Świat

Akcjonariusze Tesli pozywają Muska. Za co?

Krzysztof Rojek
1

Musk staje przed sądem za twitt z 2018 roku. Zarzuty inwestorów są bardzo poważne.

O tym, że Musk potrafi za pomocą jednego Twitta odwrócić notowania giełdowe własnych społek, przekonaliśmy się już nie raz. Ba, wielokrotnie pojawiały się też głosy, że pod płaszczykiem lekkoducha kryje się w tym aspekcie cwany manipulator, który wykorzystuje swoją popularność w social mediach by wpływać na notowania firm jak Tesla czy Starlink, których jest głównym udziałowcem, a więc - powiększać swój majątek. I coś może być na rzeczy, bo warto przypomnieć, że jeszcze do niedawna Musk był (oficjalnie) najbogatszym człowiekiem na ziemi. To się jednak zmieniło, kiedy akcje Tesli zaczęły lecieć na łeb na szyję. Jak wiemy, Musk nie jest jedynym akcjonariuszem firmy, więc sytuacja ta wywołała olbrzymie oburzenie. Inni udziałowcy oskarżają Muska, że przyczynił się do tego, że stracili oni setki milionów dolarów.

Musk powinien trzymać język za zębami?

W sierpniu 2018 Musk napisał niesławnego Twitta, który wstrząsnął. giełdą. Przekaz był bardzo prosty - Musk zabezpieczył fundusze, by wykupić akcje Tesli po 420 dolarów i sprywatyzować firmę.

To z kolei sztucznie rozpoczęło lawinę zdarzeń, w szczególności - gwałtowny wzrost akcji Tesli. Część inwestorów poszło za radą miliardera i faktycznie sprzedało swoje udziały po 420 dolarów. Problem polega na tym, że prywatyzacja... nigdy nie nastąpiła. W związku z tym inwestorzy są wściekli, ponieważ duża część z nich straciła sporo pieniędzy. Glen Littleton, jeden z pozywających, w dniach po wspomnianym tweecie stracił aż 3,5 miliona dolarów. Takich osób jest więcej i w tym momencie właśnie rozpoczyna się rozprawa sądowa w San Francisco, która zdecyduje o tym, jakie były faktyczne efekty działania Muska.

Źródło: Unsplash @dmitrynovikoff

Jeżeli sąd uzna, że fundusze na wykup akcji nie były zabezpieczone (a z tego, co zostało ogłoszone później - nie były), bądź też, że Musk tak naprawdę nie chciał prywatyzować spółki, może czekać go bardzo ciężki czas. Na tyle, że pierwszym krokiem prawników Muska była próba zmiany lokalizacji rozprawy z  San Francisco na Texas, gdzie znajduje się oddział Tesli, argumentując, że w SF Musk nie otrzyma sprawiedliwego wyroku przez stronniczą ławę przysięgłych. Wniosek został jednak oddalony. Teraz, jeżeli sąd orzeknie, że kłamiąc Musk działał na szkodę inwestorów (i przy okazji - swoją korzyść), miliardera mogą czekać potężne reperkusje finansowe. Problemem może też wydawać się reputacja Muska, ale ta po tym, co dzieje się obecnie z Twitterem raczej jest nadszarpnięta na tyle, że żaden wyrok sądu już jej nie pogorszy.

Źródło

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu