Moje przemyślenia

Test czytnika TrekStor Pyrus. Sensowna i tania alternatywa dla Kindle'a?

TP
Tomasz Popielarczyk
26

Empik zaliczył już kilka premier na rynku czytników eksiążek. Na ogół były to jednak urządzenia niskobudżetowe i jednocześnie nie wyróżniające się niczym na plus (no chyba, że uznamy ekran LCD za idealny do czytania). Być może jednak zła passa właśnie się zakończyła bo na rynek trafił czytnik TrekSt...

Empik zaliczył już kilka premier na rynku czytników eksiążek. Na ogół były to jednak urządzenia niskobudżetowe i jednocześnie nie wyróżniające się niczym na plus (no chyba, że uznamy ekran LCD za idealny do czytania). Być może jednak zła passa właśnie się zakończyła bo na rynek trafił czytnik TrekStor Pyrus kosztujący 300 zł i wyposażony w wyświetlacz Digital Ink. Sprawdźmy ile tak naprawdę jest wart.

Aż miło patrzeć na to, jak prężnie rozwija się polski rynek ebooków (choć gdybyśmy zestawili nasze tempo z zachodem, należałoby utrzymać optymizm na wodzy). Przybywa  księgarni, które handlują elektroniczną literaturą (również w wersji audio), pojawiają się ciekawe inicjatywy i projekty popularyzujące ten typ publikacji. I choć, jak się okazało niedawno, Polacy to nie naród czytelników, cieszy fakt, że coraz częściej mówi się o nowych technologiach w kontekście książek właśnie.

Ale w tym całym garze apetycznie wyglądającej potrawy są też rozczarowania. Największym z nich, jeśli chodzi o mnie, jest Empik, który jako jedyny ma potencjał by aspirować do miana polskiego Amazona, a mimo to konsekwentnie daje ciała na tym polu. Jeżeli ktokolwiek śledził kolejne premiery czytników TrekStor z pewnością wie o czym mówię. Na szczęście jest nadzieja, że ulegnie to zmianie, a na imię jej TrekStor Pyrus.

Zaczynam optymistycznym akcentem tak, jak pozytywne wrażenie wywarło na mnie początkowo to urządzenie. Wreszcie bowiem dostajemy gadżet, który ma prawo nazywać się czytnikiem, a nie żadne półprodukty aspirujące tylko do tego miana. Ale czy to znaczy, że mamy ideał i należy wszystkie Kindle wyrzucić do kosza? O nie, do ideału mu z pewnością daleko. Ale widać, że obrano w końcu właściwy kierunek i postawiono pierwszy krok na długiej drodze, jaką niewątpliwie ma przed sobą Empik.

Przejdźmy jednak do samego urządzenia. Mam nadzieję, że wybaczycie mi bardzo częste odnoszenie się do Kindle’a 4 w tej recenzji. Po prostu uważam go za ideał czytnika, więc chciałbym sprawdzić jak na jego tle wypada Pyrus. Jest to tym bardziej ważne, iż oba urządzenia dostaniemy za podobne pieniądze.

TrekStor Pyrus przybył do mnie w estetycznym pudełku, którego zawartość nie była jednak żadną niespodzianką. Poza samym urządzeniem producent załączył kabel USB, instrukcję obsługi i voucher na kurs językowy w Empik School. Tak skromny zestaw determinuje zapewne niska cena gadżetu. Trudno to uznać za wadę – w pudełku z moim Kindle’m nie znalazłem nic więcej.

Sam czytnik wizualnie od razu przywodzi na myśl gadżet Amazonu. Przyznam szczerze, że aż mnie zatkało i od razu pobiegłem do drugiego pokoju, żeby porównywać. Niestety mimo pierwszego wrażenia są to gadżety zupełnie innej klasy. TrekStor jest trochę cięższy (216 g). Teoretycznie porównaniu z posiadanym przeze mnie czytnikiem Kindle 4 (169 g) różnica jest niewielka, ale można ją odczuć w praktyce (zwłaszcza przy długotrwałej lekturze). Podobnie jak gadżet Amazonu TrekStor posiada 6-calowy wyświetlacz. Oprawiono go jednak w trochę grubszą ramkę, przez co, jest szerszy i nieznacznie dłuższy. Oba urządzenia mają porównywalną grubość, a także charakterystycznie zaokrąglone tyły obudowy. W tych samych miejscach umieszczono też logo producenta.

Przyciski, w jakie został wyposażony Pyrus, budzą mieszane uczucia. Z jednej strony mamy bardzo delikatne i przyjemnie działające przełączniki stron po bokach obudowy oraz wykonany w podobny sposób krzyżak kierunkowy, a z drugiej cztery toporne i ciężkie w obsłudze guziczki home, menu, back i keyboard. Absolutnie psują one całe dobre wrażenie wywołane przez pozostałe elementy. W modelu, który mi udostępniono najgorzej spisywał się guzik menu. Jego skok był właściwie niewyczuwalny, nawet przy mocniejszym przyciśnięciu. Mam nadzieję, że to tylko jednostkowy przypadek. Jednocześnie nie mogę wyjść z podziwu, jak można spaprać tak elementarny aspekt działania.

Przy dolnej krawędzi znajdziemy port Micro USB (2.0), gniazdo karty pamięci MicroSDHC (do 32 GB) oraz przycisk power i diodę informującą. Co do wykonania tej części obudowy żadnych zastrzeżeń nie mam, bo stoi na dość wysokim poziomie. Nie wydaje mi się jednak, żeby ktokolwiek chciał korzystać z samego gniazda. Czytnik ma 4 GB pamięci, czyli aż zanadto. Z ciekawości jednak włożyłem do niego kartę z mojego smartfona i rezultat nie był porywający, bo gadżet mocno zwolnił i odczytywanie książek z karty było drogą przez mękę. Nie wiem czy to wina mojego nośnika, czy wbudowanego gniazda, więc asekuracyjnie wstrzymam się od osądów.

Ogólnie jakość wykonania TrekStora muszę uznać za dość przyzwoitą. Obudowa nie trzeszczy przy mocniejszym ściśnięciu, elementy dobrze dopasowano i rozlokowano w intuicyjnych miejscach. Całość zaś została ubrana w sprawiające wrażenie solidnego matowe tworzywo przypominające trochę gumę. Pyrus leży zatem nieźle w dłoni i nie wyślizguje się. Gdyby tylko nie te nieszczęsne przyciski funkcyjne…

TrekStor Pyrus jest pierwszym czytnikiem w ofercie Empiku, który posiada wyświetlacz wykonany w technologii e-papieru (o rozdzielczości 600 x 800 px). Daleko mu jednak do znanego i chwalonego ekranu E ink Pearl z Kindle’a. Niemniej spisuje się całkiem przyzwoicie. Tło jest bardziej żółtawe (jakby trochę gazetowe), kontrast mierny, a cieniowanie czerni mniej precyzyjne. Pewne zastrzeżenia można mieć też do wygładzania fontów. Ale mimo wszystko wyświetlacz w Pyrusie daje radę – tak w pomieszczeniach jak i poza nimi (również w słoneczne dni). Do ideału mu daleko, ale jak na czytnik za 300 zł spisuje się dobrze i trudno wymagać od niego czegokolwiek więcej. Z pewnością Kowalski będzie zadowolony, a to najważniejsze, bo właśnie tutaj upatruje swój target Empik.

Kolejną piętą achillesową czytnika TrekStor jest niestety oprogramowanie, a właściwie płynność jego działania. Kilkumegabajtowe książki wczytują się relatywnie długo, ale to by się jeszcze dało przeżyć. Podobnie z resztą jak zwłokę przy przełączaniu stron – występuje ona sporadycznie i nie jest aż tak doskwierająca. Najgorsze są jednak opóźnienia podczas operowania po wirtualnej klawiaturze czy chociażby menu podręcznym. O mało nie trafił mnie szlag, gdy musiałem wyszukiwać pewne frazy w treści. Takich kwiatków jest niestety więcej, co niezbyt dobrze świadczy o urządzeniu.

Ekran główny czytnika z pozoru może sprawiać wrażenie nieszczególnie przejrzystego. W gruncie rzeczy widać tutaj pewne logiczne założenia, które w praktyce są całkiem funkcjonalne. Na samej górze znajdziemy ostatnio czytaną pozycję, a tuż pod nią dwie kolejne. Poniżej znajdziemy natomiast dwie najnowsze publikacje umieszczone w pamięci czytnika. Na samym dole zmieścił się jeszcze link do biblioteki, gdzie cała kolekcja ebooków jest wyświetlana w postaci listy lub okładek oraz posortowana wedle preferencji użytkownika.

TrekStor Pyrus oficjalnie odczyta dla nas ogółem siedem formatów plików: EPUB, PDF, TXT, FB2, RTF, PDP i HTML. Z ciekawości wrzuciłem do pamięci plik MOBI i… również poszedł bez trudu. To duży atut Pyrusa, bo odczytamy za jego pomocą właściwie wszystkie popularne formaty eksiążek. Moduł czytania oferuje raczej podstawowe funkcje. Zmniejszymy na przykład rozmiar czcionki w publikacjach (Pyrus zapamiętuje to ustawienie indywidualnie dla każdego ebooka), ale już nie mamy wpływu na interlinię (przynajmniej z poziomu urządzenia). Nie uświadczymy tutaj też słownika ani możliwości zaznaczania tekstu. Na szczęście pozostawiono funkcje zakładek, które pozwalają na powrót to wybranych miejsc w książce. Znalazło się też miejsce na kilka unikatowych ficzerów. Mam tutaj na myśli m.in. możliwość ukrywania obrazków w plikach PDF, co pozwala na płynniejsze wczytywanie kolejnych stron, a także automatyczne przełączanie stron po jakimś czasie. Jeżeli dobrze oszacujemy swoją prędkość czytania, będziemy mogli to robić właściwie bezdotykowo. Ciekawe.

Ciekawym (choć niekoniecznie niezbędnym) dodatkiem jest przeglądarka obrazów oraz menedżer plików. W menu głównym czytnika znajdziemy też odnośniki do instrukcji obsługi. Naturalnie o WiFi możecie zapomnieć, a szkoda. Może gdyby producent odpuścił sobie gniazdo kart pamięci, udałoby mu się zaoszczędzić na jakiś tani moduł, który by diametralnie zwiększył możliwości czytnika.

Na ekranie ustawień nie ukryto niczego nadzwyczajnego. Możemy tutaj ustalić częstotliwość odświeżania ekranu, czas po którym czytnik przejdzie w stan uśpienia/wyłączy się, datę oraz czas, a także sformatować urządzenie i przywrócić ustawienia domyślne. Znalazło się tutaj też miejsce na informacje o urządzeniu oraz funkcję autoryzacji DRM.

Niestety nie udało mi się znaleźć nigdzie informacji, jakie ogniwo umieszczono w czytniku TrekStora. Na pudełku umieszczono tylko lakoniczną informację, że jest to bateria litowo-polimerowa. W praktyce wystarcza ona na około tydzień standardowego użytkowania. Czytałem po 2-4 godziny dziennie i siódmego dnia czytnik zaczął domagać się podłączenia do jakiegoś porty USB. To bardzo przyzwoity wynik.

Kolejną piętą achillesową czytnika TrekStor Pyrus jest niestety oprogramowanie do obsługi i zakupu książek z poziomu komputera. Mimo usilnych starań nie udało mi się go uruchomić pod Windows 8, mam nadzieję, że z czasem wyjdzie aktualizacja, która to naprawia. Pod siódemką program spisywał się już w porządku, choć raczej trudno go uznać za szczególnie przydatny. Użytkownik, który go sobie odpuści, straci niewiele. Chyba, że bardzo zależy mu na kupowaniu książek za pomocą tej aplikacji. Jest jednak tyle bardziej intuicyjnych serwisów, że raczej wątpię, aby ktokolwiek był tak zdeterminowany.

TrekStor Pyrus to typowy, niskobudżetowy czytnik przygotowany z myślą o Janie Kowalskim, który nie wie co to Kindle, nieszczególnie czuje się w języku angielskim, ale słyszał, że ebooki to niesamowita sprawa i chce sobie tanim kosztem zafundować ten rodzaj rozrywki. Na plus z pewnością zasługuje ekran Digital Ink, intuicyjne oprogramowanie i mnogość obsługiwanych formatów. Warto też pochwalić jakość wykonania, której jedyną wadą w moim odczuciu są przyciski przy dolnej krawędzi. Zabrakło modułu WiFi, który by dał mocnego kopa Pyrusowi i wzniósł go na wyższy poziom. Wątpliwości budzi niestety też wydajność. Tutaj jednak istnieje cień szansy, że producent zlituje się i wypuści aktualizację, która wyeliminuje problem.

Nie chcę wydawać oceny tego czytnika przez pryzmat własnych doświadczeń i odczuć, które ukształtował w tym względzie czytnik Amazonu. Oba urządzenia tylko wizualnie  i cenowo sprawiają wrażenie, jakby były z jednej półki. W gruncie rzeczy im bardziej zagłębiamy się w szczegóły, tym Kindle dalej odskakuje Pyrusowi. Nie znaczy to jednak, że mamy do czynienia z urządzeniem nie wartym uwagi (choć niewątpliwie niejeden posiadacz Kindle’a za takie je uzna). To w pełni funkcjonalny czytnik z e-papierem za 299 zł i jestem przekonany, że znajdzie swoich sympatyków.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu