53

Cyberpunk 2077 – pierwsze wrażenia po 12 godzinach z wersją PC

Najbardziej napompowany balonik roku 2020, najmocniej oczekiwana gra roku, najczęściej przekładana produkcja ostatnich miesięcy (lat?)… Cyberpunk 2077 wylądował na pecetach i konsolach. Gram od wczoraj i po 12 godzinach mam pierwszą opinię na temat produkcji CD Projekt Red.

Mamy rok 2012 – polskie studio CD Projekt Red jest rok po premierze bardzo udanego Wiedźmina 2. Światową sławę i chwałę da im jednak dopiero kolejna gra, wydany w 2015 rok Dziki Gon. Trzecia część przygód Geralta rozpali serca fanów gier RPG na całym świecie. A na wielu płaszczyznach wyznaczy standardy, do dziś będąc niedoścignioną, jeśli chodzi o budowanie narracji czy głębię pobocznych questów. W 2012 roku CDPR jeszcze o tym nie wie – studio nabyło prawa do marki Cyberpunk. Koncepcja na grę prawdopodobnie jeszcze nie istnieje. Wypuszczony jednak w styczniu 2013 roku teaser robi furorę. Banieczka zaczyna rosnąć.

Przez cały ten czas wydarzyło się mnóstwo rzeczy. Pomysł na grę ewoluował, po drodze zaangażowano świetnego Keanu Reevesa, a marketingowa otoczka wokół marki przybrała kolosalne rozmiary. Mamy grudzień 2020 roku. Cyberpunk 2077 w końcu wyszedł. I to w wielkich bólach – premierę przekładano kilkukrotnie. Gra miała debiutować już w kwietniu. Ale nie udało się. Wrześniowy termin też przesunięto na listopad. Ale i tego terminu nie dotrzymano. Finalnie premiera miała miejsce 10 grudnia. Emocje związane z tymi przesunięciami sięgały zenitu, a niektórym graczom odbierały zdrowy rozsądek. Na studio wylało się dużo negatywnych opinii. Podniesiono też znowu wątek crunchu, czyli pracy nad grą po godzinach (co w gamedevie jest często smutną rzeczywistością), by dowieźć projekt na czas. Kolejne przesunięcie nie wchodziło raczej w grę.

Tymczasem było wiadomo, że nie wszystko udało się zrealizować. W międzyczasie tych wszystkich opóźnień wyszły konsole nowej generacji – Xbox Series X|S oraz PlayStation 5. Cyberpunk nie był na nie projektowany i otrzyma aktualizację nextgenową dopiero w przyszłym roku. Tymczasem, jak się pod koniec okazało, Xbox One i PS4 wymagały dodatkowej pracy ze strony developera. Nietrudno się domyślić, że konsole były po prostu za słabe, by udźwignąć nową produkcję.

Tworzenie postaci, czyli na czym gracze spędzają czasu najwięcej

Cyberpunk 2077 to typowy RPG, w którym czuć ducha papierowych RPG. Zresztą Mike Pondsmith autor papierowych Cyberpunków współpracował z polskim studio. Gdzieś tam po drodze pojawiały się nawet pogłoski o nowej edycji podręcznika, która miałaby być kompatybilna z grą Redów.

Zabawę zaczynamy od stworzenia naszego bohatera. Do wyboru mamy trzy profesje: nomad, punk albo korp. Każda z nich ma duży wpływ na rozgrywkę, bo bohaterowie niezależni będą nas nieco inaczej traktować. Zmieni się też początkowa narracja, a w trakcie rozmów otrzymamy do dyspozycji nowe opcje dialogowe typowe dla naszej profesji. Grając nomadą mogłem na przykład zaproponować komuś ochronę konwojów, bo się na tym znałem, albo rozpoznawałem więcej pojazdów i miejsc typowych dla nomadów.

Jak na RPG przystało rozdajemy też punkty atrybutów. Tutaj raczej nie uświadczymy niespodzianek, bo podzielono je dość standardowo. Jest siła, refleks, inteligencja, opanowanie – do każdej z nich przypisano kilkanaście talentów, które wykupujemy za punkty otrzymywane z każdym poziomem doświadczenia. Rozwój postaci się jednak na tym nie kończy, bo dochodzą jeszcze wszczepy i modyfikacje ciała, ale o nich za chwilę.

Wrażenie robi bardzo rozbudowany kreator wyglądu, za pomocą którego możemy stworzyć nawet bardzo wykręconą personę. Realia Cyberpunka czuć już w tym momencie – kolorowe fryzury, futurystyczne tatuaże, mocny makijaż, bruzdy po wszczepach na twarzach, odważny piercing… Kreator pozwala nam nawet dostosować genitalia – ale na razie nie wiem, jakie to ma znaczenie podczas samej rozgrywki. Można szaleć i szaleć do woli. Ale spokojnie, jeżeli nudzi Was wybieranie rozmiaru nosa, ust i uszu to możecie skorzystać z losowego generatora wyglądu, a efekty tylko lekko zmodyfikować, co też sam zrobiłem.

Niezależnie od tego, czy gramy mężczyzną czy kobietą, nasza postać ma na imię V i zerwała właśnie z przeszłością. Nie ma nic i nikogo do stracenia, więc kieruje swój wzrok ku Night City, miastu możliwości, w którym wszystko zacznie od nowa.

Witajcie w Night City

Grę zaczynamy w jakiejś dziurze pod Night City, gdzie nasz samochód (łudząco podobny do VW Golfa III) uległ awarii. Mechanik chce krocie za naprawę, a na domiar złego przypałętał się szeryf-dupek, który nie lubi przyjezdnych. Szybko się stamtąd ewakuujemy, by spotkać z naszym kontaktem i zarazem pierwszą misją. I tak poznajemy jedną z najważniejszych postaci w grze Jackiego. Jeszcze tylko szybki przemyt, gdzie oczywiście coś pójdzie nie tak i lądujemy w Night City. Zabawa się dopiero zaczyna.

V i Jackie zostają partnerami na dobre i na złe – przez pół roku jako najemnicy realizują dziesiątki zleceń w Night City. V zmienia auto, kupuje mieszkanie, zaczyna nowe życie. I tu wchodzi gracz.

To typowa historia „from zero to hero”. Po kilku godzinach zabawy główne wątki dopiero się zawiązują, ekipa planuje duży skok. Szczegółów nie będę ujawniał, bo zepsułbym Wam zabawę. Trzeba jednak dodać, że narracja jest prowadzona bardzo sprawnie z odpowiednią dynamiką. Nie ma tutaj żadnych nudnych przestojów. Każda misja jest dodana w jakimś konkretnym celu i tworzy kilka nowych wątków (lub zamyka jakieś już otwarte).

Na szczególną uwagę zasługują postaci poboczne, które zaprojektowano niezwykle starannie. To niemal osoby z krwi i kości. Każda ma w sobie coś ciekawego, co sprawia, że dodaje grze smaku. Momentami ogląda się to jak bardzo dobry film. Pod tym względem Cyberpunk 2077 jest doskonały.

Doskonałe jest też Night City. Miasto zaprojektowano po mistrzowsku – klimat neonowych billboardów, ciasnych i mrocznych uliczek oraz wznoszących się nad nimi drapaczy chmur jest fenomenalny. W mieście można się naprawdę zakochać od pierwszego wejrzenia. A dodam, że po 12 godzinach grania nie opuściłem jeszcze pierwszej dzielnicy (która, aby łatwiej było prowadzić fabułę została w grze zamknięta przez kordony policji).

Miasto przede wszystkim żyje. Na ulicach są setki przechodniów. Na straganach i w budkach pichci się jakieś jedzenie. Bezdomni z laptopami rodem z 2020 roku grają na ulicach w pasjansa (czy cholera wie, co tam robią). Co i rusz ktoś na kogoś napada. Znowu w innym miejscu policja otacza hologramowymi szlabanami miejsca zbrodni. Łatwo się tutaj poczuć jak w prawdziwej futurystycznej metropolii.

Questy i queściki

Z początku w grze skupiamy się na głównym wątku. Dopiero z czasem docierają do nas jakieś dodatkowe zadania. Póki co nie są one jakoś szczególnie mocno imponujące. Nie ma tutaj też efektu Wiedźmina 3, gdzie w każdej wiosce na 10 mieszkańców 6 miało dla nas jakieś zadanie. No ale tutaj nie ma wiosek, a NPC-ów wokół mamy setki (tysiące?), więc zrozumiałe jest że większość nie ma dla nas nic.

Zadania możemy realizować na wiele sposobów. Weźmy na przykład misję, w której musimy odzyskać od jednego z gangów robota hakującego. Pierwszy wariant to po prostu wybicie wszystkich i zabranie robota. Ale okazuje się, że robot był częścią porwanego konwoju pewnej korporacji, która sporo zrobi, żeby go odzyskać. I tu znowu pojawia się kilka wątków, bo możemy wziąć znaczone pieniądze od korporacji i nimi zapłacić za robota (a zbiry wpadną przy pierwszym użyciu chipu kredytowego). Możemy jednak też zachować kasę dla siebie (po zhakowaniu chipu). Kolejny wariant to wejście od tyłu i uwolnienie byłego szefa gangu, który niedawno został obalony i może nam pomóc. Pozostaje też kwestia tego, czy będziemy strzelać do wszystkiego co się rusza czy może po cichy przejdziemy obok strażników niezauważeni. Tyle możliwości w tylko jednym queście.

Eksploracja jest równie ważnym aspektem zabawy. Żeby lokalizować skrzynki i przedmioty, najlepiej przejść w tryb hakowania, w którym są one podświetlone. Praktycznie w każdej lokalizacji znajdziemy tego sporo. Jednak dziwi mnie, że otoczenie nie reaguje na nasze działania. Możemy wejść do czyjegoś domu, ograbić go, a właściciele nie kiwną palcem. To trochę dziwne, że zaniedbano ten element.

W trakcie wykonywania zadań i pomiędzy nimi będziemy zbierać tony rupieci. Pod tym względem gra przypomina trochę postapokaliptycznego Fallouta 4. Początkowo te rzeczy możemy po prostu sprzedawać, ale bardzo szybko odblokujemy umiejętność pasywną, która automatycznie je rozmontowuje na materiały do craftingu. Same materiały zdobędziemy też hakując porozrzucane po mieście automaty, maszyny i anteny.

A skoro o craftingu mowa, jest on dość rozbudowany. Praktycznie każdą broń i część pancerza możemy modyfikować i ulepszać. Dodatkowo bronie „ikoniczne” mają swoje własne ścieżki ulepszania i specjalne receptury na modyfikacje. Jest z tym sporo zabawy, więc warto biegać za złomem, żeby potem nasze ulubione spluwy siały zniszczenie o wiele skuteczniej.

Walka czy skradanie? Niezbyt oczywiste pytanie

To wszystko oczywiście wspierają stosowne mechanizmy wbudowane w grę. Ale tutaj pojawiają się pierwsze zgrzyty. Momentami mam wrażenie, że Cyberpunk 2077 ma rozdwojenie jaźni. Gra zachęca nas do skradania się i działania z ukrycia. Jednak brakuje jej sporo do np. takiego Deus Ex: Human Revolution (i Mankind Divided), na którym ewidentnie się miejscami wzorowano. Skradanie bowiem sprowadza się do kucania. Zabrakło tutaj świetnego systemu ukrywania się za zasłonami i przemieszczania między nimi, kiedy to widok z FPP płynnie przechodził do TPP i pozwalał na lepsze rozeznanie sytuacji. V nie potrafi też tak fantastycznie obezwładniać i eliminować przeciwników jak Adam Jensen z Deus Ex. Pewne wątpliwości budzi też sztuczna inteligencja przeciwników, którzy albo wykrywają nas za szybko albo w ogóle.

Z drugiej strony mamy strzelanie, które jest znacznie bardziej dopracowane. Każdą broń dobrze czuć w dłoniach. Odrzut jest zadowalający. Dźwięk wystrzałów cieszy wzrok. I tutaj kolejny zgrzyt, bo na normalnym poziomie trudności otwarta walka wydaje się trochę za łatwa – szczególnie, jak umiemy celować i headshoty są dla nas codziennością. W przytaczanym już Deus Ex nasz bohater padał po 2-3 strzałach. A tu nie dość, że życie spada dość powoli to mamy pod ręką dziesiątki stymulantów leczących. W efekcie cały gang ze wspomnianej wyżej misji rozwaliłem biegając z podstawowym pistoletem otrzymanym na samym początku gry.

