1

Diamenty które nie przemijają – ból rozstania w wersji amerykańskiej

Autorem poniższego tekstu jest Albert Tomaszewski Każdy kto zajrzał dziś na mashable.com, na pewno na chwilę zatrzymał wzrok przy notce poświęconej serwisowi idonowidont.com. Nazwa tego serwisu społecznościowego odwołuje się do ceremoni zaślubin (ciężko ją przetłumaczyć na polski: „Tak, przyrzekam… Teraz już nie”?) i na pierwszy rzut oka wydaje się, że jego twórcy szukają swojej szansy […]


Autorem poniższego tekstu jest Albert Tomaszewski

Każdy kto zajrzał dziś na mashable.com, na pewno na chwilę zatrzymał wzrok przy notce poświęconej serwisowi idonowidont.com. Nazwa tego serwisu społecznościowego odwołuje się do ceremoni zaślubin (ciężko ją przetłumaczyć na polski: „Tak, przyrzekam… Teraz już nie”?) i na pierwszy rzut oka wydaje się, że jego twórcy szukają swojej szansy w niszy (zgodnie z powszechną tendencją).

Nisza jest duża – USA to duży kraj ze społeczeństwie liberalnie nastawionym do rozwodów – i twórcy zadbali o wszystkie podstawowe funkcjonalności serwisu społecznościowego (blogi, foto galerie, fora dyskusyjne, grupy przyjaciół, prywatne wiadomości). Jak sami piszą, chcą, żeby idonowidont.com stał się miejscem, gdzie ludzie boleśnie doświadczeni w sferze uczuciowej znaleźli oparcie, przyjaciół a może i kogoś więcej. Do takiej misji przedsięwzięcia świetnie pasuje cytat z Marka Twaina, który widnieje na stronie głównej:

„Nie bądźmy drobiazgowi. Lepsze brylanty z drugiej ręki niż żadne”. (tłum. własne)



Wszystko pięknie, gdyby nie wątpliwości, które rodzi rozbudowany dział aukcje. Po kliknięciu w odpowiednią zakładkę otwieramy nową stronę z aukcjami brylantowych „drobiazgów” – pierścionków, naszyjników, bransoletek, zegarków (jest też działa z ślubnymi sukniami). O ile dobrze rozumiem zamysł, to serwis aukcyjny jest po to, żeby pozbyć się „pamiątek” związanych z „byłymi”. Tylko czy to dobry pomysł kierować ogłoszenia do osób będących w podobnej sytuacji? Może i nie jestem ekspertem od zachowań Amerykanów, ale stawiam diamenty przeciwko orzechom, że w ciężkich chwilach po rozstaniu niewiele kobiet będzie chciał kupić sobie pierścionek zaręczynowy ze stażem u innej pary… Więcej chętnych na takie „pamiątki” na pewno będzie na eBay’u. A historia pierścionka (i miłości) twórcy serwisu

„the ring that I had spent my life savings on could only be bought back at 32% of its original cost. Needless to say, I kept the ring for hopes that one day; I could sell the ring for what it was really worth. This website is my answer.”

nie dość, że zupełnie mnie nie przekonuje, to jeszcze początkową idee serwisu sprowadza do bardzo groteskowego kształtu. W tej sytuacji opcje są dwie: albo twórca przesadził z podszytym goryczą poczuciem humoru, albo od początku pisząc od diamentach, które nie przemijają miał na myśli te z pierścionka zaręczynowego. A ja za głosem mojej, polskiej, romantycznej duszy zakładała, że to ludzie są tymi diamentami, które mimo przejść chcą dalej świecić swoim blaskiem ;)