Technologie

Co tam się wydarzyło? Astra Space i przedziwny start jej rakiety

Krzysztof Kurdyła
0

Rewolucja New Space powoduje, że co chwilę czytamy o nowych start-upach i projektach rakiet. O tym jednak, że to ciągle bardzo skomplikowana branża, świadczą opóźnienia wielu firm, czasem „okraszone” spektakularnymi katastrofami.

W zakończony właśnie weekend próbę szóstego startu podjął start-up Astra Space, ze swoją rakietą Astra 3.3. Była to pierwsza misja komercyjna firmy, jej klientem było amerykańskie wojsko, aczkolwiek ładunkiem był jeszcze symulator masy, a nie działający satelita. Na całe szczęście, Astra niestety nie będzie mogła powiedzieć „do sześciu razy sztuka”.

Co tam się stało...

Misja zakończyła się porażką, ale trzeba przyznać, że była to jedna z najbardziej spektakularnych rakietowych porażek, jakie widziałem. Coś poszło nie tak już w momencie odpalenia silników, kiedy siła ciągu oderwała jeden z wysięgników, i ten uderzył w bok rakiety.

Gorzej jednak, że po chwili wyłączył się jeden z pięciu silników Delphin. Astra przechyliła się, po czym... dostojnie przeleciała prawie poziomo kilkadziesiąt metrów. Dopiero gdy spaliła część paliwa, pojazd zaczął się wznosić i wydawało się, że sytuacja została opanowana.

Niestety, mimo że pojazd przetrwał MaxQ (punkt, w którym wypadkowa prędkości i gęstości powietrza powoduje największe obciążenia) i miała rozpocząć się procedura wyłączenia głównych silników, kontrola naziemna zdecydowała o zakończeniu misji. Rakieta wykonała jeszcze szereg spektakularnych piruetów i uległa zniszczeniu.

Decyzji twórców nie ma się co dziwić, pojazd był na niewłaściwej trajektorii, nieznana była też skala jej uszkodzeń. Warto dodać, że pierwotny start miał odbyć się dzień wcześniej, ale w momencie odpalania silników system przerwał całą procedurę. Także w drugim dniu nie obyło się bez zwiastujących katastrofę problemów, odliczanie było przesuwane ze względu na problemy z tankowaniem oraz oprogramowaniem.

Do siedmiu...

Jest to jak już wspomniałem szósta porażka rakiet Astra Space. Dwie pierwsze próby firma określa co prawda jako sukcesy, ale nie potwierdzają tego dane Federalnej Administracji Lotnictwa. Aktualna wersja rakiety, Astra 3, przy pierwszym podejściu doświadczyła problemów z elektroniką, a następnie spłonęła w trakcie przygotowań do startu.

Drugi egzemplarz z powodu pojawienia się tuż po starcie nieplanowanej rotacji zboczył z kursu i trzeba było przerwać jego misję. Największym sukcesem Astry był piąty start, rakieta osiągnęła wysokość 390 km, ale niestety drugi człon nie wszedł na zaplanowaną orbitę. Po kilkunastu sekundach pracy jego silnik zgasł z powodu kłopotów z mieszanką paliwową.

Astra Space to firma założona 5 lat temu przez Chrisa Kempa, byłego pracownika NASA oraz Adama Londona, inżyniera z MIT. Przez 3 lata działali w tajemnicy z ambitnym planem stworzenia niewielkiej (11 m wysokości) i bardzo taniej rakiety, która byłaby w stanie wynosić ładunek na LEO w cenie około 1 mln dolarów (pierwsze starty - 2,5 do 3,5 mln). Dla porównania, największy konkurent Astry, Rocket Lab zaczynał starty z pułapu około 8 mln, aby obecnie zejść do poziomu 5 mln dolarów.

Firma została w przeszłości wsparta przez spore grono firm, a także wojskową agencję DARPA. Nie mniej, coraz więcej osób zaczyna się zastanawiać, czy firma da radę przetrwać. Oczywiście nawet SpaceX z Falconem 1 notowało różne awarie, ale wtedy tak rynek, jak i agencje rządowe były w innym miejscu.

Dziś jest już niewiele droższy (jeśli liczyć koszt na ilość ładunku) Electron, SpaceX lata regularnie z tanimi misjami zbiorczymi, a w najbliższym czasie swoje próby rozpocznie Relativity Space z Terran 1. Rynek małych rakiet jest zresztą ograniczony, wszystkie wspomniane firmy zamierzają jak najszybciej się da przejść na większe pojazdy. Jeśli Astra szybko nie ogarnie trapiących ją problemów jakościowych, może dla niej zabraknąć miejsca, pieniędzy, że o czasie na skalowanie nie wspomnę.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu