9

Dla tej gry warto by było kupić Xboksa, gdyby nie to, że jest również na PC. Recenzja Quantum Break

Na tę grę czekali chyba wszyscy fani Xboksa. Quantum Break zachwyca od samego początku, przykuwa do pada na długie godziny, opowiadając historię spójną i niebanalną. A to wszystko okraszone dynamiczną akcją, dużą ilością strzelania oraz manipulowania czasem.

Quantum Break to gra pod wieloma względami oryginalna i innowacyjna. Stojące za nią studio Remedy ma już na swoim koncie kilka perełek. Jeżeli graliście w Maxa Payne’a (I & II) lub Alana Wake’a, z pewnością zdajecie sobie sprawę, na co stać tych ludzi. Nie ukrywam, że dotąd ich produkcje trafiały do mnie w stu procentach – na tyle mocno, by przechodzić je po kilka razy. Tym razem Remedy poszło w kierunku interaktywnej opowieści, łącząc ze sobą grę oraz serial. Poszczególne etapy są zatem podzielone filmowymi przerywnikami trwającymi po kilkadziesiąt minut, w których grają prawdziwi aktorzy.

Główny bohater Quantum Break, Jack Joyce wraca do miasta po kilku latach spędzonych z Azji na prośbę swojego dobrego przyjaciela, wybitnego naukowca Paula Serene. Jak się szybko okazuje, Serene stworzył urządzenie, które ma pozwalać na podróże w czasie. Sytuacja niestety trochę się skomplikowała, na co niemały wpływ miał brat Jacka – Will. Pozbawiony środków finansowych projekt Paula wisi na włosku. Fizyk nie składa jednak broni i razem z Jackiem uruchamia swój wehikuł, doprowadzając tym samym do tragedii. Jack i Paul otrzymują moce manipulowania czasem, a świat zmierza ku zagładzie.

Słabe? Oklepane? Nudne? Motyw czasu przewija się w książkach, kinie i grach od dawna. Eksploatowano go na setki sposobów. Nie wszyscy jednak udźwignęli ten ciężar i nie podołali paradoksom podróży w czasie. Studio Remedy wzięło się zatem za bary z chodliwym, aczkolwiek niełatwym tematem. I wyszli z tego starcia zwycięsko! Dawno nie było mi dane śledzić tak spójnej i dopracowanej historii, w której perturbacje czasu grają pierwsze skrzypce. Wspomniany serial, który stanowi nieodłączny element fabuły. Oczywiście trudno oczekiwać, aby dorównywał hitom od HBO, CBS czy Netfliksa, ale scenariusz, realizacja i aktorzy trzymają wysoki poziom. Szczególnie dobre wrażenie robią wykreowane postaci, które są wyraźne, a przy tym wiarygodne i przekonujące. Shaun Ashmore (znany głównie jako Iceman z X-Men) spisał się znakomicie, ale w samym serialu schodzi na dalszy plan. Za to świetnym warsztatem aktorskim popisują się tutaj Aidan Gillen, Dominic Monaghan, a także Lance Reddick.

To wszystko sprawia, że w tej historii naprawdę można się zanurzyć po czubek głowy. A co istotne, możemy w pewnym stopniu na nią wpływać. Nasze decyzje i czynności podczas rozgrywki determinują dalsze wydarzenia. Nie spodziewajcie się jednak trzęsienia ziemi – główny wątek zmierza ku określonemu zakończeniu i nasza ingerencja nie ma tutaj wielkiego znaczenia. Z jednej strony szkoda, ale z drugiej wprowadzenie kilku osobnych historii mogłoby negatywnie odbić się na tej dopracowanej, spójnej i logicznej warstwie fabularnej.

To nie jest gra dla wszystkich

Quantum Break jest w rezultacie grą, która nie wszystkim przypadnie do gustu. Nie jest to bowiem gra akcji (do czego przejdziemy za chwilę) sensu stricte. Najwięcej przyjemności daje tutaj bowiem chłonięcie tej całej opowieści i śledzenie losów głównego bohatera (oraz postaci pobocznych, do których z czasem przywiązywałem się nawet bardziej). Jeżeli nastawiacie się na strzelanie i już od samego początku będziecie traktowali fabułę po macoszemu, dużo stracicie. A zaryzykuję wręcz, że wówczas Quantum Break może Was nawet rozczarować. Gra bowiem wiele zyskuje dzięki tej całej otoczce – setkom nagrań, notatek, maili i innych treści porozrzucanych tu i ówdzie. Przyznaję, że zapoznawałem się z tym wszystkim, dzięki czemu poznawałem cały kontekst i mogłem lepiej interpretować kolejne wydarzenia. To bardzo ważne.

No dobrze, czyli Quantum Break nie ma nic do zaoferowania poza fenomenalną opowieścią? Zdecydowanie ma. W grze będziemy dużo strzelać, trochę eksplorować, a czasem nawet myśleć. Nieodłącznym elementem zabawy są mechanizmy manipulowania czasem. Najczęściej będziemy je wykorzystywać w walce. Możemy więzić przeciwników w bańkach, w których wszystko się zatrzymuje, mamy też możliwość szybkiego przemieszczania się między miejscami lub ochrony przed kulami. Wygląda to niesamowicie i bardzo efektownie – na tyle, by się ani trochę nie nudzić. Każdą umiejętność w miarę upływu czasu będziemy rozwijać, co stworzy nowe możliwości i da pewną przewagę nad przeciwnikami. Niestety nie na długo, bo Ci okazują się zaskakująco dobrzy i cwani – szczególnie na najwyższym poziomie trudności. Z czasem pojawia się ich naprawdę dużo, przez co gra w końcowych etapach stanowi niemałe wyzwanie.

Niestety samej mechanice rozgrywki sporo brakuje do ideału. Model strzelania mnie nie oczarował – bronie sprawiają wrażenie zbyt plastikowych. System zasłon też uproszczono – zamiast dedykowanego przycisku mamy automatycznie przyklejającego się do ścian i Jacka. I to niestety kuleje, bo nasz bohater lubi się wystawiać na ogień nieprzyjaciela. Przyznam, że wywoływało to u mnie masę frustracji. Poza tym poruszanie się zostało dość mocno uproszczone i przez większość czasu odbywa się w poziomie.

Najpiękniejsze piksele, jakie kiedykolwiek widziałem

W Quantum Break grałem na Xboksie One. Gra działa tutaj w rozdzielczości 1080p w 30 kl/s. Część elementów jest jednak renderowana w 720p. Remedy zastosowało tutaj autorską technologię wygładzania krawędzi, która niestety daje ciała, bo poszarpane modele postaci i nie tylko dają się bardzo często we znaki. Problemem jest też okazyjne doładowywanie się elementów otoczenia, w momencie gdy się do nich zbliżamy. To dwa grzechy główne Quantum Break. Dalej jest już tylko lepiej, bo gra wygląda fantastycznie. Nie jest to co prawda poziom The Order 1886 (czy ktoś tę grę jeszcze pamięta?) z PS4, ale też tam chodziliśmy po ciasnych korytarzach – w Quantum Break jest o wiele luźniej. Niemniej efekty świetlne, eksplozje, a także lokacje robią piorunujące wrażenie. A nie zapominajmy o tych wszystkich sytuacjach, w których manipulujemy czasem. To jest prawdziwy majstersztyk – zatrzymujące się w powietrzu kule, bańki czasowe, poświaty, załamująca się rzeczywistość. Trzeba przyznać, że Remedy stanęło pod tym względem na wysokości zadania.

Trudno mi jednoznacznie ocenić animacje. Z jednej strony zastosowanie znalazła tutaj technologia Motion Capture, a więc ruch postaci przygotowano w oparciu o żywych aktorów. Szczególnie dobrze jest to widoczne w mimice twarzy, którą udało się odwzorować fenomenalnie. Efekty widać też podczas walki – ostatni pokonany przeciwnik na ogół upada w spowolnionym tempie i za każdym razem prezentuje się to bardzo naturalnie. Z drugiej strony główny bohater biega tak niesamowicie pokracznie, że wręcz nie da się na to patrzeć. Trudno mi powiedzieć, z czego to wynika – może jestem przewrażliwiony?

Od strony audio Quantum Break ma również sporo do zaoferowania. O ile odgłosy wystrzałów i eksplozji mnie nie rzuciły na kolana, to muzyka oraz voice acting już owszem. Grę aktorską oceniałem już wyżej i tutaj mogę napisać tylko to samo – dobra obsada podnosi moją ocenę Quantum Break o przynajmniej dwa punkty. Natomiast dobrze dopasowana do całości melodia, w której daje się odczuć naleciałości z dubstepu i muzyki elektronicznej, skutecznie podkręca tempo i buduje klimat.

Niewybaczalny jest niestety brak spolszczenia. To gra nastawiona na treść i posiadająca zawiłą oraz wielowątkową fabułę. O ile osoby biegle posługujące się językiem angielskim nie będą miały z jej konsumpcją najmniejszych problemów, to pozostali owszem. Ominie ich masa smaczków, ciekawostek i informacji, a w konsekwencji mogą ocenić Quantum Break negatywnie. Trudno mi zrozumieć taką decyzję wydawcy. Podejrzewam, że była ona podyktowana ilością pracy, jaką trzeba było włożyć w tłumaczenie. Wcześniej przecież Microsoft serwował w Polsce wiele swoich gier nie tylko z napisami, ale nawet z dubbingiem.

Trzeba zagrać?

Powtórzę to – Quantum Break to nie jest gra dla każdego. Nie uświadczymy tutaj trybu multiplayer, nie znajdziemy też czystej akcji w najlepszej możliwej postaci – ta, mam wrażenie, stanowi tutaj dopełnienie fantastycznie opowiedzianej opowieści. Określenie tej gry interaktywnym filmem wcale nie będzie na wyrost. Siadając do Quantum Break musicie nastawić się na opowieść. To nie jest odmóżdżający shooter z fajnymi efektami manipulowania czasem – te rzeczywiście robią wrażenie, ale bez tej całej fabularnej otoczki są tylko efekciarskim dodatkiem. Ja przylgnąłem do Quantum Break na długie godziny i właśnie zaczynam przechodzić grę po raz drugi, by odkryć wszystkie smaczki i ciekawostki. To fantastyczny tytuł, dla którego pewnie warto by było kupić Xboksa, gdyby nie to, że jest też dostępny na PC.

Ocena: 9/10

Kup Quantum Break w Avans.pl. Kliknij!