Sprawdź jaki laptop Intel Evo jest najlepszy dla Ciebie Więcej
Świat

Microsoft współtworzy narzędzie dla ponad miliarda osób. To wybawienie dla uchodźców

MS
Maciej Sikorski
33

Życie bez dowodu osobistego niektórym wydaje się pewnie ciekawe, ale szybko zmieniliby zdanie, gdyby przyszło im funkcjonować bez dokumentu potwierdzającego tożsamość. Człowiek trafia wówczas na margines społeczeństwa, nie jest w stanie załatwić bardzo wielu spraw. Na Zachodzie (w tym w Polsce) trudno to sobie nawet wyobrazić. Dla ponad miliarda ludzi jest to jednak norma. Bolesna norma, z którą mierzy się m.in. Microsoft.

Cyfrowe dowody osobiste to przyszłość, chyba niewiele osób stwierdzi, że takie rozwiązanie nie będzie wprowadzone na wielką skalę. Skorzystać mają państwo, firmy, użytkownicy. Ostatecznie całe nasze życie trafi do smartfona. Pewnie nie zabraknie głosów, że to niebezpieczne, że mowa o postępującej inwigilacji, ale procesu raczej nie powstrzymamy. Gdy jedni będą protestować, inni zaczną odliczać dni do uzyskania takiego dokumentu. To przede wszystkim ludzie, którzy dzisiaj nie posiadają dokumentu potwierdzającego tożsamość. Dla nich cyfrowe dowody będą wybawieniem. O jak licznej grupie mowa? To przeszło miliard osób...

Jakiś czas temu czytałem o projekcie Aadhaar - to wielkie przedsięwzięcie rodem z Indii. Władze postanowiły tam "ogarnąć" populację kraju, dobrze ją policzyć, dać ludziom coś w rodzaju numeru PESEL, zdobyć podstawowe informacje na temat populacji najludniejszej demokracji świata. Do niedawna był z tym problem, miliony ludzi pozostawały poza oczami państwa. Przez to były całkowicie wykluczone: brak tożsamości, dowodu jej potwierdzającego odcina dostęp do edukacji, opieki zdrowotnej, udziału w wyborach, korzystania z usług bankowych czy telekomunikacyjnych. Wspomniany program ciągle jest wdrażany, pochłania wielkie sumy, nie brakuje problemów (oraz kontrowersji), ale finalnie ma przynieść sporo korzyści. Na Indiach sprawa się jednak nie kończy.

Wczoraj odbył się szczyt ID2020. To inicjatywa, której celem jest opracowanie rozwiązań dających ludziom cyfrowe dowody tożsamości. Opracowanie, a do roku 2030 wdrożenie pomysłów: za kilkanaście lat wspomniany miliard ludzi miałby już dokument potwierdzający imię, nazwisko oraz szereg innych danych. To przedsięwzięcie mieszające sektory publiczny i prywatny, w jego skład wchodzą politycy, urzędnicy, organizacje pozarządowe, firmy oraz eksperci z różnych dziedzin. Warto o tym napisać własnie dzisiaj z dwóch powodów: obchodzimy Światowy Dzień Uchodźcy, a na przywołanym szczycie zaprezentowano prototyp rozwiązania, które ma uszczęśliwić rzesze ludzi.

Stoją za nim m.in. firmy Accenture oraz Microsoft. W wielkim skrócie można napisać, że wykorzystano technologię blockchain oraz biometrię, wszystko odbywa się w aplikacji, więc jest dostępne z poziomu dowolnego smartfona czy tableta. To narzędzie umożliwiające zbieranie danych na temat użytkownika, tworzenie jego "kartoteki", do której będzie miał dostęp tylko on. Ten zbiór stanie się jego dowodem tożsamości. Mogą się na to składać informacje o wykształceniu, o wizytach u lekarza czy zaciągniętych pożyczkach. Podkreślam jednak, że do całości dostęp będzie miał tylko użytkownik, reszta danych jest rozproszona, wykorzystywane są tylko te elementy, które będą wymagane w danej sytuacji.

W praktyce może być tak, że uchodźca otrzyma taki dowód w pierwszym obozie, do którego trafi. Tam zostanie zweryfikowany i stanie się właścicielem cyfrowej tożsamości, która potem może mu pomóc: nie będzie musiał przechodzić skomplikowanej weryfikacji w kolejnych miejscach pobytu. Oczywiście nie chodzi tylko o uchodźców, zastosowania mogą być bardzo szerokie: ludzie w państwa słabo rozwiniętych w końcu będą mogli wziąć pożyczkę, skorzystać z usług dostawcy Internetu, wykazać przed urzędnikiem, że istnieją. Zyskają pełnoprawny dokument tożsamości.

Idea szczytna, jeśli projekt będzie się rozwijał w dobrym tempie, może pomóc milionom osób. Podejrzewam jednak, że przy okazji nie zabraknie głosów krytycznych. Będzie jak z inicjatywą Internet.org, którą nazwano nawet protezą Internetu, a nie podłączaniem ludzi do Sieci. Wielkie firmy i rządy mogą dążyć do tworzenia cyfrowych dowodów, bo mają w tym cel. Rozumiem, że poziom bezpieczeństwa będzie wysoki za sprawą blockchcain, ale Microsoftowi może zależeć na jakichkolwiek danych zasilających jego chmurę. Każda informacja może się przydać, ich zbiór to cenny towar. Pozostaje napisać, że w tym przypadku łączone będzie przyjemne z pożytecznym...

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy: