21

Co powiecie na ekrany mobilne 4K?

Rano pisałem o smartfonie Motoroli reprezentującym topowy segment inteligentnych telefonów. Jednym z atutów urządzenia ma być ekran o wysokiej rozdzielczości: QHD. Jedni się z tego cieszą, inni pytają o sens takiego podkręcania parametrów. Obie grupy zainteresuje zapewne pogłoska, wedle której, Sharp tworzy już ekrany mobilne 4K. Innowacja, rewolucja czy po prostu głupota, którą podleje się […]

Rano pisałem o smartfonie Motoroli reprezentującym topowy segment inteligentnych telefonów. Jednym z atutów urządzenia ma być ekran o wysokiej rozdzielczości: QHD. Jedni się z tego cieszą, inni pytają o sens takiego podkręcania parametrów. Obie grupy zainteresuje zapewne pogłoska, wedle której, Sharp tworzy już ekrany mobilne 4K. Innowacja, rewolucja czy po prostu głupota, którą podleje się marketingiem?

Branżę obiegła wiadomość, z której wynika, że Sharp pracuje nad ekranami 4K dla urządzeń mobilnych. Nie jest to produkt, który zobaczymy w kolejnym flagowcu Samsunga, HTC albo Apple, ale możliwe, że komponent pojawi się na rynku w 2016 roku, a zatem za kilka kwartałów – czas szybko mija, nie zdążymy się obejrzeć, a to rozwiązanie znajdzie się już w zasięgu producentów. Podejrzewam, że nie trzeba będzie ich długo namawiać do nowych ekranów, bo to może być niezły lep na klientów. Zwłaszcza wtedy, gdy wykorzysta je któryś z dużych graczy.

Mowa o korporacji Sharp, więc nie można wykluczać, że ekrany 4K wykorzysta w swoim sprzęcie mobilnym Apple – firmy są ze sobą powiązane, a gigant z Cupertino potrafiłby wyjaśnić klientom, komentatorom i konkurencji, iż zastosowane przez niego ekrany o wyjątkowo wysokiej rozdzielczości są naprawdę potrzebne i wnoszą do biznesu mobilnego nową jakość. Potrafię to sobie wyobrazić i wcale nie byłbym zdziwiony takim ruchem – Apple weszło na rynek fabletów i będzie musiało przekonywać w kolejnych latach, że ich ekrany są nie tylko duże, ale też coraz lepsze – jakoś przecież trzeba odróżnić świeże telefony od poprzedników, by zachęcić do kupna.

Full HD 4k

Nowe ekrany pojawią się podobno w rozmiarach od 5 do 6 cali, ich rozdzielczości powinna wynieść 4096×2160 pikseli, a to oznacza bardzo wysoki współczynnik ppi (dla 5,5 cala grubo ponad 800 – zdecydowany skok w porównaniu z dzisiejszymi wynikami). Na papierze wygląda to całkiem ciekawie i chce się już wyciągać portfel, ale w głowie dzwoni pytanie, które zada spora część naszych Czytelników: po co to? Przecież jedynymi zauważalnymi efektami będą wzrost ceny oraz energochłonności smartfonu. Po co napędzać wyścig zbrojeń w tym biznesie, skoro zaczyna on szkodzić producentom i klientom?

Warto oczywiście zadać sobie jeszcze raz pytanie, czy rzeczywiście i ewentualnie komu on szkodzi? O producentach wspominałem przed momentem, przywołując przykład Apple – im wprowadzenie na rynek wyświetlaczy o nowej, wyższej rozdzielczości będzie na rękę, bo może podkręcić sprzedaż, pozwolić wybić się na tle konkurencji firmie (firmom), która skorzysta z nowinki jako pierwsza. Dzisiaj producenci stawiają na QHD i osiem rdzeni w procesorze, za dwa lata mogą wybrać 4K i jeszcze mocniejszy „silnik”.

Tracą klienci? Cóż, sprawa nie jest jednoznaczna. Chociaż nie zabraknie głosów przekonujących, że ludzkie oko nie wyłapie różnic, a podniesienie poprzeczki zrodzi jedynie problemy, to warto się zastanowić, czy podobne głosy nie pojawiały się przypadkiem, gdy firmy wprowadzały do swoich urządzeń np. dwurdzeniowe procesory. Całe to zjawisko można odbierać po prostu jako przejaw postępu, a z tym nie ma podobno sensu walczyć…

Źródła informacji oraz grafik: tech.feng.com, hi-tech.mail.ru