Felietony

Ciekawe, czy któryś z kandydatów wierzy(ł) w sukces Mars One?

MS
Maciej Sikorski

Fan nowych technologii, ale nie gadżeciarz. Zainte...

19

Grzegorz opublikował wczoraj wywiad z Joanną Karczewską, Polką, która znalazła się w setce osób wybranych przez organizatorów misji Mars One do opuszczenia naszej planety i założenia kolonii na Czerwonej Planecie. Przeczytałem, poszperałem w innych wpisach i wróciło pytanie intrygujące mnie już od p...

Grzegorz opublikował wczoraj wywiad z Joanną Karczewską, Polką, która znalazła się w setce osób wybranych przez organizatorów misji Mars One do opuszczenia naszej planety i założenia kolonii na Czerwonej Planecie. Przeczytałem, poszperałem w innych wpisach i wróciło pytanie intrygujące mnie już od pewnego czasu: czy któryś z kandydatów naprawdę wierzy w to, że trafi na Marsa?

Projekt Mars One od początku wydawał mi się podejrzany. Może nie tyle podejrzany, co niezbyt realny. Nie doszukiwałem się w nim jakiejś chęci wykręcenia numeru i zarobku, o których teraz zrobiło się głośno w Sieci, ale też nie wierzyłem w to, że grupa entuzjastów może w połowie przyszłej dekady wysłać misję kosmiczną na inną planetę. Rozumiem, że zapał, ambicje i chęć odkrywania tego, co niezbadane, ale nie mówimy tu o wyprawie do lasu tropikalnego, lecz o budowaniu kolonii na Marsie.

To wyzwanie do tej pory nie zostało podjęte nie tylko przez wielkie firmy, ale nawet przez potężne państwa - Amerykanie, Rosjanie czy Chińczycy, którzy inwestują spore środki w przemysł kosmiczny i posiadają na tym polu duże doświadczenie nie planują za dziesięć lat kolonizować Marsa. Bo to ich przerasta. Elon Musk ma wizję eksploracji Czerwonej Planety, lecz zdaje sobie sprawę z tego, że to trochę potrwa - na razie mamy problem z tanim wynoszeniem ludzi czy sprzętu na orbitę Ziemi.

Głosów krytyki pod adresem tego projektu nie brakowało tu od początku, ale wydawał się on nieszkodliwy: nawet, jeśli ludzie nie zostaną wysłani na Marsa, to przecież nie będzie tragedii - pieniądze z budżetu nie zostaną wyrzucone w błoto, kandydaci nie stracą życia czy zdrowia, może być tylko wesoło/ciekawie. Co prawda niektórzy krytykują takie podejście i stwierdzają, że to zaszkodzi nauce, realnym planom eksploracji Marsa, ale nie podchodziłbym do tematu wyłącznie w taki sposób - wskazałbym tu także na walory edukacyjne i wzbudzanie zainteresowania Czerwoną Planetą.

Najbardziej w całej sprawie interesuje mnie jednak to, czy ludzie, którzy zgłosili się do udziału w misji, a ponoć było ich naprawdę wielu, wierzyli (wierzą) w realizację tego planu? Czy rzeczywiście są skłonni opuścić naszą planetę i zamieszkać w kapsule na Marsie? Podejrzewam, że było różnie - jedni nadal mają nadzieję, że do tego dojdzie, inni po prostu chcieli się zabawić, przeżyć przygodę (tu, na Ziemi), być może zdobyć rozgłos i stać się "kosmicznym celebrytą". Ciekawe, jaki jest/był procentowy podział tej grupy?

Nie zamierzam oczywiście robić wyrzutów kandydatom czy drwić z ich zgłoszeń, gratuluję im poczucia humoru lub odwagi (w zależności od tego, jak podchodzili do sprawy) i szkoda mi tych, których spotka wielkie rozczarowanie, jeśli okaże się, że misja nie tylko nie dojdzie do skutku, ale zakończy swój żywot w ciągu najbliższych kwartałów czy lat. Jednocześnie podkreślę, że ewentualne niepowodzenie tego projektu nie musi oznaczać, iż nigdy nie postawią nogi na Czerwonej Planecie - prędzej czy później tam dotrzemy...

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy:

Marskosmos