13

Electronic Arts będzie pobierać opłaty za oglądanie meczów “e-sportowych”

W e-sporcie są pieniądze - i to wielkie. Okazuje się jednak, że nie tylko w tam, gdzie aktualnie się je zarabia. Pewnie zastanawiacie się skąd cudzysłów - nie chodzi tu bowiem o klasyczny e-sport, a o rozgrywkę polegającą na rywalizacji graczy, tak przynajmniej opisuje to EA. Nie ma mowy o ligach, a o tworzeniu gwiazd ze zwykłych graczy. Electronic Arts zamierza wyciągnąć z oglądania ich zmagań pieniądze, biletując niejako transmisje. Czy to źle? Teoretycznie tak, w praktyce może się jednak okazać, że zyskają na tym wszyscy.

Jeśli coś jest w internecie, musi być darmowe

Żyjemy w takim przekonaniu, zasłaniając się tym, że będziemy płacić wyłącznie za wartościowe treści. Patrząc na to w dużym uproszczeniu – cały czas oglądamy i czytamy te darmowe, czyli te, które wartościowe nie są. Dotychczas jednak przyzwyczailiśmy się do tego, że transmisji z imprez e-sportowych są darmowe, za ich oglądanie nie musimy płacić. Podobnie ma się sprawa z nagraniami na YouTube czy transmisjami na Twitchu. Jasne, w tym drugim przypadku pojawiają się płatne subskrypcje, ale jednak kanały budują swoją społeczność na materiałach darmowych. Ludzie lubią patrzeć jak grają inni – możecie tego nie rozumieć, ale trzeba to zaakceptować.

Wspomniałem o tym, że nie lubimy kiedy jakieś treści w internecie lądują za paywallem i podejrzewam, że dla większości osób oglądających rozgrywkę, to właśnie darmowość była silą, która przyciągała do ekranów. Wygląda jednak na to, że EA zamierza to sukcesywnie zmieniać, przynajmniej na swoim poletku, ujawniając plany na najbliższe lata. Na 2017 rok wydawca planuje ogólną organizację platformy, na 2018 jej rozwój i stworzenie publiczności, na 2019 natomiast wprowadzenie opłat za oglądanie starć.

Electronic Arts nie ma na chwilę obecną zbyt wiele wspólnego z profesjonalnym e-sportem – pod koniec ubiegłego roku wspominałem, że firma tworzy Competitive Gaming Division, na której czele stanie Peter Moore. Tak, jak pisałem na początku, nie chodzi jednak o e-sport, a o transmitowanie rozgrywek najlepszych graczy. Trochę to wszystko zakręcone i nie do końca rozumiem jak całe przedsięwzięcie będzie wyglądać. Poza tym, że głównym celem jest zarobek.

A ten ma pochodzić nie tylko z pobierania opłat za oglądanie, ale również z pozyskania dużych, bogatych sponsorów, nazwisk znanych w branży gier oraz mikrotransakcji. Ja rozumiem to tak, że w przedsięwzięciu weźmie udział cała masa tytułów wydawanych pod szyldem Electronic Arts, stworzona zostanie wokół nich społeczność, będą wyłaniani najlepsi gracze, w całej tej społeczności znaczenie mieć będzie natomiast zasobność portfela.

Są jakieś pozytywy?

Eeee, za pieniądze, nie uda się”. Jasne, też mam mieszane uczucia, ale zobaczcie jaki jest w sieci bałagan. Każdy transmituje co chce, ciężko znaleźć wartościowe materiały, wszędzie przekleństwa, niedawno pisałem o rasistowskich atakach podczas rozgrywek Hearthstone. Stworzenie platformy, na której trzeba będzie płacić za oglądanie pozwala sądzić, że ktoś będzie nad tym wszystkim czuwał, a i widzowie nie będą przypadkowi. To jak z biletowanymi imprezami i otwartymi koncertami – te pierwsze nie przyciągają przypadkowych osób, które z braku ciekawszych zajęć chcą po prostu porozrabiać. Jeśli ktoś zapłaci już za oglądanie, skupi się właśnie na nim – przynajmniej ja tak to widzę. Ciężko mi jednak uwierzyć, że w tak krótkim czasie EA będzie w stanie stworzyć i rozwinąć zarabiającą na siebie platformę, która stoi w opozycji do tego, co od lat mają gracze – darmowości. No, ale kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana.

grafiki

źródło