Przyznam, że w dużej mierze ufam Google co do informacji, które posiada na mój temat. Jednak coraz częściej nachodzi mnie refleksja co amerykańska firma technologiczna zamierza zrobić z moimi danymi, które gromadzi od niemal dekady. Nie oszukujmy się, to właśnie darmówki w mojej młodości sprawiły, że pokochałem firmę z Mountain View. Drugą ważną rzeczą w […]

Przyznam, że w dużej mierze ufam Google co do informacji, które posiada na mój temat. Jednak coraz częściej nachodzi mnie refleksja co amerykańska firma technologiczna zamierza zrobić z moimi danymi, które gromadzi od niemal dekady.

Nie oszukujmy się, to właśnie darmówki w mojej młodości sprawiły, że pokochałem firmę z Mountain View. Drugą ważną rzeczą w tym związku była wizja rewolucjonizowania świata, za sprawą takich projektów jak Google Earth, który w momencie debiutu sprawiała, że człowiek nie potrafił wyjść z podziwu co potrafiła ówczesna technologia. Jednak gdyby nie gama darmowych produktów, oczywiście pierwszy był Gmail jeszcze na zaproszenia, to nigdy nie związałbym się z Google.

Z wiekiem jednak dotarło do mnie, że w życiu przecież nie ma nic za darmo. W momencie, gdy reklamy Googla rozlały się na całą sieć, a ja poznałem w jaki sposób funkcjonują, dotarło do mnie, że tak naprawdę za te „darmowe” programy płacę swoimi danymi. Co gorsze wszyscy uczestniczymy w zbiorowym eksperymencie. Nikt w historii do tej pory nie stworzył bazy danych na temat naszej aktywności w sieci na przestrzeni 5-10-30 lat, bowiem sam wynalazek Internetu jest stosunkowo nowy. Zatem czy powinniśmy się bać i czy powinniśmy przykładać większą wagę do tego jaki ślad pozostawiamy po sobie w Internecie?

Sam mam kłopot co do tego czy powinienem ograniczyć informacje, które dostarczam o swoich aktywnościach Googlowi. Z jednej strony przywiązałem się do wszystkich narzędzi Google, z których regularnie korzystam: Gmail, Kalendarz, Dokumenty, G+ (galeria zdjęć), konto Youtube itd. Niejednokrotnie też dane, które ma o mnie Google, ratowały mi skórę, gdy potrzebowałem szybkiego dostępu do historii wyszukiwania na innym komputerze lub gdy zniszczyłem swój poprzedni telefon. Wówczas byłem wniebowzięty w jaki sposób sprawuje się działanie w ramach jednego konta Google.

Z drugiej jednak strony są takie momenty, gdy poznaje kolejne elementy układanki Google’a i stwierdzam, że wie o mnie zdecydowanie za wiele. Jeżeli sami nie jesteście świadomi z ilu produktów Google’a na przestrzeni lat korzystaliście, możecie ustalić to pod tym adresem. Gooogle wie o nas naprawdę wiele. Do niedawna wydawało mi się, że najbardziej powinny martwić nas dane gromadzone odnośnie stron, które odwiedzamy. Na ich podstawie można zbudować rozbudowane portfolio danej osoby, a także narysować dokładny portret psychologiczny. Jednak, to że Google zna historię naszej przeglądarki nie jest żadną tajemnicą.

Najgorzej, gdy dowiadujemy się o kolejnym monitoringu naszej aktywności w sieci, o którym do tej pory nie mieliśmy pojęcia. Niedawno dość dużym zaskoczeniem było narzędzie, które pozwala stwierdzić w jakie reklamy Google’a klikamy. Wiedza ta pozwala zoptymalizować reklamy adwords i uczynić z nich jeszcze lepsze narzędzie, idealnie dostosowane do naszych upodobań. Jest to dość oczywiste, że współczynnik klikania w reklamy jest mierzony i fajnie, że Google chce podzielić się informacjami, jakie na nasz temat posiada.

Jednak nijak nie może się to równać z narzędziem, które odkryłem ostatnio, a o istnieniu którego być może Wy jużwiecie. Otóż okazuje się, że jeżeli tylko mamy włączone podawanie lokalizacji w telefonie z Androidem, Google skrupulatnie odnotowuje każde miejsce, w którym się znajdujemy. Nie wiem czy do Was dociera, ale wychodzi na to, że Google zna każdy nasz krok. Co więcej w historii naszych lokalizacji znajdziemy dokładny czas spędzony w danym miejscu.

boisz się

Takie informacje sprawiają, że zaczynam się poważnie zastanawiać nad kwestiami bezpieczeństwa. Nadal wierzę, że Google chce dla ludzkości dobrze i pod tym względem jest firmą wyjątkową, jednak takie odkrycia sprawiają, że coraz częściej zastanawiam się po co te wszystkie dane są o nas gromadzone?

Jedno w całej sprawie na pewno trzeba oddać, Google przynajmniej jest transparentne w zbieraniu danych na nasz temat. Ciężko w wypadku Facebooka spodziewać się podobnej przejrzystości, co nie zmienia faktu, że kilka godzin studiowania moich danych w bazach Google daje mi bardzo mocno do myślenia, choć jeszcze nie wiem co z tym faktem zrobię.

Bardzo możliwe, że skończy się na chwilowej refleksji i za chwilę wrócę do przeglądania sieci i korzystania z telefonu dokładnie w taki sam sposób jak robiłem do tej pory. Raz nabyte przyzwyczajenia ciężko zmieć, choć bardzo możliwe, że kiedyś przyjdzie mi tego pożałować.

Photo: Close-up of the Google.com search via Shutterstock