy, gdy mamy do czynienia z bólami nowotworowymi.

W tym kraju mówi się wprost o „epidemii opioidowej” – idziesz do lekarza, mówisz że masz mocne lumbago albo ciężki, suchy kaszel. Z dużą dozą prawdopodobieństwa dostaniesz opioid – albo oksykodon, albo hydrokodon, może i nawet fentanyl, a na kaszel – kodeinę z prometazyną. Ten ostatni wyrób jest od lat 90-tych zeszłego wieku uwielbiany w środowisku hip-hopowców, którzy cenią sobie go w połączeniu ze Sprite’em oraz żelkami, robiąc sobie z syropu „Sizzurp”, „Lean” albo jak kto woli „Purple drank” (to to samo!). Fioletowy napój radośnie wsuwa Justin Bieber, raczą się nimi także i inne gwiazdki. Czy można od tego umrzeć? Można. Uzależnić się? Oj, tak.

Dlatego, Elon Musk jeszcze nie trafił aż tak źle – chyba, że nie wiemy wszystkiego i po całym dniu pracy lubi sobie „przywalić to i owo”. Opioidy to największe zło pośród substancji psychoaktywnych i niestety, ale z ich mocą mierzą się również polscy „psychonauci”. W jednym z serwisów, którego tym razem nie wymienię (bo Wam się to nie podoba) można przeczytać kilka dobrych historii osób, które miały wszystko, ale przez Antidol, czy Thiocodin zaczęły to tracić. Na początku „na sportowo” – raz na miesiąc, raz na kwartał – dla nagrodzenia się za dobrą robotę. Następnie już raz na tydzień, raz na dwa dni, codziennie, ciąg, skręt, znowu ciąg – kiedyś może i „detoks”.

Nie da się zasuwać na takich obrotach i nie ucierpieć. Po prostu się nie da

Nie da się mieć tyle na głowie i nie popaść albo w depresję, albo stać się pracoholikiem. Do takiego człowieka mi bardzo daleko – chyba głównie ze względu na swoją leniwą naturę, ale miewałem takie okresy, w których robiłem rzeczy… mnóstwo. Z pełnym zaangażowaniem, z wypruwaniem sobie flaków za wszelką cenę. I wcale nie było mi z tym dobrze – cały czas chciało się więcej, ale ciało mówiło: „STOP”. Ludzkie organizmy mają swoje ograniczenia i często dają nam znać o tym, że zamierzamy przekroczyć niebezpieczną granicę – pytanie tylko, czy rozpoznamy te sygnały?

Więc jeżeli kiedykolwiek przyjdzie Wam ochota być takim jak Elon Musk – pomyślcie o tym, co dzieje się gdy nie ma go na Twitterze, wyłączają się kamery, a on jest sam ze sobą we własnym biurze albo w swoim domu – próbując zasnąć bez wspomagania się farmakologią. Czy chcielibyście żyć w ten sposób – mimo ogromnych pieniędzy i uznania? Czy rzeczywiście to wszystko jest warte tego, by zrobić z siebie ludzki wrak?