Pewnym urozmaiceniem jest system hakowania pozwalający nam zdalnie wchodzić w interakcję z różnymi maszynami, a nawet samymi przeciwnikami. Hakując automat z napojami możemy np. odwrócić uwagę jakiegoś strażnika. Ale równie dobrze możemy się włamać do jego wszczepów i zrobić tam zamieszanie. Niezależnie od wybranej opcji, musimy zagrać w prostą minigierkę polegającą do szybkim dobieraniu odpowiednich ciągów znaków zgodnie ze wskazanym wzorcem. Prawdę mówiąc nie zachwyciła mnie – minigierki z Deus Ex pod tym względem były o wiele ciekawsze.

Grafika, z którą nie radzi sobie nawet RTX 3090

Oprawa wizualna to aspekt, który budzi najwięcej kontrowersji. Posiadacze konsol narzekają, że gra wygląda źle. Mało tego, na starszej generacji miewa też problemy z płynnością. A jak jest na PC? Jeżeli posiadamy mocny komputer, Cyberpunk 2077 może naprawdę cieszyć wzrok. Na maksymalnych ustawieniach, z włączonym Ray Tracingiem gra wygląda bardzo ładnie. Może nie użyłbym tutaj sformułowania pięknie, bo miejscami brakuje mi trochę dopracowania, a miejscami niedoskonałości są (nierzadko nieudolnie) maskowane przez światło i filtry. Ale ogółem jest bardzo ładnie.

Tutaj znowu nawiążę do postaci, które zaprojektowano bardzo dobrze. Twarze mają dużo detali. Miejscami trochę niedomaga mimika, a niektóre animacje są nienaturalne, ale nie przeszkadza to w ogólnym odbiorze. Gorzej niestety jest z NPC-ami z otoczenia. Jest ich naprawdę dużo na ulicach, więc szybko zauważymy, jak się powtarzają. Co gorsza przechodnie są jak kłody drewna – kiedy ich potrącimy, biegnąc równie dobrze moglibyśmy potrącić ścianę. To głupie – przecież system potrącania przechodniów był już świetnie opracowany lata temu m.in. w grach z serii Assassin’s Creed. Ostatni Wiedźmin też miał to dobrze dopracowane, o ile się nie mylę.

Lokacje wypełniono po brzegi różnego rodzaju rupieciami i przedmiotami. Zdecydowanie nie ma tutaj mowy o pustce. Sklepiki, warsztaty, magazyny, kluby nocne, które odwiedzamy w trakcie zabawy mają swój niepowtarzalny klimat i stanowią prawdziwą gratkę. Aż chce się je eksplorować.

Problem polega na tym, że optymalizacja gry stoi na bardzo złym poziomie. Na komputerze z Core i7-9700k, 32 GB RAM i GeForce RTX 3090 (ASUS Strix, wersja OC) przy ustawieniu DLSS na jakość obrazu notowałem 50-60 kl/s (nigdy nie udało mi się przekroczyć 60) grając w rozdzielczości 2560 x 1440 px. Momentami spadało do 40-50 – szczególnie, gdy na ekranie pojawiało się dużo elementów ruchomych. Procesor w Cyberpunk 2077 ma pełne ręce roboty i cały czas pracuje na 100 proc. Tłumy na ulicach, para wydobywająca się z kratek wentylacyjnych, samochody, migające neony i ruchowe reklamy- to wszystko generuje ogromne obciążenie.

Niemniej gra nie powinna tak działać na najmocniejszej na rynku karcie graficznej. Twórców czeka tutaj ogrom pracy.

Nie zapominajmy też o udźwiękowieniu, które ma ogromny wpływ na budowanie klimatu gry. Tutaj na pierwszy plan wysuwa się na pewno radio w naszym aucie – stacji jest kilka, a każda gra zupełnie inny typ muzyki. Od metalu przez jazz i muzykę elektroniczną, a na latino rapie skończywszy. Przyznaję, że ta różnorodność zrobiła na mnie spore wrażenie. Poza autem zresztą jest również bardzo dobrze, bo lokacje często mają unikatowe tło dźwiękowe, które potęguje immersję. Zupełnie inne dźwięki otoczenia towarzyszą nam w budce z chińszczyzną, a inne w loży VIP w klubie ze striptizem – te elementy dopracowano bardzo starannie z odpowiednią dbałością o detale.

Muzyka zmienia się też podczas walki. Odgłosy wystrzałów i eksplozji są bardzo satysfakcjonujące. Przeciwnicy co i rusz krzyczą coś w naszym kierunku, a nasi towarzysze nie pozostają im dłużni. Generalnie pod tym (i właściwie każdym innym względem) starcia w Cyberpunk 2077 są niezwykle przyjemnym elementem całej gry.

Jeszcze dwa słowa o voice actingu. Nie jest to niestety poziom Wiedźmina. Postaci brzmią o wiele zwyczajniej, a ich głosy są mało zróżnicowane. Może nie doszedłem jeszcze do odpowiedniego momentu w grze, ale brakuje mi tutaj czegoś. Night City to przecież ogromne miasto, do którego przyjeżdżają ludzie z całego świata. Gdzie wschodnie zaciąganie? Gdzie luźny teksański akcent? Albo sztywny niemiecki? Tego przydałoby się tutaj znacznie, znacznie więcej.

Będzie sporo łatania?

Jak każda gra z otwartym światem tak i Cyberpunk 2077 ma błędy. Czy są one jednak na tyle duże, żeby utrudniały rozgrywkę albo odbierały przyjemność z zabawy? Nie powiedziałbym. Jasne miejscami pojawiają się jakieś glitche graficzne, jakaś skrzynka lewituje, ktoś przechodzi przez ścianę itp. Ale to drobiazgi.

Zdarzyły mi się jednak też poważniejsze błędy, gdzie auto się klinowało w dziwnym miejscu, albo nagle z niewiadomego powodu przechodnie zaczynali panikować na mój widok, a policjanci atakować (oczywiście też bez powodu, byłem niewinny). Sporo wpadek dotyczy też kolizji obiektów. Niewiele dobrego można ponadto powiedzieć na temat sztucznej inteligencji przeciwników, która też wymaga jeszcze trochę pracy. Nie było jednak ani jednej sytuacji, kiedy jakiś błąd uniemożliwił mi ukończenie questa lub spowodował śmierć głównego bohatera. Większość to właściwie drobiazgi, który, nie da się ukryć, jest dość sporo. Ale podkreślam, że mówię to po 12 godzinach grania. Niewykluczone, że inni mieli mniej szczęścia.

W każdym razie twórcy na pewno będą mieli co robić w nadchodzących miesiącach.

Czy to jest gra 10/10?

Nie, Cyberpunk 2077 nie jest, moim zdaniem, grą na dychę. Przynajmniej tak sądzę po 12 godzinach zabawy. Niewykluczone, że moja opinia jeszcze się zmieni. Aktualnie dałbym produkcji CD Projekt Red 8 oczek. Główne zalety to fantastycznie zbudowany świat, niesamowity klimat, świetny scenariusz, barwne postaci poboczne, rozbudowane i nieliniowe questy, dobre udźwiękowienie, satysfakcjonująca walka i rozbudowany crafting. Jest jednak też sporo minusów. Głównym dla mnie jest niedopracowany aspekt skradania się oraz koszmarna optymalizacja, przy której poddaje się nawet GeForce RTX 3090. Dodajmy do tego też sporo pomniejszych bugów i nieciekawe hakowanie.

Jasne, można poczekać z miesiąc i zacząć grę dopiero po tych kilku łatkach, które się pojawią – tak byłoby rozsądniej. Myślę jednak, że już teraz przy Cyberpunku 2077 można bawić się znakomicie. Po prostu trzeba miejscami mocniej mrużyć oczy… Ogółem to bardzo dobra gra, ale na pewno nie tak wybitna jak Wiedźmin 3.