4

E ink pozywa Trekstora. Kolejna wojna patentowa – tym razem na czytniki

Pamiętacie czytnik Trekstor Pyrus, który nie tak dawno testowałem na łamach Antyweba? Jego twórcy nie mają łatwego życia. Otrzymali właśnie pozew sądowy od firmy E ink, produkującej wyświetlacze dla czytników. O co chodzi? O patenty naturalnie. Okazuje się, że nawet w segmencie e-czytników mogą one być dobrym argumentem i punktem zapalnym. Należące do firmy E […]

Pamiętacie czytnik Trekstor Pyrus, który nie tak dawno testowałem na łamach Antyweba? Jego twórcy nie mają łatwego życia. Otrzymali właśnie pozew sądowy od firmy E ink, produkującej wyświetlacze dla czytników. O co chodzi? O patenty naturalnie. Okazuje się, że nawet w segmencie e-czytników mogą one być dobrym argumentem i punktem zapalnym.

Należące do firmy E ink patenty, które miał naruszyć Trekstor dotyczą naturalnie wyświetlaczy. Nie jest do końca wiadomo, w którym miejscu czytniki niemieckiego producenta przekroczyły granicę „bezpiecznej inspiracji”. W komunikacie na stronie E ink możemy znaleźć tylko informację o europejskich patentach EP 1 231 500 B1 oraz EP 1 010 036. Pierwszy ma związek z wykorzystaniem elektronicznie adresowanych mikrokapsułek w wyświetlaczu, a drugi elektroforezy. W szczegóły technologiczne dotyczące procesu produkcyjnego wyświetlaczy typu e ink zagłębiał się nie będę. Istotne jest tutaj jednak to, że ekrany digital ink, w które wyposażone są czytniki Trekstora wykonuje chińska firma Guangzhou OED Technologies. Co ciekawe, Chińczykom udało się dodać coś od siebie do tej technologii, w rezultacie powstały ekranu o rozmiarze 4,3 cala z rozdzielczością typową dla tych 6-calowych.

Czego żąda E ink od Trekstora? Najważniejszym postulatem jest wycofanie modeli Pyrus oraz 4ink ze sprzedaży w całej Europie. Mało tego, niemiecki koncern miałby też zadośćuczynić straty producenta e-papieru, które spowodowała dystrybucja urządzeń. Naturalnie nie będzie za to odpowiadał chiński podwykonawca, który prawdopodobnie „za bardzo” oparł swoje wyświetlacze na tych z logo E ink. Firma wychodzi najprawdopodobniej z założenia, że proces przed niemieckim sądem łatwiej będzie wygrać niż spór w Państwie Środka. Myślę, że z praktycznego punktu widzenia jest to dobrze przemyślana decyzja – niejednokrotnie obserwowaliśmy, jak giganci branży ponosili tam sromotne klęski.

Nie ukrywam swojego rozczarowania tym, że wojny patentowy przeniosły się też na rynek e-czytników. Praktyka pokazuje, że konsumenci nie mają z ich powodu żadnych korzyści – wręcz przeciwnie. Jeżeli i tym razem pozew przełoży się na konkretny wyrok, znów stracimy możliwość kupna interesujących urządzeń. Z drugiej jednak strony pretensje E ink mogą być uzasadnione. Firma ta ma w końcu dość duży wkład w rozwój technologii e-papieru, a bezprawne wykorzystanie ich autorskich rozwiązań przez Chińczyków może zaszkodzić jej pozycji. W końcu E ink nie ma alternatywnego wyjścia w postaci innych produktów (tudzież licencji na nie), których sprzedaż zrekompensowałaby ewentualne straty na e-papierze. Tym samym jestem przekonany, że to nie ostatni taki przypadek. E ink jest w końcu posiadaczem około 2 tys. patentów związanych z elektronicznym papierem, ekranami LCD i im pokrewnymi technologiami.