11

Ebook na czterech ekranach? O zaletach trochę nieszczelnych ekosystemów

Autorem poniższego tekstu jest Piotr Koźmin Domyślnym urządzeniem do konsumpcji wydawnictw elektronicznych wydają się być dedykowane czytniki. I to nie te “udawane” z ekranami LCD, ale te dysponujące wyświetlaczami wykonanymi w technologii epapieru. Urządzenie z ekranem niemęczącym oczu długim czytaniem, idący w tygodnie czas pracy na bateriach, znośna lekkość materii czytnika w okolicach raptem 200 […]

Autorem poniższego tekstu jest Piotr Koźmin

Domyślnym urządzeniem do konsumpcji wydawnictw elektronicznych wydają się być dedykowane czytniki. I to nie te “udawane” z ekranami LCD, ale te dysponujące wyświetlaczami wykonanymi w technologii epapieru. Urządzenie z ekranem niemęczącym oczu długim czytaniem, idący w tygodnie czas pracy na bateriach, znośna lekkość materii czytnika w okolicach raptem 200 gram. Mocne argumenty, ale czy definitywnie eliminujące inne sposoby czytania treści elektronicznych? Niekoniecznie sposoby zastępujące klasyczny czytnik z epapierem, ale efektywnie go uzupełniające. Jak robi to Amazon?

Kupując Kindle’a, nabywamy nie tyle urządzenie co usługę, o czym świadczy niewygórowana cena czytników Amazona, zaczynająca się już od 79 USD na rynku amerykańskim (niedostępna oficjalnie w Polsce wersja z reklamami). Finansowa bariera wejścia w świat Amazona jest chyba i w naszych realiach stosunkowo niska (ok. 160 USD z dostawą i podatkami wprost od producenta). Amazon zakłada, że treści kupione w jego sklepie zrekompensują mu niewielką cenę urządzenia. W przypadku istotnej części polskich użytkowników, którzy jednak wolą czytać w rodzimym narzeczu, ta arytmetyka może się Amazonowi nie domykać (przynajmniej do czasu rychłego już ponoć wejścia na nasz rynek). Polskojęzycznych wydawnictw na dobrym poziomie jest w Amazonie jak na lekarstwo, a dodatkowo księgarnia Bezosa ostatnio usunęła część z nich.

Na szczęście, Amazon nie tworzy szczelnego ekosystemu – nie pozwala wprawdzie zagnieździć się w nim konkurencji, nie wspierając rozpowszechnionego DRM-a spoza znaku Adobe Digital Editions (ADE), ani też ePUB–ów, nawet tych wolnych od zabezpieczeń. Niemniej, oprócz własnego formatu AZW, obsługuje w szczególności popularny MOBI, do którego można bez problemów skonwertować wydawnictwa w formacie ePUB. Ta „nieszczelność” ekosystemu pozwala mu się całkiem żwawo rozwijać, z korzyścią także dla nas, konsumentów treści elektronicznych.

Fakt ten dostrzegają polskie księgarnie, które w ostatnim czasie masowo udostępniają książki w obsługiwanym przez Kindle’a formacie MOBI nie nakładając na niego żadnego DRM-owego kagańca, krępującego głównie uczciwych czytelników. Legalny zakup takiej książki oznacza najczęściej opatrzenie jej nieinwazyjnym znakiem wodnym (watermark) identyfikującym konkretnego nabywcę. Możemy mieć sensowny content spoza amazonowej księgarni, jednocześnie wykorzystując Kindle’a jako dobrej jakości hardware i przynajmniej niektóre dobrodziejstwa ekosystemu. Jakie? Czy tworzą one dla użytkownika wartą uwagi wartość dodaną?

Wprost na czytnik – bez kabelków

Własne pliki z książkami w formacie MOBI możemy przesłać na urządzenie za pomocą kabla USB – sam Kindle jest rozpoznawany na komputerze jako zewnętrzny dysk wymienny, zatem nie jest konieczne instalowanie monstrów w typie aplikacji iTunes. Mimo swojej uniwersalności nie jest to rozwiązanie z gatunku tych, które tygrysy ery mobilnej lubią najbardziej – czyli bez kabli. I tutaj w sukurs przychodzi pomysłowa funkcjonalność Amazona – wysyłając plik z książką na wirtualny adres mailowy zdefiniowany w panelu użytkownika na amazon.com (user@[free].kindle.com) otrzymujemy ją wprost na urządzenie poprzez sieć Whispernet (technologia push). Po uaktywnieniu połączenia WiFi (lub 3G) na Kindle’u Amazon dostarcza nam wysłany mailem plik z książką. Rozwiązanie to wykorzystuje np. księgarnia Virtualo.pl, gdzie po zakupie danego wydawnictwa można określić jego dostarczenie wprost na czytnik – via Whispernet. Pomysłowe i wygodne – zamiast mozolnego szukania kabelka USB (to ten mikro czy mini?), podpinania go pod komputer, zgrywania pliku. Przesyłany plik może być zapisany w różnych formatach (np. DOC(X), HTML, PDF), a usługa Amazona zapewni konwersję w locie (nie dotyczy, oczywiście i niestety, ePUB-a). Objętość typowego pliku MOBI to kilkaset kilobajtów do kilku megabajtów, zatem technologia OTA (over-the-air) nie spowalnia dostarczenia materiału.

Możliwość wysłania zakupionej książki bezpośrednio na Kindle w księgarni Virtualo.pl

Typ dystrybucji treści poprzez wirtualny adres email dostępny jest zarówno dla natywnego czytnika Kindle, jak i dla urządzeń z iOS. Niestety, nie można przypisać wirtualnego przekierowania do powiązanych z tym samym amazonowym kontem urządzeń spoza znaku zielonego robota, pomimo że Amazon oferuje aplikację Kindle również na Androida. Z jakiegoś powodu Amazon faworyzuje tutaj użytkowników iOS – być może jest to tylko etap rozwoju tej funkcjonalności Whispernet, która wkrótce zawita na Androida; być może jest to celowy zabieg biznesowy. Bezpośredni kontakt z działem obsługi klienta Amazona potwierdził to ograniczenie, nie dając odpowiedzi co do jego przyczyn ani też planów udostępnienia tej funkcji dla aplikacji Kindle na Androida.

“Roaming” dla ebooków – i to bezpłatny

Wracając do sygnalizowanych w tytule “czterech ekranów”, tematu eksploatowanego przede wszystkim w obszarze konsumpcji video w czworokącie: telewizor, tablet, smartfon, komputer. W przypadku ebooków i ekosystemu Amazona pierwsze miejsce w tym układzie zajmuje natywny czytnik Kindle. Pierwsze i zarazem dominujące, gdyż jedynie on zapewnia dzięki swojemu ekranowi należyty komfort wielogodzinnego czytania. Inne ekrany święcą, a ich producenci mają wręcz ambicję, żeby świeciły jasno żywymi barwami, co nie sprzyja dłuższej lekturze statycznego książkowego tekstu. Czy pozostałe trzy ekrany mają sens dla miłośnika ebooków?

W mojej opinii: tak – jako uzupełnienie kanału podstawowego, czyli natywnego czytnika. Nie zawsze mam Kindle’a ze sobą, najczęściej towarzyszy mi androidowa komórka, nierzadko też tablet Apple’a. Dzięki istniejącej “nieszczelności” ekosystemu Amazona, mogę na tych urządzeniach z zainstalowaną aplikacją Kindle czytać książki spoza Amazona (tzw. sideloaded). Aplikację Kindle na każdym z urządzeń obsługuje się podobnie – prosto i intuicyjnie, iście w myśl krugowskiej zasady “don’t make me think”. W dodatku, Amazon zapewnia nawet dla wydawnictw nie zakupionych w jego księgarni funkcję “nomadycznej” synchronizacji – zapamiętuje najdalsze miejsce w czytanej książce i przekazuje tę informację via Whispernet do innych urządzeń – nie tylko do natywnego Kindle, ale także do aplikacji Kindle na innych OS. Czyli na przykład, kończę czytać książkę na iPad-owej wersji i wznawiam lekturę na natywnym czytniku dokładnie w tym miejscu. Wiele razy z tej funkcji korzystałem z powodzeniem i potwierdzam jej przydatność zwłaszcza w sytuacji, kiedy czytam naraz kilka pozycji i mogę kontynuować czytanie dowolnej z niej w dowolnym momencie.

Synchronizacja postępu czytania w aplikacji Kindle na iPad (w kierunku: Kindle – iPad)

Synchronizacja postępu czytania na natywnym czytniku Kindle (w kierunku: iPad- Kindle)

Amazon w Polsce – nowa jakość ekosystemu?

Oczywiście Amazon oferuje o wiele szersze spektrum opcji synchronizacyjnych – faworyzując, rzecz jasna, własny sklep i własny czytnik. Można definiować zakładki, zaznaczenia i komentarze, i wszystko to synchronizować. Wobec zapowiadanej ekspansji amerykańskiego giganta na polskim rynku, na naszych czytnikach Kindle zagości wkrótce zapewne więcej pozycji z dostosowanego do lokalnego rynku katalogu Amazona, co pozwoli na pełniejsze korzystanie z zalet ekosystemu. Póki się to nie ziści, możemy – dzięki obsłudze książek spoza Amazona na natywnym czytniku, funkcji bezprzewodowej ich dystrybucji oraz synchronizacji stopnia zaawansowania lektury (reading progress) – już dziś cieszyć się korzyściami z tej “konwergencji czytników”, tzn. uzupełniającego przenikania ich funkcji, niezależnie od systemu operacyjnego. Wydaje się, że idei “wielu ekranów” łatwiej będzie zaistnieć właśnie w świecie ebooków, gdzie wielkość wyświetlacza nie ma tak wielkiego znaczenia, jak w przypadku video. I Amazon o tym wie, “rozszczelniając” swój ekosystem.

Piotr Koźmin