2

Early Access to największe błogosławieństwo i przekleństwo gier wideo

Gry we wczesnym dostępie zawojowały cyfrową sprzedaż. To jednocześnie najlepsze i najgorsze co mogło się grom przydażyć.

Nigdy nie uważałem się za „hardkorowego” gracza. Nigdy nie miałem produkcji, dla której zarywałbym noce czy też miesiącami grindował wynik. Tak, mam kilka ulubionych multiplayerówek, ale wszystko to są casualowe tytuły. Wiecie – World of Tanks, Rocket League, Broforce. Dlaczego piszę taki wstęp? Aby dać wam pewien kontekst do tego, co chce powiedzieć. To co napiszę nie będzie punktem widzenia wyjadacza, a właśnie casualowego gracza. A o czym chce powiedzieć? Ano o czymś, co od jakiegoś czasu jest coraz popularniejszym zjawiskiem w świecie gier – wczesny dostęp.

Early Access to najlepsze co przytrafiło się grom wideo

Obecnie, z racji na niedawne Halloween postanowiłem pograć ze znajomymi w grę, która niedawno pojawiła się na Steamie – Phasmophobia. Dla niewtajemniczonych – jest to kooperacyjna (do 4 osób) gra o przeszukiwaniu nawiedzonego domu i identyfikowaniu znajdującego się tam ducha. Świetny horror, przy którym można się dobrze bawić. Mój podziw dla tej gry jest tym większy, że za jej stworzeniem stoi jedna osoba. Patrząc na stopień rozbudowania produkcji i to, jak rozwinęła się od czasu swojej premiery, nie sposób nie docenić roli Early Accessu w jej powstaniu. Kiedy po raz pierwszy ujrzała światło dzienne we wrześniu była dużo dużo uboższa niż jest obecnie. To właśnie wsparcie społeczności, która zdecydowała się zapłacić za, bądź co bądź, niedokończony produkt pozwolił (i cały czas pozwala) Kinetic Games rozwijać Phasmophobie i jestem pewien, że niedługo kolejne update’y będą podtrzymywać zainteresowanie produkcją.

Dlatego właśnie uważam, że Early Access jest naprawdę świetny. Bez niego wiele fajnych gier niezależnych, nie posiadających finansowego wsparcia dużego wydawcy nigdy by nie powstało. Phasmophobia, Broforce, Besiege, Overcooked – to wszystko „dzieci” wczesnego dostępu. Bez niego moja (i nie tylko moja) biblioteka gier byłaby z pewnością dużo, dużo uboższa i wiele historii nigdy nie zostałoby opowiedzianych.

Early Access to najgorsze co przytrafiło się grom wideo

Wiecie, ile gier pojawiło się na Steamie w 2019 roku? 8290. A rok wcześniej? Ponad 9 tysięcy. I to już po zamianie Steam Greenlight na Direct. Znakomita większość tytułów publikowanych na tej platformie to właśnie gry niezależne, z których – nie ma co ukrywać – większość to crapy. Niestety, nie ma ograniczenia tego, jak mogą być wycenione poszczególne produkcje, dlatego gry złe we wczesnym dostępie często są wycenione tak samo (albo i wyżej) jak gry dobre. Ceny powyżej 100 zł w segmencie „Early Access” nie są wcale niezwykłym widokiem, a zdarzają się i takie za 200, choć najczęściej jest to kilkadziesiąt złotych. I za te kilkadziesiąt złotych możemy dostać wyśmienitą produkcję, ale dużo częściej będzie to doświadczenie przeciętne, bądź też – pieniądze zostaną zmarnowane. Ostatni raz bardzo mocno naciąłem się chociażby na Ultimate Ski Jumping 2020, które na szczęście zdążyłem zwrócić. I to jest właśnie najgorsza cecha współczesnego rynku gier.

Bo kiedy widzę „Early Access” nie myślę „o, wesprę młodego developera i będę miał świetną grę w niższej cenie”. Myślę raczej, czy warto na ten produkt wydawać pieniądze. Przytłaczająca liczba słabszych produkcji sprawia, że wybierając z gier we wczesnym dostępie zawsze bardzo dużo ryzykujemy. Dobre gry są tam w mniejszości. Zalew gier Early Access sprawia, że są one trudne do wychwycenia. Poza tym, mam wrażenie, że zaczęła panować jakaś dziwna „kultura Early Accessu”, która sprawia, że niektórym produkcjom wcale nie spieszy się wyjść z bety. Sam mam w bibliotece kilka mniejszych produkcji, które pomimo lat na karku nigdy nie zostały (i pewnie nie zostaną) oficjalnie wydane. To sprawia, że Early Access de facto mija się z celem.

Dlatego właśnie uważam, że wczesny dostęp to najlepsze i najgorsze co spotkało gry wideo. Tak, dał nam dostęp do produkcji, które w innym wypadku by nie powstały. Niestety, otworzył też furtkę dla wszystkich tych, którzy chcą zarabiać na grach nieukończonych, zabugowanych, czy po prostu – słabych. Niestety (albo stety, zależnie jak patrzeć) co się stało, już się nie odstanie. Early Access zostaje z nami na zawsze, czy tego chcemy czy nie.

A jakie jest wasze zdanie na temat Early Accessu. Dobrze, czy źle, że się pojawił?