Świat

Dell ucieka z giełdy i wraca w ręce założyciela. Czy tablety z serii Venue to znak dużych zmian?

TP
Tomasz Popielarczyk
7

O wykupieniu wszystkich udziałów przez założyciela firmy Michaela Della i opuszczeniu giełdy mówiło się już od pewnego czasu. Dziś Dell ma bowiem lata świetności dawno za sobą, a szereg porażek na rynku mobilnym i utrata silnej pozycji na rynku desktopów sprawiły, że bez radykalnych działań marka ta...

O wykupieniu wszystkich udziałów przez założyciela firmy Michaela Della i opuszczeniu giełdy mówiło się już od pewnego czasu. Dziś Dell ma bowiem lata świetności dawno za sobą, a szereg porażek na rynku mobilnym i utrata silnej pozycji na rynku desktopów sprawiły, że bez radykalnych działań marka ta mogłaby szybko zniknąć. Na szczęście na razie nic na to nie wskazuje.

Dlaczego na szczęście? Będę szczery - darzę komputery Della ogromną sympatią, a model gwarancji NBD (Next Bussiness Day) to jeden z największych atutów, który zaważył na moim ostatnim zakupie (Vostro 3450) i zaważy zapewne również na kolejnych. Dziś Dell nie jest już tą samą firmą, co kilka lat temu. Pewnie użytkownicy modeli produkowanych przed laty chórem zakrzykną coś w stylu "stoczyli się/odwalają manianę/kiedyś to robili komputery". W gruncie rzeczy mam jednak na myśli coś zupełnie innego. Wskutek zatwierdzonej właśnie transakcji wartej blisko 25 mld dolarów Dell opuszcza Wall Street, gdzie gościł od 1988 roku.

Dotychczasowi udziałowcy firmy otrzymali w ramach transakcji po 13,75 dol. za akcję i dodatkowo po 13 centów za akcję w ramach dywidendy. W rezultacie Dell wrócił do swojego założyciela (wspieranego przez fundusz inwestycyjny Silver Lake) i stał się w całości prywatnym przedsiębiorstwem, które teraz, z dala od nacisków akcjonariuszy, może swobodnie przeprowadzić w swoich szeregach restrukturyzację i dostosować ofertę do dzisiejszych realiów rynku. Ba, ta ostatnia czynność własnie następuje.

Mowa tutaj o przywróceniu do życia linii produktów Venue, w której od dwóch lat nie pojawiały się żadne nowe urządzenia. Dell wprowadzi do sprzedaży przed końcem roku cztery tablety: Venue 7, Venue 8, Venue 8 Pro i Venue 11. Są one dedykowane różnym segmentom rynku i innym typom użytkowników. Co jednak istotne, firma całkowicie zrezygnowała z Windowsa RT. Zamiast tego postawiono na Androida oraz Windowsa 8.1.

Cóż, szczerze mówiąc nowa oferta nie jest niczym rewolucyjnym. Tablety Venue 7 i 8 to przeciętniaki dostępne w dwóch kolorach - czarnym i bordowym (chyba jedyny oryginalny element, bo dotąd nie widziałem bordowego tabletu). Producent zastosuje tutaj ekrany IPS o przekątnej 7 oraz 8 cali i rozdzielczości 1280 x 800 px. Na rynku zadebiutują wersje 16 i 32 GB. W planach jest też model z modułem LTE. Nie zabraknie też rzecz jasna aparatu i kamerki do wideorozmów. Słowem - nuda.

Znacznie ciekawie wygląda pod tym względem Dell Venue 8 Pro, gdzie znajdziemy Windowsa 8.1 osadzonego w bardzo kompaktowej, wykonanej z przypominającego gumę tworzywa konstrukcji o grubości niespełna 9 mm. Tablet ma mieć 8-calowy ekran, a jego serce będzie stanowił czterordzeniowy Intel Atom Z3740D z zegarem 1,33 GHz wspierany przez 2 GB pamięci RAM. Do sprzedaży mają trafić wersje 32 i 64 GB. Atrakcyjne wygląda też cena, która zaczyna się już od 300 dolarów.

Najmocniejszy z zapowiadanych tabletów, Venue Pro 11 zostanie wyposażony w wyświetlacz IPS o przekątnej 10,8 cala i rozdzielczości 1080p. Kwestia procesora będzie tutaj zależna od użytkownika, bo sprzęt ma być dostępny zarówno z układem Intel Atom z rodziny Bay Trail, jak i Intel Core i3 czy Core i5 (Haswell). Wersje z Atomem będą posiadały 2 GB pamięci RAM i 32 GB pamięci flash. W pozostałych znajdziemy natomiast 8 GB RAM-u i dysk SSD 256 GB. Cena zaczynać się będzie od 499 dolarów. Co ciekawe, do sprzedaży ma trafić również wersja biznesowa z obsługą SmartCard, modułem TPM i czytnikiem linii papilarnych, a także rysikiem Synaptics. Opróćz niej Dell przygotowuje natomiast szereg akcesoriów takich, jak stacje dokujące, tradycyjne klawiatury z dokiem czy nadzwyczaj cienkie klawiatury pełniące również funkcję stojaka. Przywodzi to nieco na myśl premierę najnowszych modeli z rodziny Microsoft Surface, czyż nie?

A skoro o biznesie mowa, niewykluczone, że wspomniane na początku przeze mnie radykalne zmiany w Dellu wywrą wpływ na istnienie tej marki na rynku konsumenckim. Michael Dell nie kryje bowiem, że chce położyć duży nacisk na rozwiązania biznesowe, co może poskutkować tym, że Dell pójdzie w ślady IBM i w dłuższej perspektywie porzuci nierentowny dział produktów dla mniej lub bardziej profesjonalnego Kowalskiego. Nie musi to nastąpić jutro, ani pojutrze, ale z czasem może okazać się rozwiązaniem bardzo korzystnym dla firmy. Będzie to jednocześnie nieszczególnie szczęśliwe dla takich użytkowników jak ja zakończenie całej historii...

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy:

MobiledellTablety