36

Operator drona skazany na 30 dni więzienia za spowodowanie wypadku. Takich spraw będzie przybywać

Niedawno miałem okazję opowiadać o dronach w radiowej Jedynce, pojawił się wówczas wątek bezpieczeństwa w użytkowaniu tych maszyn. Można tę kwestię rozpatrywać na różnych płaszczyznach: wykorzystania maszyn przez terrorystów, stworzenia zagrożenia w transporcie lotniczym czy komunikacji miejskiej. Istnieje też ryzyko zranienia ludzi bezpośrednio - mówimy przecież o urządzeniach, które mogą sporo ważyć, przemieszczają się z dużą prędkością i potrafią spadać. O tym, jak duże jest niebezpieczeństwo i jakie wynikają z tego konsekwencje, przekonał się pewien Amerykanin.

Dron jako prezent dla dziecka, np. z oakzji komunii? Od dawna powtarzam, że to kiepski pomysł, bo sprzęt do bezpiecznych zabawek nie należy. Dlatego niepokoi mnie trochę moda na te urządzenia, prowadzenie ich sprzedaży na bardzo szeroką skalę – nie tylko w Sieci, ale też w supermarketach. Im więcej maszyn trafi w nieodpowiednie ręce, tym większe ryzyko rozbitych głów i szyb, pociętych twarzy czy rąk. Demonizuję i przesadzam? Nie mam takiego zamiaru – wolę raczej przestrzec.

Sąd w USA skazał pewnego Amerykanina na 30 dni więzienia za wypadek, do którego doszło w roku 2015. Podczas imprezy miejskiej w Seattle operator nie zdołał zapanować nad maszyną, ta najpierw uderzyła w budynek, a następnie spadła na zgromadzony tłum. Jedna osoba doznała lekkich potłuczeń, druga przyjęła cios w głowę i osunęła się na ziemię. Straciła przytomność, stwierdzono wstrząśnienie mózgu. Kiepsko, ale mogło być znacznie gorzej, dron mógł doprowadzić do śmierci kobiety. Sytuacja była groźna, wiec sąd stwierdził, że pobyt w więzieniu jest właściwą karą.

W jakimś stopniu jest to pewnie przestroga dla innych – przecież do niebezpiecznych sytuacji dochodzi częściej. Zwłaszcza, gdy producenci będą dostarczać na rynek niesprawny sprzęt: taka wpadka przydarzyła się m.in. firmie GoPro – na szczęście producent odpowiednio szybko zareagował.