Felietony

Cham z serwisu ogłoszeniowego – jak z nim rozmawiać?

Tomasz Szwast
52

Cham z serwisu ogłoszeniowego to człowiek, który jest w stanie zepsuć nam humor na długich kilka godzin. W jaki sposób rozmawiać z takim człowiekiem? Czy próbować tłumaczyć mu, że jego zachowanie jest niestosowne? Dlaczego ludzie mają takie problemy z kulturą? Zastanówmy się.

W ostatnim czasie zdarzyło mi się częściej korzystać z serwisów ogłoszeniowych, o czym swoją drogą opowiadałem Wam w jednym z materiałów. Postanowiłem, że wykorzystam chwilę wolnego czasu i w końcu wysprzątam swoje szafy. Jak łatwo się domyślić, znalazłem tam mnóstwo rzeczy, których wypadało się pozbyć. Część, która nie nadawała się do dalszej eksploatacji, wylądowała w koszu. Sporo z zachomikowanych sprzętów udało się również rozdać wśród rodziny i znajomych. Pozostała jednak ta część, którą najlepiej było odpłatnie przekazać komuś innemu. W tym celu postanowiłem posłużyć się jednym z popularnych portali ogłoszeniowych i przyznam szczerze, że już po kilku godzinach po prostu się załamałem.

Na serwisy ogłoszeniowe patrzę z tym większym przerażeniem, że już wkrótce na świecie pojawi się moja córka. W praktyce oznacza to, że wraz z małżonką stanęliśmy przed koniecznością wymiany zebranej garderoby i zabawek z chłopięcych na dziewczęce. Nawet nie chce mi się myśleć o tym, ile nerwów będzie trzeba stracić, żeby pozbyć się tego wszystkiego, co w tym momencie zalega w szafach.

Problem, o którym opowiadam Wam w niniejszej publikacji jest doskonale znany. Z chamstwem próbują walczyć osoby zarządzające poszczególnymi serwisami ogłoszeniowymi, jednak ciężko mówić o jakimkolwiek skutku. Być może część z Was pamięta wręcz genialną kampanię OLX z Januszem Chabiorem w roli głównej. Popularny aktor wyjaśniał w niej, dlaczego podczas rozmów z innymi uczestnikami serwisu warto zachowywać się przyzwoicie. Niestety wygląda na to, że nie trafiło tam, gdzie trafić powinno.

Cham z serwisu ogłoszeniowego to najczęściej oszust

Co dzieje się w momencie, gdy uda się opublikować ogłoszenie w jednym z przeznaczonych do tego serwisów? Często wystarczy tylko kilka minut, by pojawili się pierwsi zainteresowani. Niestety wcale nie są to osoby zainteresowane, a oszuści, którzy chcą w ten sposób dokonać wyłudzenia pieniędzy. Po czym można ich poznać? Z reguły po tym, że nie kontaktują się przez wbudowany w serwis system komunikacji, a przez WhatsApp. Korespondencja z oszustem wygląda typowo. Najpierw pytanie o to, czy oferta jest aktualna (kilka minut po jej opublikowaniu), potem wyrażenie zainteresowania bez pytania o szczegóły sprzedawanego przedmiotu, a następnie właściwa część oszustwa. Uczciwy sprzedający otrzymuje link do podstawionej strony internetowej, na której proszony jest o podanie wrażliwych danych. Najczęściej to spreparowana strona banku, służąca przejęciu danych do logowania do bankowości internetowej i kodów z narzędzia autoryzacyjnego.

Tak wyglądam, gdy muszę coś sprzedać przez internet

Jak traktować tę grupę kontrahentów? Niestety, nie ma na nią skutecznego lekarstwa, dlatego najlepszym wyjściem będzie brak reakcji i zablokowanie podejrzanego numeru na WhatsAppie. Prawdziwy zainteresowany albo skorzysta z poczty wewnątrz serwisu ogłoszeniowego, albo pobierze numer telefonu (o ile chcemy go udostępnić) i zadzwoni. Serwisy ogłoszeniowe robią co mogą, by pozbyć się tego typu oszustów, jednak to walka z wiatrakami. Cóż, innego lekarstwa niż czujność, na ten moment, nie wymyślono.

Negocjacje to jedno, chamskie propozycje to drugie

O ile działalność oszustów jest niebezpieczna, tak kolejna grupa użytkowników to ci, którzy potrafią skutecznie podnieść ciśnienie. Jako że zdecydowana większość z nas korzysta z serwisów ogłoszeniowych jedynie sporadycznie, robimy wszystko, by ofertę sprzedaży rzeczy przygotować możliwie jak najbardziej rzetelnie. W tym celu, między innymi, sprawdzamy jaka jest jej rzeczywista wartość. Na tej podstawie ustalamy cenę, jaką chcielibyśmy za nią otrzymać. Z moich obserwacji wynika, że najczęściej osoby prywatne wyceniają przedmioty, które chcą sprzedać bardzo rozsądnie. Niestety, dla niektórych to za mało. Cham z serwisu ogłoszeniowego, który mówiąc kolokwialnie, szuka frajerów, będzie chciał wykorzystać sytuację i sprawić, że podejmiemy nieracjonalną decyzję.

Przykład? Bardzo proszę. Wystawiamy telefon, którego realna wartość to około 1500 złotych. Zapewne dość szybko w skrzynce odbiorczej pojawią się niedorzeczne propozycje sprzedaży w cenie 600 czy 700 złotych. O ile ktoś, kto mniej czy bardziej zna rynek od razu zignoruje taką wiadomość, tak mogą trafić się osoby, które z braku wiedzy lub też nadmiernej chęci dogadania się i znalezienia satysfakcjonującego rozwiązania dla drugiej strony, na tak absurdalną ofertę przystaną. Owszem, nie ma tu niczego niezgodnego z prawem, jednak żerowanie na niewiedzy innych jest zwyczajnie podłe. Podobnie jak chęć wykorzystania trudnej sytuacji finansowej kogoś, kto znalazł się w potrzebie i musi zdobyć pieniądze tu i teraz. Może i zgodne z prawem, ale podłe.

Jak radzić sobie z takimi osobami? Wiele z nich wprost zaznacza, że jeśli oferta nie jest satysfakcjonująca to nie życzą sobie kontaktu zwrotnego. Nie pozostaje nic innego, jak tylko zrealizować prośbę - tak będzie lepiej dla obydwu stron. Co w sytuacji, gdy potencjalny kupujący jest nachalny, na siłę szuka wad i wręcz domaga się sprzedaży za absurdalnie niską cenę? Kulturalne podziękowanie za rozmowę i zerwanie kontaktu będzie najlepszym wyjściem. Nie pozwalajmy na manipulowanie sobą osobom, które liczą na łatwy zysk. Prędzej czy później znajdzie się uczciwy klient.

Od niektórych propozycji można złapać się za głowę

Madki nie powiedziały ostatniego słowa

Sprzedajecie rzeczy dla dzieci? Niestety, kolejny cham z serwisu ogłoszeniowego, czyli typowa madka, już czeka na to, by wyprowadzić Was z równowagi. Dlaczego ta zabawka tyle kosztuje?! Może da się za darmo? Kupię te ubranka, jednak proszę o dodanie kilku w gratisie! To niestety wciąż wiadomości, które się zdarzają. Skąd się biorą? Znów mamy do czynienia z żerowaniem na ludzkiej empatii, współczuciu i chęci pomocy. Osobiście niejednokrotnie przeszło mi przez myśl, że taka osoba faktycznie może potrzebować pomocy. Skoro jednak naprawdę jej potrzebuje, dlaczego nie zwróci się o nią do właściwych instytucji tylko do przypadkowych osób z OLX czy Vinted?

Takim osobom, mimo wszystko, konsekwentnie odmawiałbym spełniania żądań. Oczekujemy konkretnej zapłaty za towar, który wystawiamy i na tym poprzestańmy. Owszem, można rozsądnie ponegocjować, jednak w taki sposób, by nie stracić na tym zbyt wiele. Jeżeli jednak istotnie zmieniliśmy zdanie i chcemy oddać rzeczy, które wystawiliśmy zupełnie za darmo, z pewnością lepszym wyjściem będzie przekazanie ich wiarygodnej fundacji, która zajmie się ich dalszą dystrybucją i tym, by trafiły do osób, które rzeczywiście tego potrzebują. Trudna sytuacja ekonomiczna to powód do tego, by sięgnąć po pomoc, a nie do tego, by żerować na innych.

Dej, mam horom curke!

Ogłoszeniodawca jako punkt darmowej pomocy technicznej

Na sam koniec cham z serwisu ogłoszeniowego szczególnie bliski branży technologicznej. Pojawia się szczególnie często wtedy, gdy na naszej liście ogłoszeń zostanie opublikowana oferta sprzedaży sprzętu elektronicznego. Jak działa taka osoba? Udając zainteresowanego traktuje sprzedawcę jako darmowy punkt pomocy technicznej. Można go rozpoznać po tym, że wypytuje bardzo szczegółowo o konkretne funkcje urządzenia, a konkretnie w jaki sposób będzie mógł je skonfigurować. Oczywiście, po uzyskaniu odpowiedzi na dręczące go pytanie znika bez śladu. Co gorsza, często są to pytania, na które odpowiedzi bez trudu można znaleźć na jednej ze stron internetowych czy grup facebookowych. Wystarczy tylko chwilę poszukać i nie denerwować kogoś, kto wcale nie ma czasu ani ochoty służyć za bezpłatny serwis.

Ten typ wkurzającego klienta jest dość trudny do rozszyfrowania. Być może są również takie osoby, które po rozwianiu wątpliwości istotnie dokonają zakupu danego urządzenia. Ja jednak, przynajmniej do tej pory, nie miałem takiego szczęścia. Istnieje również jeszcze jeden typ użytkownika serwisu ogłoszeniowego, niejako powiązany z opisanym wyżej. To osoby, które domagają się od ogłoszeniodawcy przekazania bardzo dokładnych danych na temat danego urządzenia. Oczywiście, są przypadki, w których jest to w pełni uzasadnione.

Zawsze trzeba uważać na przekazywane dane

Kupując droższe urządzenie elektroniczne, takie jak smartfon, pytanie o numer IMEI jest wręcz koniecznością. Musimy przecież potwierdzić, czy przeprowadzenie danej transakcji jest możliwe pod względem prawnym. Niestety wciąż pojawiają się ogłoszenia o sprzedaży telefonów kupionych na raty, których właścicielem do momentu dokonania spłaty całkowitej pozostaje operator. Czym innym jest jednak nowy telefon, a czym innym kilkuletnie słuchawki o wartości kilkudziesięciu złotych. Ciężko oczekiwać, by ich dotychczasowy właściciel przez tyle lat użytkowania magazynował fabryczne opakowanie czy dowód zakupu.

Swoje przemyślenia kończę ponowną prośbą o czujność i rozwagę podczas korzystania z serwisów ogłoszeniowych. Róbmy wszystko, by nie narazić się na niepotrzebną stratę finansową. Sprzedawane przedmioty kupiliśmy za nasze, ciężko zarobione pieniądze. Dlaczego mielibyśmy pozbywać się ich za bezcen? To bez sensu.

Jak zwykle mile widziane są Wasze wrażenia ze sprzedaży w różnych serwisach ogłoszeniowych. Czy widzicie jakiś skuteczny sposób na ludzi, którzy za wszelką cenę chcą podnieść ciśnienie uczciwym kupującym i sprzedającym, a przede wszystkim zarobić wykorzystując ich dobroduszność, brak wiedzy czy nieuważność? Komentarze są Wasze.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu