58

Dlaczego warto mieć dwa tablety, przy czym jeden powinien mieć Windowsa 8?

Wiele mówiło się ostatnimi laty o problemach Microsoftu. O potknięciach, o przegapionych okazjach, o zmianach konstrukcji pionów decyzyjnych, problemach z komunikacją wewnętrzną i zewnętrzną, wreszcie doszło do ogłoszenia, że ustępuje wieloletni CEO. Co prawda tylko najwięksi pesymiści wieścili Microsoftowi prędki zgon, ale nawet optymiści widzieli, że coś się w firmie zmienia i nie dzieje się […]

Wiele mówiło się ostatnimi laty o problemach Microsoftu. O potknięciach, o przegapionych okazjach, o zmianach konstrukcji pionów decyzyjnych, problemach z komunikacją wewnętrzną i zewnętrzną, wreszcie doszło do ogłoszenia, że ustępuje wieloletni CEO. Co prawda tylko najwięksi pesymiści wieścili Microsoftowi prędki zgon, ale nawet optymiści widzieli, że coś się w firmie zmienia i nie dzieje się tak bez powodu. Do niedawna zaliczałem się do tego pierwszego grona, ale powiem szczerze – zobaczyłem metodę w szaleństwie producenta Windowsa.

Najnowsza odsłona systemu, zwana popularnie „ósemką” nie cieszy się sympatią użytkowników, w przeciwieństwie do „siódemki”, która podreperowała reputację firmy, po faktycznie uciążliwej Viscie. Interfejs Metro, zbudowany z kafli, pozbawiony ozdobników i w dużej mierze obdarty z zaawansowanych opcji, które pochowano „głębiej” został ewidentnie przygotowany pod użytkowników mających na podorędziu ekrany dotykowe. Do niedawna wydawało mi się, że to strzał w stopę. Ale z drugiej strony – jak można było inaczej rozegrać dostosowanie się do rozwoju rynku mobile?

Firma weszła na rynek późno, kiedy konkurenci w postaci Google i Apple okrzepli już na dobre. Microsoft nie miał wyjścia, musiał wykorzystać swój atut, jakim jest dominacja na rynku PC. Przez jakiś czas się bawiono z Windowsem RT, ale wiadomo jak to się skończyło (no, kończy). Można było co prawda opracować tryby desktopowe i dotykowe dla tego samego systemu, ale to niosłoby za sobą dodatkowe trudności. Jak zachować spójność wizualną? Jak sprawić, żeby w całym ekosystemie klienci czuli się „jak w domu”?

Cały powyższy akapit jest zresztą tylko przypomnieniem sytuacji, nie próbuję się wymądrzać po fakcie. Każdy widział co robi Microsoft, uważniejsi obserwatorzy wiedzieli co się święci. Od dawna Microsofotowi się obrywało. Sam byłem zdania, że Redmond przegrało zupełnie mobile. Zaczyna mi się jednak wydawać, że za wcześnie ferowałem wyroki. Zaryzykuję, że polityka firmy, chociaż koncepcja została nieco wymuszona pod wpływem sytuacji na rynku (w dużej mierze zrodzonej z opieszałości i spóźnialstwa), jest strzałem w dziesiątkę. Nie mając miejsca na rynku „klasycznych” tabletów, Microsoft musiał skręcić nieco w stronę PC. To się dobrze składa, bo od parunastu miesięcy miniaturyzacja wydaje się gwałtownie przyspieszać, dzięki czemu możliwe są takie cuda, jak energooszczędny procesor gwarantujący dziesięć godzin pracy, o mocy wystarczającej, żeby komfortowo używać pełnoprawnego systemu operacyjnego, w urządzeniu o wymiarach szkolnego zeszytu. Microsoft przegapił pierwszą część tabletowej rewolucji, ale zgrabnie wdziera się do peletonu i biegnie, jakby nigdy nic.

Mam w tej chwili dwa tablety – siedmiocalowego Nexusa 2013 i dziesięciocalowego ASUSa T100 z Windowsem 8.1 (na desktopie siedzi jeszcze „7”, pewnie nie za długo). Co dziwne, nie czuję się przeładowany urządzeniami, wręcz przeciwnie – na każde mam miejsce, obydwa mają inne zastosowanie, które tylko czasami się krzyżują. Mały tablet sprawdza się jako czytnik, połączony z przerośniętym telefonem, urządzenie mobilne sensu stricte – ze wszystkimi wadami i zaletami. Z tanimi apkami, jako organizer, do gier, urządzenie w dużej mierze do odbioru treści. Tablet siedmiocalowy to dla mnie przedłużenie telefonu. Natomiast chciałbym, żeby duży tablet był przedłużeniem komputera, a w tym przypadku posiadanie Windowsa jest nieocenioną zaletą.

OSy i ich ekosystemy dla mobile w ciągu ostatnich lat szalenie się rozrosły, ale wciąż nie mają funkcjonalności pecetów.  Cała zwiększona funkcjonalność urządzeń mobilnych wynikała do niedawna wyłącznie, albo niemalże wyłącznie, ze zwiększonej powierzchni ekranu. Tymczasem, mając tablet działający w tym samym środowisku jesteśmy bliżej desktopa, niż telefonu. To tylko inny system operacyjny? Cholera, może i tak, ale robi to robotę. Póki co Microsoft jako jedyny pozwala nam pracować na identycznym środowisku na komputerze i tablecie.

Zresztą, Windows 8 również pod aspektami koncepcyjnymi czy technicznymi miejscami jest lepszy od Androida. Responsywność jest wyraźnie większa – dopóki nie posiedziałem trochę przy T100, nie odczuwałem tego, że na Nexusie cierpię z powodu lagów. Niezbyt uciążliwych, ale jednak. Nie chodzi bynajmniej o to, że system jest zawalony, nie mówię o długich zawiechach. Chodzi o to jak błyskawicznie T100 odpowiada na moje gesty i działania. Super sprawa. Wspomniane gesty wydają się zresztą być zaimplementowane do systemu na wcześniejszym etapie prac nad systemem – Android wciąż cierpi z powodu konieczności posiadania zbyt wielu klawiszy funkcyjnych, kradnących miejsce  w obudowie i na froncie urządzeń (a w skrajnych wypadkach, na samym ekranie, uh…). Nie do końca pomagają tutaj wizualne sztuczki, takie jak interfejs Google Experience (nieobecny zresztą na większości urządzeń).

Nie liczyłem na to, że zaleje mnie zatrzęsienie aplikacji w sklepie dla interfejsu Metro, zakładałem wręcz pewne braki. O dziwo, wszystkie najważniejsze usługi znalazłem: Evernote, Deezer, Dropbox, Flipboard, Facebook. Chciałbym więcej, bo z czasem po prostu fajnie jest sprawdzić coś nowego, odkryć nowe możliwości urządzenia. Niemniej, mała ilość dostosowanych apek (swoją drogą, są śliczne), to niska cena za fakt, że mogę przecież odpalić każdy program, który działa na Windowsie. Jasne, wygodniej jest używać dedykowanych rozwiązań, ale ilość sensownej, kreatywnej pracy, jaką mogę wykonać na systemie operacyjnym Microsoftu, jest nieproporcjonalnie bardziej wartościowa, od kolejnego launchera czy nowych Angry Birds w dniu premiery. Przynajmniej dla mnie.

Aha, rzecz nieoceniona. Na Windowsie 8 autouzupełnianie i korekta wyrazów w języku polskim działa i to świetnie. Na Androidzie to rzecz… dyskusyjna. Zdarzają się modele, zazwyczaj topowych producentów, gdzie jest jako-tako, ale zazwyczaj brak tego rozwiązania, albo kuleje tak, że zdenerwowani wyłączamy je po pół godziny.

Estetycznie Windows 8 też wymiata. Nie rozumiem narzekania na interfejs Metro – trzeba być skończonym tradycjonalistą, żeby narzekać na ten element, przynajmniej używając ósemki na tablecie. Google idzie w stronę flat designu, podobnie jak Apple, ale to Microsoft najlepiej daje radę na tym polu. Wszystko jest takie… gładkie, a do tego ostre, dopieszczone, minimalistyczne. W kontraście stoi pulpit przeniesiony żywcem niemalże z Windowsa 7 mnie nieco… rozczarowuje. Chciałbym, żeby pojawiło się tutaj parę zmian, większych ikon, i tak dalej.

Przy niedługim obcowaniu Windows 8 nie robił na mnie większego wrażenia. Zarówno na desktopach, jak i tabletach, podczas krótkich testów, nowy system wydawał mi się raczej skomplikowany, niezbyt intuicyjny, przepakowany zawartością, a przede wszystkim jedną nogą stał w świecie dotykowym, a drugą w tradycyjnej obsłudze myszką i klawiaturą. Jednakże, po dopracowaniu, staje się tym przyjemniejszy, im dłużej z niego korzystamy. Parę podstawowych gestów i już zaczynamy doceniać rozwiązania, na jakie stawia Microsoft. Nie zdawałem sobie sprawy z tego, jak bardzo brakowało mi niektórych możliwości, albo ile jest niedoskonałości w Androidzie, dopóki nie zobaczyłem, że można inaczej. Boli mnie parę niedociągnięć w interfejsie, parę aplikacji, w których nawigacja przyprawia mnie o ból głowy, bieda i drożyzna w sklepie, ale mam nadzieję, że z  czasem będzie tylko lepiej. Jeszcze za wcześnie, żeby stawiać krzyżyk na Microsofcie. Tam wciąż pracują łebscy ludzie i parę potknięć tego nie zaprzepaści.