13

Nie potraficie dbać o kwiaty? Spokojnie – ta doniczka Was wyręczy

Mam znajomą, która zdecydowanie nie posiada ręki do kwiatów - nie wytrzymują nawet te, które przez sprzedawców określane są jako niezniszczalne. Mimo to koleżanka nie zraża się, kupuje kolejne i... zapomina o nich. Całkowicie zaniedbane w końcu dokonują żywota. Zapewne z myślą o takich osobach powstała inteligentna doniczka. Chociaż producent zapewnia, że grupa klientów może być znacznie szersza. Wierzę. I trochę mnie to martwi - technologie mogą sprawić, że mocno się rozleniwimy i utracimy niektóre umiejętności.

Parrot Pot – oto bohater niniejszego wpisu. Niektórych zdziwi pewnie, że firma kojarzona głównie z dronami, bierze się za doniczki. Dla mnie nie jest to wielkie zaskoczenie, bo do tematu podchodzą już od jakiegoś czasu, próbki rozwiązań tego typu oglądałem już blisko dwa lata temu podczas targów CES. Wówczas nie przykuło to zbytnio mojej uwagi, ale to pewnie efekt nadmiaru wrażeń na targach technologicznych: podobne cuda pokazywało mnóstwo innych firm. Po kilku kwartałach sprawie można się jednak przyjrzeć na spokojnie. Co przygotował francuski gracz?

Doniczka łączy się oczywiście ze smartfonem czy tabletem (aplikacja Parrot Flower Power na iOS oraz Android), w tym celu wykorzystuje Bluetooth Low Energy. Urządzenie wyposażono w czujniki, które zbierają dane pomocne w hodowaniu rośliny. Informacje dotyczą intensywności światła, temperatury otoczenia, nawilżenia gleby oraz ilości nawozu. Dane te są co kwadrans zapisywane, a co kilka godzin wysyłane do Parrot Cloud, gdzie poddaje się je analizie. Ta informacja wzbudza już grymas na mojej twarzy: dane z doniczki analizowane w chmurze…

Pomiar i analiza wspomnianych czynników to tylko część zadań Parrot Pot – doniczka ma głównie podlewać kwiaty. Sprzęt wyposażano w ponad 2-litoewy zbiornik na wodę i system nawadniania, który ma dostarczać płyn w różnych miejscach. Urządzenie naszpikowano elektroniką, ale można z niego skorzystać zarówno w domu, jak i na zewnątrz, wytrzymuje mrozy i upały. Co ciekawe, producent przygotował kilka trybów nawadniania.

Część osób zainteresuje zapewne perfect drop – to automatyczne podlewanie. Doniczka „uczy się” rośliny, a potem o nią dba. Rozwiązaniem podobnym, ale tymczasowym jest plant sitter – można wyjechać na wakacje bez obawy, że roślina w tym czasie zwiędnie: maszyna wszystkiego dopilnuje (ten element najbardziej przyciąga moją uwagę – to ma sens). Jest i manualne sterowanie, które wzbudza uśmiech na twarzy: roślinę podlewa się poprzez kliknięcie w aplikacji.

Producent zwraca naszą uwagę na aplikację Parrot Flower Power – to swego rodzaju asystent, który nie tylko dostarczy informacji na temat rośliny, ale też podpowie, jak się nią zajmować. W tym celu przygotowano encyklopedię botaniczną zawierającą kilka tysięcy roślin z opisem – można się szybko dowiedzieć, czego potrzebuje roślina, a czego lepiej unikać. Jeszcze ciekawiej zrobi się, gdy napiszę, że z pomocą aplikacji można zarządzać sporą liczbą doniczek (256):

Wyświetla ona wszystkie rośliny, które są obsługiwane przez doniczkę, a Ty w czasie rzeczywistym możesz sprawdzić informacje o każdej z nich, klikając na ikony parametrów rośliny. Gdy z Twoją rośliną jest wszystko w porządku, ikona podświetli się na zielono, na pomarańczowo, gdy roślina potrzebuje większej uwagi, a na czerwono, gdy musisz natychmiast „zaopiekować” się swoją rośliną.

Nie będę ukrywał, że ten fragment również trochę mnie bawi. Wyobrażam sobie hobbystę uprawy roślin, który obserwuje je za pośrednictwem aplikacji w smartfonie. Możliwe, że da się to obronić np. w hotelu czy restauracji, w których obsłudze ułatwi się pracę takimi rozwiązaniami. Pytanie, na ile są skuteczne, bo z zapewnieniami producentów różnie bywa… Jedziemy dalej:

Nieważne czy posiadasz talent do hodowania roślin czy też dbanie o rośliny nie jest Twoją mocną stroną, doniczka Parrot Pot została stworzona dla Ciebie! Oferuje kompletnie zautomatyzowany system zarządzania Twoimi roślinami, a z drugiej strony za pomocą dostosowywanego systemu nawadniania, jak i dostępu do precyzyjnych danych w aplikacji Parrot Flower Power, dostarcza możliwość aktywnego uczestnictwa w dbaniu o rośliny.

Ciekawa sytuacja, w której dostaje się automat, ale z możliwością uczestnictwa w procesie hodowli. Rozwiązanie na miarę zapracowanego społeczeństwa XXI wieku, które może i chce roślinę w domu, ale już niekoniecznie zechce się nią zająć. Podobne rozwiązania powstają i będą powstawać z myślą o zwierzętach: pies może i fajny, jednak nie mam czasu na spacery i sprzątanie po nim – niech zajmie się tym robot.

Ta sytuacja, takie podejście będzie zyskiwać na popularności, ludzie z radością przyjmą rozwiązania, które wyręczą ich w kolejnych zadaniach: sprzątaniu, gotowaniu, opiece nad roślinami i zwierzętami, prowadzeniu samochodu, zakupach, a nawet opiece nad dziećmi (co już ma miejsce). Wspaniałe czasy lenistwa na jeden klik, dalsze uzależnianie się od smartfonów i aplikacji. Coraz częściej pojawiać będzie się jednak pytanie: po co w tym wszystkim człowiek?

Gdyby kogoś interesowała doniczka Parrot Dot, dodam, że waży 1,5 kg, ma 30 cm wysokości, dostępna jest w kilku kolorach i kosztuje 150 euro – dość droga impreza.

Parrot Pot może i kusi, ale wiele osób stwierdzi pewnie, że kwiatom najlepiej służy ludzka ręka. No, może z wyjątkiem ręki mojej koleżanki…