Felietony

Elektryczny i w pełni autonomiczny kontenerowiec zaczyna morskie testy

Krzysztof Kurdyła
12

Samochody elektryczne nie schodzą z portalowych czołówek, dość często pojawiają się doniesienia o prototypach zeroemisyjnych samolotów, a przecież to transport morski jest tym największym. Norweski ekologiczny kontenerowiec zaczyna właśnie testy i proces certyfikacji...

Norwegowie e-prymusami

Jak w każdej chyba dziedzinie związanej z wprowadzaniem elektrycznej rewolucji na czele są finansujący się ropą Norwegowie. Nie jest to przytyk, świat od ropy nie jest w stanie odejść ot, tak, więc lepiej kupować ją od tych, którzy jednocześnie finansują z tego technologie ograniczające emisję gazów cieplarnianych, zmniejszając tym niekorzystny bilans swojej działalności.

Elektryczny kontenerowiec „Yara Birkeland”, powstał w wyniku współpracy kilku norweskich firm. Inicjatorem projektu jest chemiczna firma Yara, która kilkanaście lat temu założyła spółkę-córkę Yara Marine Technologies, zajmującą się ograniczeniem emisji w okrętowych silnikach diesla. W 2017 r. firma podjęła decyzję o opracowaniu całkowicie elektrycznego kontenerowca.

W projekcie kooperują też firmy Wilhelmsen, potentat transportu morskiego oraz Kongsberg, firmę opracowującą nowoczesne technologie, między innymi dla przemysłu morskiego. Ich wspólna spółka Massterly, będzie operatorem testowego statku, który będzie bezzałogowo kursować pomiędzy miastami Herøya i Brevik.

Co ciekawe, ten konkretny statek nie będzie zastępować innych jednostek tego typu, ale pozwoli na ograniczenie przybrzeżnego transportu samochodowego. Pływając pomiędzy lokalnymi portami kontenerowymi i dysponując ładownią na 120 TEU (ekwiwalent kontenerów 20-stopowych) statek może zastąpić 40000 kursów dużych ciężarówek rocznie. Wygląda to więc na całkiem sensowne przedsięwzięcie.

Statek

Jednostka „Yara Birkeland” została wyposażona w akumulatory o pojemności 7 MWh, które pełnią zarazem rolę stałego balastu (okrętu nie wyposażono w zbiorniki balastowe). Baterie napędzają dwa zespoły śrub o mocy 900 kW oraz dwa pomocnicze stery strumieniowe o mocy 700 kW. Prędkość maksymalna statku ma wynosić 13 węzłów (około 24 km/h). Cały układ napędowy, elektronikę i czujniki przygotowała wspomniana już firma technologiczna Kongsberg.

Na statku nie będzie załogi, jego rejsy będą nadzorowane z trzech lądowych centrów kontroli. Także manewry cumowania i odcumowania odbywać się będą bez udziału człowieka, dla statku opracowano specjalny system zarządzania tymi operacjami.

W pierwszej fazie testów jedynie załadunek będzie wymagał obecności ludzi, ale docelowo także i tutaj zarządzanie mają przejąć komputery i automatyczne systemy portowe. Elektryczne dźwigi i bramki zostaną przystosowane i „nauczone” obsługi nowego statku tak, aby wszystko mogło odbywać się jak najszybciej. Testy i certyfikacja całego systemu ma potrwać około dwóch lat.

Ciężki transport

Inicjatywy takie jak ta są dziś bardzo potrzebne i jednocześnie mocno spóźnione. Ciężki transport zużywa dziś ogromne ilości paliw kopalnych, a dla większości ludzi jest trochę niewidzialny. Żyć bez niego się nie da, ale projektów tego typu powinno być znacznie więcej. Ze względu na wielkość, specyficzne warunku działania, odejście od silników spalinowych łatwe nie będzie.

Wydaje się, że zasilanie taki jak tutaj, czysto bateryjne, będzie ograniczone dla żeglugi przybrzeżnej, rejsy pełnomorskie i oceaniczne wymagać będą czegoś więcej. Szansę widzę tu przede wszystkim dla wodoru, choć interesująco wyglądają też nowoczesne żaglowce transportowe. Bić jest się o co, statki tego typu odpowiadają za 70% światowego transportu i 3-4% całkowitej emisji CO2...

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu