Nauka

Jak pozbyć się dwutlenku węgla? Można go zamienić w skałę - Islandczycy już to robią

MS
Maciej Sikorski
88

Niedawno odbył się kolejny szczyt klimatyczny, tym razem gospodarzem byli Francuzi. Padło sporo deklaracji, płynęły one nie tylko z ust polityków, ale też biznesmenów, którzy przekonują, że los planety nie jest im obojętny. Na papierze wygląda to ciekawie, lecz kwestią otwartą jest to, czy deklaracje przerodzą się w czyny, konkretne działania. Państwa starają się ograniczyć emisję dwutlenku węgla i innych gazów cieplarnianych, jednocześnie naukowcy próbują znaleźć sposób na pozbywanie się tych związków. Dobrym przykładem projekt CarbFix.

Dwutlenek węgla od dawna jest przedmiotem dyskusji: jedni twierdzą, że jego nadmiar doprowadzi nas do katastrofy i domagają się, by emisja CO2 ulegała zmniejszeniu. Drudzy zapewniają, że zagrożenie jest wydumane, że emisją CO2 nie szkodzimy Ziemi aż tak bardzo i planeta sobie poradzi. Zieloną energię uznają za rozwiązanie nieefektywne i chcą nadal korzystać z paliw kopalnych, które są tanie i wydajne. W ramach przykładu ci drudzy stwierdzą, że można się "bawić" samolotami napędzanymi energią słoneczną, ale transport lotniczy jest i długie lata będzie napędzany przez "tradycyjne paliwa". Z tym ostatnim na razie trudno polemizować - alternatywy brak. Dlatego warto szukać rozwiązań, które pozwolą pozbyć się wytarzanego CO2. Prace na tym polu postępują, a przykłady kiedyś już przywoływałem - pisałem np. o wytwarzaniu paliwa z dwutlenku węgla. Jeżeli to nie wypali, to może uda się zamienić gaz w... skałę.

Zaskakujące wyniki badań wśród gejzerów

Kilka lat temu wystartował projekt CarbFix. Rzecz dzieje się na Islandii w okolicach największej na świecie elektrowni geotermalnej. Naukowcy postanowili tam sprawdzić, czy dobrym rozwiązaniem będzie wtłaczanie CO2 w głąb ziemi. Pomysł nowy nie jest, dwutlenek węgla magazynowany w skalnych komorach to nie pomysł na miarę Nobla, na który ktoś wpadł kilka dni temu. Jest omawiany i testowany, ale spotyka się z różnymi komentarzami. Chodzi m.in. o to, że to rozwiązanie jest obarczone sporym ryzykiem: gaz może kiedyś się ulotnić. Trafi ponownie do atmosfery i cały proces pójdzie na marne. Wskazany byłby monitoring, a ten kosztuje. Zresztą nawet monitoring nie gwarantuje, że dwutlenek węgla zostanie pod ziemią. Krytyka wydaje się uzasadniona.

Ale jest też inne rozwiązanie. Podczas trwającego od kilku lat eksperymentu na Islandii, dwutlenek węgla jest mieszany m.in. z wodą i wtłaczany kilkaset metrów pod ziemię, do skał bazaltowych. W założeniu miałby się tam wiązać m.in. z wapniem i współtworzyć skały. Nie chodzi zatem o zamknięcie go pod ziemią w formie gazowej czy płynnej, lecz o związanie na stałe - stałby się skałą. Pomysł wydawał się niezły, lecz zastanawiano się, ile czasu może trwać taki proces. Ostatnio okazało się, że wszystko przebiega dość szybko - to kwestia miesięcy, a nie dekad. W ciągu dwóch lat doszło do związania 95% wpompowanego CO2. Jest sukces i to podobno sukces bez poważnego obciążenia finansowego - metoda jest relatywnie tania. W ramach tego projektu do skał wtłacza się teraz pięć tysięcy ton gazu rocznie.

Dwutlenek węgla, słona woda i gotowe? Niekoniecznie

Zawsze jest tak, że dana metoda ma swoje jasne i ciemne strony. W tym przypadku jednym z minusów jest potrzeba użycia wody. Dużej iloci wody, nawet bardzo dużej. Co to za troska o środowisko, gdy do utylizacji CO2 marnuje się tysiące ton życiodajnej cieczy? W odpowiedzi można usłyszeć, że rozwiązanie nie wymaga wody słodkiej - można użyć słonej, a tej mamy przecież pod dostatkiem. A zatem powstało coś dużego i uniwersalnego? Cóż, bazalt może i nie jest skałą bardzo rzadką, ale też nie występuje wszędzie. Jednocześnie nie gwarantuje on za każdym razem, że efekty będą takie, jak w przypadku islandzkiego eksperymentu - może w innych okolicznościach przyrody, np. w Polsce proces będzie przebiegał inaczej?

Pojawia się też pytanie o skutki tego eksperymentu na dłuższą metę i przy szerokim zastosowaniu - to jednak ingerencja w środowisko, jeśli nie w jej atmosferę, to w podłoże. Nie brakuje przy tym pytań o przeznaczenie skał "produkowanych" w ten sposób: czy te minerały można jakoś wykorzystać, najlepiej tak, by na tym zarobić? Jeżeli odpowiedź będzie tu pozytywna, to zainteresowanie tą metodą pewnie wzrośnie.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy:

hot