38

Seat pokazał wreszcie nowego Leona, powinien się wam spodobać

Seat zaprezentował wczoraj czwarte wcielenie swojego najpopularniejszego modelu, czyli Leona. Samochód, który do tej pory sprzedał się w liczbie ponad 2,2 mln egzemplarzy zyskał nie tylko odświeżony wygląd, ale również szereg nowych technologii, które mają ułatwić nam życie.

Seat Leon wyraźnie nam urósł

Seat zaprezentował nową odsłonę Leona w dwóch wersjach – pięciodrzwiowym hatchbacku oraz kombi (nazwaną Sportstourer), tym samym z oferty zniknie wersja trzydrzwiowa, która była jeszcze obecna w poprzedniej generacji, ale nie cieszyła się dużą popularnością. Na pierwszy rzut oka jedynym nawiązaniem do poprzedniego modelu jest kształt świateł LED do jazdy dziennej. Poza tym design całkowicie się zmienił, moim zdaniem bardzo na plus. Front Leona nadal wygląda bardzo dynamicznie, choć można dopatrzeć się pewnych skojarzeń z autami konkurencji. Dla projektantów niezwykle istotny jest też fakt, że nowe kształty poprawiły współczynnik oporu powietrza, ten jest mniejszy o 8% w stosunku do poprzednika, co powinno przełożyć się na mniejsze spalanie.

Z tyłu natomiast brakuje mi nieco charakteru, owszem podświetlana LEDowa listwa na całej szerokości klapy bagażnika wygląda bardzo fajnie, ale to chyba jednak trochę za mało. Światła zarówno z przodu jak i z tyłu bazują na technologii LED, mają zapewnić znacznie większą jasność niż w obecnym modelu (900 vs 550 lumenów) i automatyczne światła drogowe. Z tyłu natomiast dostaniemy między innymi progresywne kierunkowskazy. W zderzak wbudowano też fikuśne końcówki układu wydechowego, ale obawiam się, że to tylko nakładki, za którymi schowane są brzydkie rury, w dzisiejszych czasach może to wzbudzać jedynie uśmiech politowania.

Nowy Seat Leon wyraźnie nam też urósł, hatchback ma teraz 436,8 cm, czyli jest o 8,6 cm dłuższy niż poprzednik, za to o 1,6 cm węższy (180 cm) oraz o całe 3 mm niższy (145,6 cm). Wersja Sportstourer ma 464,2 cm, co oznacza, że urosła o 9,3 cm, ale jest za to niższa niż hatchback (144,8 cm). Szerokość obu modeli jest taka sama. Dodatkowa długość przełożyła się także na większy rozstaw osi (268,6 cm, o 5 cm więcej niż poprzednik) co ma dać więcej miejsca dla pasażerów na tylnej kanapie. Bagażnik w hatchbacku ma taką samą pojemność jak wcześniej – 380 litrów, w kombi jest on natomiast większy o dodatkowe 30 litrów i ma 617 litrów. Nie jest to jeszcze poziom Skody Octavii (640 litrów) ale i tak wartość imponująca. Nie wiadomo tylko jeszcze o ile zmniejszy się w wersji hybrydowej.

Nowe silniki w ofercie Seata

Zgodnie z przewidywaniami nowy Leon dostępny będzie z tymi samymi silnikami co jego pobratymcy z Mlada Boleslav i Wolfsburga. Najsłabsza będzie trzycylindrowa jednostka 1.0 TSI, która dostępna ma być w dwóch wariantach o mocy 90 i 110 KM. Ta druga może zostać wyposażona system miękkiej hybrydy (48V) i zostanie w takim przypadku sparowana z automatyczną skrzynią DSG (shift-by-wire). Silnik 1.5 TSI również dostępny będzie w dwóch wariantach mocy, 130 i 150 KM i ponownie ten mocniejszy opcjonalnie dostanie miękką hybrydę i DSG. Jako ciekawostkę można dodać, że silniki 1.0 TSI i słabszy 1.5 TSI pracują w cyklu Millera, a nie Otto, co ma owocować mniejszym spalaniem.

Na szczycie znajdzie się natomiast dobrze znana jednostka 2.0 TSI o mocy 190 KM. Ofertę uzupełni silnik diesla 2.0 TDI oferowany w dwóch wariantach mocy – 115 KM i 150 KM, a na wybranych rynkach pojawi się też wersja z silnikiem 1.5 TGI napędzanym gazem ziemnym (CNG). Trzy zbiorniki o pojemności 17,6 kg mają pozwolić na przejechanie około 440 km. Wreszcie topowa odmiana wyposażona zostanie w napęd hybrydowy znany z Golfa GTE i nowej Octavii, na który składa się silnik benzynowy 1.4 TSI i silnik elektryczny korzystający z baterii o pojemności 13 kWh. Taki zestaw ma rozwijać 204 KM i pozwolić na przejechanie nawet 60 km w trybie elektrycznym.

W środku nowocześnie, ale brak bezprzewodowego Android Auto

Ogromne zmiany zaszły również w kabinie nowego Seata, już w standardzie znajdziemy tutaj wirtualny kokpit, który zastąpi analogowe zegary, a korzysta z ekranu o przekątnej 10,25 cala. Projektanci zdecydowanie postawili też na dotyk, z panelu środkowego zniknęły prawie wszystkie przyciski, został tylko duży, dotykowy ekran systemu inforozrywki oraz przyciski dotykowe do sterowania klimatyzacją (która w opcji może być nawet trzystrefowa). To z pewnością nie spodoba się wielu tradycjonalistom, ale Seat uważa, że ich system obsługujący gesty i polecenia głosowe będzie wygodny w użyciu. Domyślnie w standardzie montowany jest ekran o przekątnej 8,25 cala, ale w opcji jest też wersja o przekątnej 10 cali. Nie zabrakło oczywiście obsługi systemów Apple Car Play (bezprzewodowo!) oraz Android Auto (tylko po kablu), a w opcji dostępna jest również indukcyjna ładowarka.

Nowy Leon posiada też wbudowaną obsługę eSIM i możliwość skorzystania z dodatkowej karty SIM, która daje mu stały dostęp do sieci. Seat nie wchodził w szczegóły, ale można oczekiwać, że w przyszłości pozwoli to na zdalne zarządzanie samochodem poprzez aplikację na smartfonie. Warto też dodać, że już w standardzie mamy tutaj dostęp bezkluczykowy, nie ma zatem w żadnej wersji tradycyjnej stacyjki. Niestety nie wiemy jeszcze kiedy nowy Leon trafi do salonów, ale te informacje powinny pojawić się już wkrótce.