Microsoft

Dlaczego Windows 10 nie był ostatnim Windowsem? Microsoft nareszcie to wyjaśnił

Konrad Kozłowski

Pozytywnie zakręcony gadżeciarz, maniak seriali ro...

22

Windows 10 to ostateczna wersja Windowsa - ile razy słyszeliście to stwierdzenie? Było ono wielokrotnie powtarzane przez wszystkich, dlatego zapowiedź Windows 11 okazała się sporą niespodzianką. Microsoft nareszcie zaadresował nasze wątpliwości i pytania w tym temacie.

Gdy Microsoft pokazywał Windows 10 po raz pierwszy, wszyscy wiedzieliśmy, że tym razem wszystko będzie inaczej. Nie była to premiera pokroju Windows Vista czy Windows 7, które debiutowały jako zupełnie nowe systemy, ale od pierwszego dnia czekające tylko na to, by zastąpić je nowszą wersją. Łatki, poprawki i aktualizacje do Windows 8 były niejako wymuszane, ponieważ okazały się niezbędne, by uczynić z ósemki system używalny. Użytkownicy bardzo niechętnie podchodzili do dokonanych zmian, więc niektóre elementy, jak przycisk Start, należało przywrócić dokładnie tam, gdzie się ich spodziewano. Nikogo nie dziwiło porzucenie Windows 8(.1), pominięcie 9 i przejście do Windows 10. Taki zwrot marketingowy był niezbędny, by odbudować markę w oczach klientów. Jednocześnie nakreślono zupełnie nowy kierunek dla platformy.

Windows jako usługa

Od 2015 roku Windows traktowany jest jak usługa. Otrzymuje mniejsze i większe aktualizacje, ale dość regularnie. Początkowo Microsoft zapowiadał wprowadzanie zmian i nowości w równych odstępach czasu, ale opóźnienia i przekładanie wdrożenia konkretnych funkcji stały się znakiem rozpoznawczym Windows 10. Podobnie jak zapowiadanie niektórych nowinek, które nie docierały do publicznej, a czasami i nawet wersji beta Windows 10. Największym problemem okazała się jednak przemiana interfejsu, która po dziś dzień rozdziera system pomiędzy dwa albo nawet i więcej różnych światów, pomysłów i idei.

Czy Microsoft uznał, że nigdy nie upora się z dokończeniem Windows 10? Przecież nawet jeśli regularne, coroczne uaktualnienia miałyby pojawiać się przez dekady, to niektóre elementy czy etapy prac nad Windows 10 powinny zostać doprowadzone do końca. Na to się nie zanosiło, a obok rozwijano nowy pomysł: Windows 10X.

Windows 11 dużym krokiem naprzód. Marketingowo

To właśnie ten system stał się podwalinami dla Windows 11. Pokazano go po raz pierwszy w 2019 roku i według ówczesnych informacji miał być on dedykowany innym urządzeniom niż klasyczne laptopy i pecety. Microsoft nareszcie zdawał się rozumieć potrzebę stworzenia odrębnego środowiska dla tabletów, hybryd i urządzeń 3/2 w 1. Liczyłem, że dzięki temu seria Surface czy inne urządzenia zyskają atut w postaci bardziej dopracowanego interfejsu i platformy, a także oferty aplikacji w porównaniu do iPada i iPadOS, który nadal nie ma sobie równych. Czy to oznaczałoby kontynuację prac nad Windows 10 w klasycznej formie? Kto wie, ale przewidywaliśmy całkowicie inny plan działania Microsoftu.

Prezentacja Windows 11 przekreśliła wszystko, co wydawało się już być rozpisane na lata. Microsoft uznał, że to czas na wykonanie dużego kroku naprzód, choć głównie marketingowo. Lista zażaleń wobec jedenastki jest wciąż obszerna, choć firma robi, co może, by uporać się z najbardziej dolegliwymi problemami systemu. Zapowiedziane wczoraj zmiany zawierają kilka z nich, jak foldery w Menu Start, karty w Eksploratorze Windows czy coś, na co czekam od dawna, czyli możliwość zmiany konta dla sekcji widżetów. Oczywiście skorzystam z nich, gdy faktycznie będą w końcu przydatne, to znaczy wprowadzona zostanie możliwość tworzenia widżetów przez firmy trzecie i powstaną ciekawe kompozycje.

Windows 10 miał być ostatnim Windowsem. Co się stało?!

Ale dlaczego Windows 11 w ogóle powstał i został pokazany? Wczorajsza konferencja Microsoftu, ku mojemu zaskoczeniu, przyniosła odpowiedź na to pytanie. Wangui McKelvey, General Manager Windows 365 w Microsofcie, nawiązała do tego, jak dużą niespodzianką dla klientów było pokazanie nowej wersji Windows. "Myśleliśmy, że Windows 10 jest ostateczną wersją!" - cytowała wszechobecne zaskoczenie - "Co się stało?". Jej odpowiedź jest bardzo konkretna: "Nastała globalna pandemia". To, jak, kiedy i gdzie pracujemy zmieniło się z dnia na dzień, a cyfrowa transformacja przyspieszyła jeszcze bardziej, niż mogliśmy się spodziewać, więc Windows też musiał się zmienić" - dodała.

Oby Microsoft potwierdził swoje aspiracje przy rozwoju Windows 11

W mojej ocenie Microsoft bardzo zgrabnie wydostał się z tonącego marketingowo statku o nazwie Windows 10 i postanowił nakreślić zupełnie nowy obraz całej firmy za pomocą Windows 11. To było potrzebne i rozumiem motywacje firmy, bo stało się jasne, że po pięciu latach aktualizowania Windows 10 kolejne nowości nie budziły większych emocji, a nazwy aktualizacji (jesienne, wiosenne, dedykowane osobom kreatywnym) przestały generować zainteresowanie. Sięgnięto więc po istniejący projekt, dokonano większych lub mniejszych zmian i Windows 10X przechrzczono na Windows 11. W tak dynamicznym okresie, jak ostatnie dwa lata, nie tylko Microsoft starał się wyjść naprzeciw rosnącemu zapotrzebowaniu użytkowników, więc takie działanie było zrozumiałe, a teraz oficjalnie odpowiedziano na zadawane od miesięcy pytanie.

Narracja mówiąca o tym, jak Windows 11 został zaprojektowany o pracy i nauce w hybrydowym świecie, była nader odczuwalna podczas całego wydarzenia. Nawet wstęp Panosa Panay'a był tymi zwrotami przepełniony, byśmy na dobre wbili sobie do głowy, że w obecnych czasach, to Windows 11 jest lepszym miejscem do pracy zdalnej bądź hybrydowej. Wiem, że nie wszyscy zgodzą się z tym stwierdzeniem, a i mi samemu trudno jest doszukać się faktycznej przewagi Windows 11 nad 10 w codziennym użytkowaniu peceta czy laptopa. Jeśli użytkownicy korporacyjni używają nowych funkcji jedenastki, to sytuacja jest zapewne nieco inna i warto dodać, że pojawiają się tam bardzo fajne rozwiązania, jak chociażby dodanie maszyny w chmurze Windows 365, jako jeden z wirtualnych pulpitów.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu